Sąsiadka przekroczyła granicę

polregion.pl 4 godzin temu

Dzisiaj coś mnie poruszyło. Stanęłam jak wryta przed drzwiami wejściowymi, trzymając klucz w dłoni. Z mieszkania dobiegał szelest i ciche mamrotanie. Kuba był w pracy, a ja wróciłam wcześniej, postanawiając dać sobie pół dnia wolnego po wyczerpującym tygodniu. Ale teraz serce waliło mi jak młotem. Złodzieje? Ostrożnie uchyliłam drzwi i usłyszałam znajomy głos:

Ojej, Zosia, Kuba, ależ u was bałagan! Kurz na parapecie, firanki pogniecione! Powinniście zatrudnić sprzątaczkę, bo to żaden porządek!

W przedpokoju, z miotłą w ręce, stała ciocia Irena, nasza sąsiadka. Zaniemówiłam z wrażenia.

Ciociu Ireno? Jak się tu pani dostała? mój głos drżał z mieszaniny zdumienia i irytacji.

A no po sąsiedzku, kochanie! ciocia Irena rozpromieniła się, jakby jej obecność w cudzym mieszkaniu była najnormalniejszą rzeczą na świecie. Zobaczyłam, iż drzwi uchylone, no to pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki chaos! Więc postanowiłam posprzątać.

Drzwi były zamknięte odparłam chłodno, zaciskając torbę. Pamiętam to dokładnie.

Oj, daj spokój, zamknięte czy nie machnęła ręką, jakby odpędzając muchę. W naszym bloku wszyscy się znamy, czego się bać? Ważne, iż to ja, a nie jakiś chuligan!

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nasz nowy dom, pierwsze własne mieszkanie z Kubą, nagle wydał mi się obcy. Wybełkotałam coś o dziękuję i wyprowadziłam sąsiadkę, ale w środku kipiało we mnie oburzenie. Skąd ciocia Irena miała dostęp do naszego mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?

Ta historia zaczęła się pół roku temu, kiedy razem z Kubą, młodym małżeństwem, wprowadziliśmy się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Wrocławia. Mieszkanie było naszą dumą: trzy lata oszczędzaliśmy na wkład własny, wzięliśmy kredyt, odmawialiśmy sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostaliśmy klucze, o mało nie płakałam ze szczęścia, a zwykle powściągliwy Kuba kręcił się po pustym pokoju, śmiejąc się.

To nasz dom, Zosiu! Nasz! mówił, a jego oczy błyszczały.

Urządzaliśmy się powoli: kupiliśmy kanapę, powiesiliśmy jasne firanki, postawiliśmy na parapecie doniczkę z fikusem. Ale najbardziej cieszyły nas drobiazgi poranna kawa w maleńkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany na remont.

Drugiego dnia po wprowadzeniu się zadzwoniono do drzwi. Na progu stała niska kobieta około sześćdziesiątki, z elegancką fryzurą i koszykiem w rękach.

Dzień dobry, młodzi! Jestem Irena Kowalska, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Irena, krótko mówiąc. Uśmiechnęła się tak szeroko, iż nieświadomie odwzajemniłam uśmiech. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!

Ojej, dziękujemy bardzo! Przyjęłam koszyk, czując się niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?

A no na chwilę ciocia Irena weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. O, jaka interesująca aranżacja! Tylko ściany warto by pomalować, bo tapety już stare. I kuchnia trochę ciasna, co?

Zakłopotana, skinęłam uprzejmie głową. Kuba, zaparzając herbatę, dodał:

Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli się zorganizujemy.

No, to rozsądnie, brawo! ciocia Irena poklepała mnie po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie taniej kupić materiały.

Pierogi były pyszne, a ciocia Irena gadatliwa. Opowiedziała o sąsiadach, o tym, jak budowano blok za jej młodości, a choćby poradziła, jak namówić dozorcę, żeby wcześniej odśnieżał. Wymieniliśmy z Kubą spojrzenia: mieliśmy sojusznika w nowym miejscu.

Ale niedługo ciocia Irena zaczęła pojawiać się zbyt często. Przychodziła tylko się przywitać, przynosiła kolejne porcje pierogów, oferowała sprawdzić hydraulikę, bo w tym bloku rury stare, zaraz popękają. Wychowana w szacunku dla starszych, starałam się być uprzejma, ale jej uwagi zaczęły mnie irytować.

Pewnego dnia ciocia Irena zjawiła się, gdy z Kubą malowaliśmy ściany w salonie.

Ojej, Zosiu, dlaczego taki kolor wybraliście? sąsiadka skrzywiła się, patrząc na puszkę z niebieską farbą. To takie zimne! Powinniście wziąć ciepły, brzoskwiniowy. I wałek macie nieodpowiedni, zostaną smugi.

Podoba nam się niebieski odparłam powściągliwie, ściskając pędzel. To nasz styl.

Styl, moja droga prychnęła ciocia Irena. Mieszkam tu czterdzieści lat, wiem, co jest grane. Posłuchajcie mnie, przemalujcie, póki nie za późno.

Kuba, wycierając ręce ścierką, wtrącił:

Dziękujemy za radę, ciociu Ireno, ale już podjęliśmy decyzję. Herbaty się napijemy?

Sąsiadka zacisnęła usta, ale została. Przy herbacie oznajmiła, iż sąsiadka z piątego piętra narzeka na hałas remontowy, a dozorca uważa, iż źle segregujemy śmieci. Poczułam, jak narasta we mnie uraza. Staraliśmy się, a teraz jesteśmy obgadywani?

Może robimy coś źle? szepnęłam wieczorem do Kuby. Nie chcę mieć zatargów z sąsiadami.

Zosiu, nikomu nie przeszkadzamy Kuba objął mnie. Ciocia Irena po prostu lubi wtrącać się nie w swoje sprawy. Ograniczmy kontakty.

Lecz ciocia Irena nie zamierzała odpuścić. Łapała mnie przy wejściu, wypytując o pracę, zarobki, plany na dzieci. Pewnego dnia wróciłam do domu i zobaczyłam otwartą skrzynkę na listy, a rachunki za media ułożone na ławce.

Ciociu Ireno, brała pani nasze rachunki? zapytałam, spotkawszy ją na podwórku.

A no chciałam pomóc! wykrzyknęła. Widziałam, iż skrzynka pełna, pomyślałam, posortuję, bo się zgubią. O, Zosiu, a ile płacicie za prąd? Ja mniej, mogę podpowiedzieć, jak ustawić kalkulator.

Poczułam rumieniec na twarzy. Wymamrotałam coś

Idź do oryginalnego materiału