Sąsiad (51 lat) od 12 lat mieszka sam. Wczoraj zapytałem go: „Dlaczego nie szukasz kobiety?”. Wyjaśnił mi 6 powodów. Zrozumiałem, iż ma rację

polregion.pl 2 godzin temu

Wczoraj poszedłem do sąsiada Marka pożyczyć wiertarkę. Otworzył drzwi w dresowych spodniach i zwykłej koszulce:

Wchodź, właśnie skończyłem jeść.

Wszedłem. Mieszkanie pachniało pieczonym kurczakiem, na stole stał laptop i kieliszek czerwonego wina.

Marek ma pięćdziesiąt jeden lat. Od dwunastu lat rozwiedziony, żyje sam. Pracuje jako inżynier, zarabia około siedmiu tysięcy złotych miesięcznie.

Znam go od pięciu lat, odkąd tutaj mieszkam. Nigdy nie widziałem u niego żadnej kobiety. choćby jako gościa.

Podał mi wiertarkę, nalał whisky:

Usiądź, skoro już przyszedłeś. Dawno nie rozmawialiśmy.

Usiedliśmy w kuchni. Wypiliśmy po kieliszku.

Zapytałem:

Marek, czemu jesteś sam? Nie szukasz nikogo?

Uśmiechnął się krzywo:

Specjalnie nie szukam. Wiesz, Piotrze, dwanaście lat życia w pojedynkę nauczyło mnie, iż to dla mnie lepsze.

Dlaczego?

Dolał jeszcze whisky, oparł się wygodnie:

Powiem ci, sześć konkretnych powodów. Każdy wyniesiony z własnego doświadczenia.

Powód pierwszy ryzyko bankructwa po rozwodzie

Marek zaczął:

Rozwiodłem się dwanaście lat temu. Byłem osiemnaście lat żonaty z Haliną. Mamy córkę, Małgosię, teraz ma dwadzieścia osiem lat, mieszka sama.

Wziął łyk whisky:

Rozwód przez to, iż mnie zdradziła z kolegą z pracy. Wniosłem o rozwód.

I co dalej?

Sąd podzielił mieszkanie na pół. Choć spłacałem większość kredytu. Sprzedaliśmy, podzieliliśmy pieniądze, ja kupiłem to małe mieszkanie.

Popatrzył na mnie:

Piotrze, przez jej zdradę straciłem połowę majątku. I to zgodnie z prawem! Pracowałem, płaciłem raty… a ona zdradzała. I dostała połowę.

Tak bywa przy rozwodzie…

No właśnie. I powiedz mi: po co mam dziś narażać się na to samo? Załóżmy, poznaję kobietę. Wprowadzamy się do siebie, spędzamy razem trzy lata, może ślub, może nowy samochód. A potem postanowi odejść znowu ryzykuję wszystkim. Nie chcę już przez to przechodzić.

Milczałem. On kontynuował.

Powód drugi kobiety nie wspierają marzeń

Wiesz, Piotrze, mam marzenie. Chcę kupić starego Junaka i go odrestaurować. Jeździć w weekendy.

Fajny plan.

Już od roku odkładam, za pół roku kupię motocykl z lat siedemdziesiątych i sam go poskładam.

Nalał wody i popił whisky:

Gdy byłem żonaty, też miałem marzenia. Chciałem nauczyć się grać na gitarze. Kupiłem gitarę, zapisałem się na lekcje. Halina: A po co ci to? Masz czterdzieści lat, nie jesteś Grechutą. Zrezygnowałem. Chciałem pojechać na spływ kajakowy na Mazury Zwarywałeś? Kredyt do spłaty, a ty się bawisz w dzieciaka. Nie pojechałem.

Spojrzał przez okno:

Kobiety nie wspierają marzeń facetów. Uważają je za głupotę. Teraz sam sobie sterem, żeglarzem… Kupię motocykl i nikomu nie będę się tłumaczył.

Powód trzeci wygórowane wymagania kobiet

Marek ciągnął dalej:

Trzy lata temu, dla żartu, założyłem profil na portalu randkowym. Szczera ankieta: wiek, praca, zarobki, hobby.

I co?

Pisałem z kilkoma. Jedna, Kinga, czterdzieści sześć lat, administratorka w salonie fryzjerskim, pensja dwa i pół tysiąca. Pisze: Jest pan interesujący, ale szukam kogoś, kto zarabia od dziesięciu tysięcy miesięcznie.

Zaśmiał się.

Odparłem: A pani ile zarabia? Obraziła się, zablokowała mnie.

Poważnie?

Serio. Większość dzisiejszych Polek uważa się za księżniczki. Zarabiają dwatrzy tysiące, wynajmują pokoik na Mokotowie, ale wymagają faceta z dużym mieszkaniem, autem, pensją… A same, poza kobiecością, nic nie oferują.

Wypił kieliszek do końca:

Zarabiam siedem tysięcy, mam mieszkanie, samochód… Dla wielu kobiet jestem nieudacznikiem, bo nie jestem milionerem. Po co rozmawiać z kimś, kto mnie nie docenia?

Powód czwarty nie radzą sobie z życiem codziennym

Zapytałem:

A nie brakuje ci domowego ciepła? Wspólnych obiadów?

Marek prychnął:

Piotrze, rozejrzyj się. Czysto? Czysto. Sam raz w tygodniu sprzątam godzina. Gotuję? Jasne. Dziś kurczak z warzywami pół godziny roboty. Pralka? Wrzucam rzeczy, ona wszystko robi sama.

Wstał, pokazał kuchnię:

Nie potrzebuję kobiety do ogarniania domu. Radzę sobie świetnie. A wiesz ilu współczesnych Polek choćby nie potrafi ugotować obiadu? Może połowa. Zamawiają pizzę, jedzą gotowce.

Wciąż są gospodynie

Trafiają się. Ale rzadko. I po co mi gospodyni, jeżeli za to mam ją całkowicie utrzymywać? Wolę sam dla siebie gotować.

Powód piąty strach przed manipulacją i kłamstwem

Marek dolał whisky sobie i mnie.

Piotrze, po rozwodzie spotykałem się z dwoma kobietami. Krótko. Obie kłamały.

Jak kłamały?

Pierwsza, Justyna, mówiła, iż rozwiedziona. Miesiąc znajomości, a potem dowiedziałem się przypadkiem, iż żonata, tylko szuka przygody, bo mąż za mało zarabia.

Wziął łyk:

Druga, Bożena, twierdziła, iż nie ma dzieci. Po dwóch miesiącach wyszło, iż ma dwójkę, ale nie powiedziała, żeby mnie nie odstraszyć.

Masakra…

No właśnie. Mam dość kłamstw. Kobiety kłamią łatwo, uważają, iż to normalne, byle złapać faceta. Potem się dziwią, iż nie ufamy.

Powód szósty kara za inicjatywę

Marek rozsiadł się na krześle:

Ostatni raz próbowałem zagadać rok temu. W empiku, przy klasyce. Zwyczajna kobieta, może czterdzieści pięć lat.

I co?

Podszedłem: Dzień dobry, widzę iż pani lubi klasykę. Może polecę coś ciekawego? Spojrzała na mnie jak na wariata, odburknęła: Poradzę sobie. Odwróciła się i poszła.

Uśmiechnął się gorzko:

Piotrze, każda inicjatywa faceta to dziś natarczywość. Zagadasz jesteś dziwny. Napiszesz na Facebooku nękasz. Zaprosisz na kawę lecisz na kasę.

Przecież nie wszystkie takie są…

Może nie wszystkie. Ale większość. Mam dość odmów i chłodnych spojrzeń. Teraz już wcale nie podejmuję inicjatywy. jeżeli kobieta będzie chciała niech sama coś zrobi. Ja nie będę się ośmieszał.

Dlaczego się nad tym zastanowiłem i co zrozumiałem

Marek dokończył whisky. Popatrzył mi w oczy:

Piotrze, nie twierdzę, iż wszystkie kobiety są złe. Są dobre, ale znaleźć je to jak szukanie igły w stogu siana. Ryzyko jest ogromne: stracone pieniądze, nerwy, lata życia.

Wstał:

Mam pięćdziesiąt jeden lat. Dobrą pracę. Własne mieszkanie. Samochód. Pasję. Przyjaciół. Jestem szczęśliwy sam. Dlaczego miałbym ryzykować to wszystko dla związku, który prawdopodobnie skończy się rozwodem i stratą?

Wróciłem do siebie. Położyłem się i długo myślałem o jego słowach.

Mam czterdzieści dziewięć lat. Od dwudziestu trzech lat jestem żonaty. Z żoną wszystko w porządku. Ale gdybym był sam… czy poszedłbym tą samą drogą?

Prawdopodobnie tak.

Czy Marek ma rację, iż żyje sam już dwanaście lat i nie szuka kobiety z powodu lęku przed stratą, czy po prostu boi się bliskości?

Czy prawdą jest, iż rozwód rujnuje faceta choćby jeżeli to żona zdradzi, czy to tylko przesada?

Czy mężczyzna po pięćdziesiątce powinien rezygnować z relacji, bo cena błędu jest za wysoka, czy raczej to egoizm i strach przed życiem?

I wreszcie czy to naprawdę kobiety nie wspierają męskich marzeń i je wyśmiewają, czy jednak mężczyźni nie potrafią wybrać odpowiedniej?

Idź do oryginalnego materiału