Temat sanatoriów w ostatnich tygodniach znów wyraźnie wybrzmiał w debacie publicznej. Najpierw podczas marcowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego padły mocne słowa o nadużyciach ze strony pacjentów. Chwilę później w Medonecie pojawił się głos pacjentki, na który odpowiedział rzecznik NFZ, tłumacząc zasady funkcjonowania systemu. Dwa obrazy tej samej rzeczywistości – i dwa zupełnie różne spojrzenia.
Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl
Po ich lekturze trudno dojść do innego wniosku niż ten, iż lecznictwo uzdrowiskowe w obecnym kształcie wymaga poważnej reformy.
Z jednej strony mamy głosy ekspertów. – „Pacjenci są rozpasani ponad wyobrażenie ludzkie” – mówił dr n. med. Jacek Gąsiorowski podczas sejmowego posiedzenia. I trudno z tym polemizować. Faktycznie – część skierowań wraca wielokrotnie, pacjenci rezygnują w ostatniej chwili, a miejsca w sanatoriach pozostają niewykorzystane.
Z drugiej strony mamy głos pacjentów, opisany m.in. przez Medonet. I on brzmi zupełnie inaczej. To nie jest opowieść o wybrzydzaniu, ale o bezradności wobec systemu. O decyzjach podejmowanych w ciemno, bez wiedzy o warunkach pobytu, możliwościach dopłaty czy choćby podstawowym standardzie zakwaterowania.
Gdzie leży prawda? Jak zwykle – pośrodku
Współczesny senior to już nie ten sam pacjent co 20 czy 30 lat temu. Jest bardziej świadomy, przyzwyczajony choć do minimum wyboru i informacji. Ale jednocześnie – i o tym nie wolno zapominać – to przez cały czas bardzo często osoba schorowana, z ograniczoną mobilnością, często zależna od innych. Taka, która nie zawsze jest w stanie dopasować się do sztywnego systemu.
Jeśli ktoś rezygnuje, bo zaplanował grilla u rodziny – można mówić o braku odpowiedzialności. Ale jeżeli ktoś rezygnuje, bo nie ma możliwości wyboru warunków albo zwyczajnie nie jest w stanie samodzielnie dojechać – bo wie, iż trzy przesiadki to za dużo – to już nie jest rozpasanie. To sygnał, iż system nie działa tak, jak powinien.
Bo czym adekwatnie jest leczenie uzdrowiskowe? To nie wyjazd turystyczny, choć bywa tak postrzegany. To element systemu ochrony zdrowia – ale bardzo specyficzny. Wymaga wyjazdu na kilka tygodni, opuszczenia domu i całego swojego codziennego świata. A ten świat dla wielu seniorów bywa skomplikowany.
To przecież nie tylko mieszkanie. To piec do opalania zimą, ogród, zwierzęta. To mąż, żona wymagający opieki. W Polsce ogromną część nieformalnych opiekunów stanowią właśnie osoby starsze – najczęściej kobiety. Znam historie seniorek, które dopiero po śmierci najbliższych mogły po raz pierwszy pomyśleć o własnym zdrowiu. Wcześniej taki luksus był poza zasięgiem.
Są też osoby, które zwyczajnie boją się takiej zmiany. Boją się do tego stopnia, iż perspektywa wyjazdu w nieznane miejsce, zamieszkania z obcą osobą w pokoju, funkcjonowania według narzuconego planu dnia – to dla nich zbyt duży stres. Te osoby choćby nie proszą o skierowanie, choć bardzo go potrzebują.
Z drugiej strony są i tacy, którzy traktują sanatorium jak darmowe wczasy – ignorując zalecenia lekarskie i zdrowotny cel pobytu.
I właśnie między tymi skrajnościami próbuje dziś funkcjonować system.
Dziś mamy sytuację paradoksalną: jedni czekają w długich kolejkach, inni nie dojeżdżają, a miejsca i pieniądze się marnują. Jednocześnie wykonuje się setki tysięcy operacji administracyjnych, by te miejsca obsadzić. To oznacza jedno – system nie jest efektywny. A przecież mówimy o pieniądzach publicznych. O składkach nas wszystkich.
Dlatego zamiast szukać winnych, warto zadać pytanie: co można zrobić lepiej? I tu chcemy oddać głos seniorom – tym, którzy z systemu korzystają lub próbują z niego skorzystać.
Co powinno się zmienić? Wspólnie nazwijmy kierunki:
– więcej informacji dla pacjenta na starcie – o miejscu, warunkach, możliwościach dopłat, jeszcze przed przyjęciem skierowania,
– uwzględnienie podstawowych preferencji (np. pokój jednoosobowy, dojazd),
– lepsza komunikacja i potwierdzanie wyjazdów – tak, by ograniczyć „niedojazdy”,
– wsparcie dla osób mniej samodzielnych – np. w organizacji transportu,
– realne konsekwencje dla tych, którzy nadużywają systemu, ale z uwzględnieniem sytuacji zdrowotnej,
– lepsze wykorzystanie zakontraktowanych miejsc i środków na to przeznaczonych.
To nie są postulaty rewolucyjne. To podstawy dobrze działającego systemu.
Jeśli dalej będziemy finansować rozwiązanie, które nie daje realnej szansy skorzystania z leczenia tym, którzy najbardziej go potrzebują, to nie jest już tylko problem organizacyjny. To zwykła strata pieniędzy.
A na to – jako pacjenci i płatnicy – nie powinniśmy się godzić
Dlatego chcemy Was zapytać: jak jest naprawdę? Czy korzystaliście z leczenia uzdrowiskowego? Co było dla Was największym problemem w całym procesie – a co działało dobrze? Z czego zrezygnowaliście i dlaczego? A może macie konkretne pomysły, co należałoby zmienić?
Czekamy na Wasze historie i rekomendacje. To właśnie one mogą być najważniejszym głosem w dyskusji o tym, jak powinno wyglądać leczenie uzdrowiskowe dzisiaj.
Napisz do naczelnej i podziel się swoją historią – nie tylko z leczenia uzdrowiskowego, ale także swoimi obserwacjami i pomysłami na zmiany. To właśnie głosy Czytelników pomagają poruszać ważne tematy i wpływać na rzeczywistość.
Czekam na Twoją wiadomość: [email protected]
Co zabrać do sanatorium? [LISTA DO POBRANIA]
Zdrowie bez granic! Sanatorium na Litwie z dofinansowaniem NFZ
Mlecz polny czy mniszek lekarski? Pospolity chwast o niezwykłych adekwatnościach zdrowotnych
13 emerytura: jak naprawdę wydają ją seniorzy? Te wybory wiele mówią. Wyniki badania „Gazety Senior” RAPORT









