Wpuściłam sobie na głowę
Tato, a co to za nowe rzeczy? Zwinąłeś sklep z antykami? Kinga z niedowierzaniem uniosła brwi, przyglądając się białej, szydełkowanej serwetce na swojej komodzie. Nigdy bym nie powiedziała, iż lubisz takie starocie. Twój gust naprawdę przypomina babcię Zofię…
Ojeju, Kingusiu? Co tu robisz bez zapowiedzi? Edward Zieliński wyszedł z kuchni, wyraźnie zaskoczony. Nie… To znaczy… nie spodziewałem się ciebie…
Ojciec próbował zachować pogodę ducha, ale w jego oczach widać było coś na kształt winy.
No, widzę, iż nie czekałeś powiedziała Kinga z irytacją, zaciskając usta. Ruszyła do salonu, gdzie czekały na nią kolejne niespodzianki. Tato… Skąd to wszystko? Co tu się dzieje?
Kinga nie poznawała własnego mieszkania.
…Kiedy dostała lokum po babci, sytuacja była opłakana. Stare meble z PRL-u, wypaczony telewizor na obdrapanej szafce, rdza na kaloryferach, odłażące tapety… Ale to była jej własna kawalerka.
Kinga zdążyła już uzbierać trochę oszczędności. Przeznaczyła je na remont i to porządny. Wybrała styl skandynawski: jasne kolory i minimalizm dawały poczucie przestrzeni. Z troską dobierała dodatki, szukała odpowiednich zasłon, kładła puszyste dywany…
A teraz zamiast jej grubych, zaciemniających firan wisiał tani, przezroczysty tiul. Włoska kanapa była przykryta syntetycznym kocem z szczerzącym się tygrysem. Na ławie stał różowy plastikowy wazon z równie jaskraworóżowymi sztucznymi różami.
Najgorsze jednak były zapachy. Z kuchni docierał tłusty aromat smażonej ryby, do tego woń papierosów. A przecież jej ojciec nie palił…
Kingusiu, rozumiesz… w końcu odezwał się Edward. Rzecz w tym… Nie mieszkam sam. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale jakoś nie wyszło.
Jak to nie sam? Kinga zgubiła się w sytuacji. Tato, przecież tak się nie umawialiśmy!
Kingo, przecież rozumiesz, iż moja historia z mamą się zakończyła. Jestem jeszcze młody, nie mam choćby emerytury. Czy nie mam prawa do szczęścia?
Kinga zamarła ze zdziwienia. Ojciec miał prawo spotykać się z innymi kobietami. Ale czy musiał to robić w jej mieszkaniu?
…Rodzice rozstali się rok temu. Mama przeszła nad zdradą ojca do porządku dziennego, jakby zrzuciła brzemię, i rzuciła się w wir samorozwoju. Koleżanek miała tyle, iż nie było czasu w nudę.
Ojciec natomiast załamał się. Vrócił do swojego przedmałżeńskiego mieszkania i przeraził się. Przez dziesięć lat wynajmował je lokatorom. Ostatni z nich zasnął z zapalonym papierosem. Brak pieniędzy na remont sprawił, iż ojciec porzucił mieszkanie. Nie chciał go sprzedać, ale mieszkać tam też nie zamierzał.
Tak naprawdę nie dało się tam żyć. Ściany czarne od sadzy, powybijane okna, pleśń na parapetach… Bardziej przypominało to krypty z horroru niż dom.
Kinga, nie wiem, jak mam tu żyć… żalił się ojciec, wzdychając. Tu jest niebezpiecznie, do zimy nie zdążę z remontem, nie mam na to pieniędzy. W końcu zamarznę… No nic, taki mój los.
Wtedy Kinga nie wytrzymała. Nie mogła pozwolić, by człowiek, który ją wychował, żył w takich warunkach. A co, jeżeli coś mu się stanie? Jej mieszkanie stało teraz puste. Niedawno wyszła za mąż i przeniosła się do męża. Po przykrych doświadczeniach z wynajmowaniem nie chciała znowu wynajmować.
Tato, zamieszkaj chwilowo u mnie zaproponowała. Wszystko tam jest, wygodnie. Powoli sobie zrobisz remont, a potem wrócisz. Tylko jeden warunek: żadnych gości.
Naprawdę mogę? zdziwił się ojciec. Kingo, jesteś wspaniała! Uratowałaś mi życie! Obiecuję, będzie spokojnie i bez niespodzianek.
Oj, spokojnie…
Gdy Kinga przypominała sobie ich rozmowę, drzwi do łazienki otworzyły się, wypuszczając obłok pachnącej pary. Wyszła z nich kobieta około pięćdziesiątki, w szlafroku Kingi. Jej ulubionym. Teraz ledwo krył krągłości nieznajomej.
O, Edziu, mamy gościa? zapytała kobieta ochrypłym, zadymionym głosem, pogodnie się uśmiechając. Mógłbyś uprzedzić, bo tak chodzę po domu.
Przepraszam, ale kim pani jest? zmarszczyła brwi Kinga. I dlaczego ma pani mój szlafrok?
Jestem Grażyna, ukochana kobieta twojego taty. A co się denerwujesz? Wzięłam tylko szlafrok, bo wisiał nieużywany.
Kinga poczuła, jak w skroniach pulsuje jej złość.
Proszę go zdjąć natychmiast powiedziała z zimną siłą.
Kinga! zaprotestował ojciec, ustawiając się między nimi. Nie rób scen! Grażynka tylko…
Grażynka tylko założyła cudzą rzecz w cudzym domu! przerwała mu Kinga. Tato, czy ty jesteś normalny? Przyprowadziłeś tutaj swoją kochankę i pozwoliłeś jej grzebać w moich rzeczach bez pytania?!
Grażyna demonstracyjnie wywróciła oczami i klapnęła na kanapę, na kocu z tygrysem.
Jaka z ciebie gburka stwierdziła. Ja na miejscu Edwarda dałabym ci lekcję wychowania, bez względu na wiek. Jak ty się zachowujesz wobec ojca? To, z kim mieszka, nie powinno cię obchodzić, kochanieńka.
Kinga była oszołomiona. Jakaś obca kobieta, siedząc na jej kanapie, beształa ją jak dziecko.
Nie powinno, dopóki nie dzieje się to w moim domu.
W twoim? Grażyna zmarszczyła brwi i spojrzała pytająco na Edwarda.
Ojciec stał pod ścianą, skulony, przenosząc przerażony wzrok z wściekłej córki na bezczelną partnerkę. Jakby liczył, iż burza rozejdzie się sama, choć prognoza właśnie uległa dramatycznemu pogorszeniu.
Ach… Tata zapomniał ci to wyjaśnić? Kinga rzuciła lodowate spojrzenie. Powiem sama. On tu nikt. Gość. To mieszkanie jest moje, wszystko tu kupiłam sama. Pozwoliłam mu tu mieszkać, ale nie pomyślałam, iż będzie przyprowadzać swoje… ukochane kobiety.
Grażyna poczerwieniała ze złości.
Edward?… głos miała lodowaty. O czym ona mówi? Przecież mówiłeś, iż to twoje mieszkanie. Kłamałeś mi?
Ojciec przykleił się do ściany, rumieniąc się do granic możliwości.
No, Grażynko, nie to miałem na myśli… Nie zrozumiałaś mnie. Mam własne mieszkanie, po prostu nie to. Nie chciałem cię obciążać szczegółami.
Nie chciałeś obciążać?! Dziękuję bardzo! Teraz przez ciebie muszę słuchać przytyków!
Cierpliwość Kingi się skończyła.
Wyjdźcie powiedziała cicho.
Co? zdziwiona Grażyna.
Proszę wyjść. Oboje. Daję wam godzinę. jeżeli nie znikniecie, wszystko załatwię zgodnie z prawem. Miało być gościnnie…
Kinga skierowała się do drzwi, gdy ojciec wreszcie oderwał się od ściany i pobiegł za nią.
Córeczko! Wywalisz mnie na ulicę? Przecież wiesz, co tam się dzieje! Zginę tam!
Ojciec złapał ją za rękaw, a serce Kingi się ścisnęło. Wspomnienia z dzieciństwa, poczucie obowiązku, współczucie… Łzy cisnęły się do gardła.
Ale wzrok padł na Grażynę.
Ta siedziała z nogą na nodze, w jej szlafroku, patrząc na Kingę z taką nienawiścią, iż wątpliwości zniknęły. Gdyby ustąpiła teraz, jutro ta kobieta wymieniłaby zamki i przemalowała ściany.
Tato, jesteś dorosłym człowiekiem. Wynajmij mieszkanie ucięła Kinga, wyrywając rękaw. Sam jesteś sobie winien. Umawialiśmy się, iż będziesz mieszkał sam, a tymczasem zaprosiłeś tu obcą kobietę, pozwoliłeś jej używać moich rzeczy i zrujnowałeś mój dom…
No to zadław się tym swoim domem! przerwała jej Grażyna. Chodź, Edward, nie poniżaj się. Wychowałaś niewdzięcznika…
Pół godziny pakowania i sprawa była załatwiona. Ojciec wyszedł w milczeniu, zgarbiony jak starzec. W oczach miał spojrzenie zbitego psa. Kinga wytrwała do końca, nie okazując słabości.
Kiedy wyszli, pierwsze co zrobiła, to otworzyła okna, żeby wyrzucić zapach ryby, papierosów i tanich perfum. Potem zebrała szlafrok, koc i wszystkie rzeczy zostawione przez Grażynę i wyniosła je do śmietnika. Następnego dnia zamówiła sprzątanie i ślusarza do wymiany zamka. Brzydziła się dotykać czegokolwiek, czego używała obca kobieta. Zwłaszcza ta.
…Minęły cztery dni.
Teraz w mieszkaniu Kingi nie było już ani sztucznych kwiatów, ani dziwnych zapachów. Mieszkała u męża, ale sama świadomość tego dawała jej siłę.
Nie rozmawiała z ojcem. Czwartego dnia zadzwonił sam.
Halo odebrała niepewnie Kinga.
No i co, jesteś szczęśliwa? zaczął zapitym głosem ojciec. Grażyna odeszła. Zostawiła mnie…
No kto by się spodziewał westchnęła Kinga. Pozwól, iż zgadnę. Stało się, kiedy zobaczyła twoje prawdziwe mieszkanie i policzyła, ile tam roboty?
Ojciec pociągnął nosem.
Tak… Przyniosłem farelkę. Spać musieliśmy na materacu. Grażynie wystarczyły trzy dni… Wytrzymała, potem powiedziała, iż jestem biedakiem i kłamcą. Spakowała walizki i wróciła do siostry. Stwierdziła, iż zmarnowała czas… Ale my się kochaliśmy, Kinga!
Co ty tam wiesz o miłości? Chciałeś sobie ułatwić życie, ona też. Po prostu oboje się przeliczyliście.
Przez chwilę było cicho. Ojciec ewidentnie jeszcze nie skończył.
Ciężko mi tu samemu, Kingusiu powiedział w końcu. Tu strasznie… Mogę wrócić? Będę sam, obiecuję, przysięgam!
Kinga spuściła wzrok. Wiedziała, iż ojciec siedzi gdzieś tam, w ruinie i chłodzie. Ale tę sytuację zgotował sobie sam: zdradził matkę, okłamał córkę, oszukał Grażynę.
Tak, żal jej było ojca. Ale to współczucie mogło zatruć życie im obojgu.
Nie, tato. Nie wpuszczę cię odpowiedziała Kinga. Wynajmij ekipę, zrób remont. Naucz się żyć w warunkach, które sam sobie stworzyłeś. Jedyne, co mogę zrobić, to polecić ci dobrych fachowców. Przepraszam. jeżeli będziesz potrzebował pomocy z remontem, zadzwoń.
Rozłączyła się.
Surowe? Może. Ale Kinga nie chciała już, by ktokolwiek zostawiał plamy na jej szlafroku i w jej duszy. Czasem nie da się doczyścić brudu, który zostawią po sobie inni trzeba mu po prostu zamknąć drzwi.
Życie nauczyło ją, iż nie wystarczy dobre serce i współczucie. Trzeba też zachować szacunek do siebie i swojego miejsca. Pomagać warto tylko tym, którzy naprawdę tego chcą i nie wykorzystują cudzej dobroci.















