Aleksandra zastygła w drzwiach wejściowych, trzymając klucz w dłoni. Z mieszkania dobiegał szelest i ciche mamrotanie. Kuba był w pracy, a ona wróciła wcześniej niż zwykle, postanawiając zafundować sobie pół dnia wolnego po wyczerpującym tygodniu. Ale teraz jej serce waliło jak oszalałe. Złodzieje? Ostrożnie uchyliła drzwi i usłyszała znajomy głos:
Ojej, Aleksandra, Kubo, co wy za bałaganiarze! Kurz na parapecie, firanki pogniecione! Powinniście zatrudnić sprzątaczkę, bo co to za dom?
W przedpokoju, z miotłą w ręku, stała ciocia Halina, ich sąsiadka. Aleksandra oniemiała.
Ciociu Halino? Jak pani tu się dostała? Głos Aleksandry drżał z mieszanki zdumienia i irytacji.
A no po sąsiedzku, kochanie! ciocia Halina rozpromieniła się, jakby jej obecność w чужym mieszkaniu była czymś oczywistym. Widziałam, iż drzwi uchylone, pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki bałagan! No to postanowiłam posprzątać.
Drzwi były zamknięte zimno odcięła Aleksandra, ściskając torbę. Pamiętam dokładnie.
Oj, daj spokój, zamknięte, nie zamknięte machnęła ręką ciocia Halina, jakby odpędzając muchę. W naszym bloku wszyscy swoi, czego się bać? Ważne, iż to ja, a nie jakiś chuligan!
Aleksandra nie wiedziała, co powiedzieć. Jej nowy dom, ich pierwsze wspólne mieszkanie z Kubą, nagle wydał się obcy. Wymamrotała coś w stylu dziękuję i wyprowadziła sąsiadkę, ale w środku gotowała się z oburzenia. Skąd ciocia Halina miała dostęp do ich mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?
Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy Aleksandra i Kuba, młoda para, wprowadzili się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Warszawy. Mieszkanie było ich dumą: trzy lata oszczędzania na wkład własny, kredyt, cięcia w wydatkach od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostali klucze, Aleksandra mało nie płakała ze szczęścia, a Kuba, zwykle powściągliwy, kręcił ją po pustym pokoju, śmiejąc się.
To nasz dom, Ola! Nasz! mówił, a jego oczy błyszczały.
Urządzali się powoli: kupili kanapę, powiesili jasne firanki, postawili na parapecie doniczkę z fikusem. Ale najbardziej cieszyły ich drobiazgi poranna kawa w maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany na remont.
Drugiego dnia po wprowadzeniu się zadzwonili do drzwi. Na progu stała niska kobieta po sześćdziesiątce, z uczesanymi włosami i koszykiem w rękach.
Dzień dobry, młodzieży! Jestem Halina Nowak, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Halina, jak kto woli uśmiechnęła się tak szeroko, iż Aleksandra niechcący odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!
Oj, dziękujemy bardzo! Aleksandra wzięła koszyk, czując się niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?
A nie, tylko na chwilę ciocia Halina weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. Ojej, macie interesujący układ! Tylko ściany by przemalować, bo tapety już stare. I kuchnia taka malutka, co?
Aleksandra się zmieszała, ale grzecznie skinęła głową. Kuba, zaparzając herbatę, dodał:
Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli się ogarniemy.
No i słusznie, brawo! ciocia Halina poklepała Aleksandrę po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie tanio tapety kupić.
Pierogi były pyszne, a ciocia Halina gadatliwa. Opowiedziała o sąsiadach, o tym, jak blok stawiali jeszcze za jej młodości, i choćby poradziła, jak namówić dozor











