
Zacznę od bajeczki A.S.Przepieździeckiego: Daleko, daleko za siedmioma górami za siedmioma rzekami i za siedmioma morzami mieszkała piękna jak róża i niewinna jak lilija królewna która często mówiła: O kurwa mać jakżesz ode mnie jest wszędzie daleko. Królewna tak była przygnębiona tymi odległościami, iż nie chodziła ani do fryzjera ani do kosmetyczki ani nawet, co zakrawa na zupełną niemożliwość, nie chodziła do krawcowej. Ta nieszczęśliwa królewna pewnego razu spacerując po pałacowych ogrodach spotkała siedzącego pod drzewem starego, ubogiego mędrca, który jak to w bajkach i tylko w bajkach bywa, był niezwykle szczęśliwy i ciągle się uśmiechał. — Z czego tak się cieszysz stary wyleniały koźle? — zapytała nieszczęśliwa królewna.
- Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ mieszkam tak daleko od swoich bliźnich, iż nie mogą oni mnie ani po cichutku okradać, ani oszukiwać ani, dzięki aparatu państwowego, nie mogą mnie rabować w sposób jawny a bezczelny. Nie mogą mi także do znudzenia ględzić, iż jestem dzięki nim szczęśliwy pozostawiając sprawę mego szczęścia wyłącznie mnie. — Wielce szanowny staruszku — przemówiła zawstydzona królewna — bardzo cię przepraszam. Co prawda wyglądasz rzeczywiście na starego capa, ale mądrości w tobie jest tyle ile urody we mnie. Ponieważ dobrze by było żebym oprócz urody miała trochę rozumu w głowie, więc powiedz mi jak to jest, iż to co jest dla mnie przyczyną udręki, stanowi dla ciebie powód do zadowolenia.
— Po prostu powinnaś obiektywnie patrzeć na rzeczywistość. Na pewno jest niewygodnie daleko jeździć do fryzjera i kosmetyczki, ale dzięki temu, iż mieszkasz tak daleko od centrów cywilizacji możesz zbudować społeczeństwo w którym nie będzie tego wszystkiego co zatruwa ludziom życie w tamtym dalekim społeczeństwie.
Koniec bajki — morał oczywisty: w bajkach można zbudować ludziom szczęście.
Rzeczywistość niestety jest inna. Zarówno dawno, dawno temu jak i dzisiaj jesteśmy skazani na życie w społeczeństwie. Dodatkowo ludzie tacy jak my są zdani na życie w konkretnym tzn. w polskim społeczeństwie, gdzie nie trzeba być wcale wysokiej klasy cwaniakiem, żeby żyć kosztem szerokich rzesz frajerów, których los podobnie jak los frajerów na całym świecie jest jednaki... sprowadza się do utrzymywania własnym kosztem prosperity tychże cwaniaków. Cwaniaków, którzy tak umiejętnie, z ogromnym wyczuciem klimatu społecznej głupoty, budują własną świetlaną przyszłość i swoich potomków, kosztem szerokich rzesz społeczeństwa... w myśl zasady "po nas choćby potop". Cwaniacy z wielką determinacją prą do przodu i idą po swoje a reszta, czyli my ... rzesze frajerów co najwyżej czujemy złość. Ta złość tak naprawdę wynika z poczucia bezradności, bezsilności i braku umiejętności skutecznego działania. Na bramie do piekła A. Dantego widniał napis: "Porzućcie wszelką nadzieję". Naprawdę ??? Czy nasza obecna bezsilność musi być taka zupełnie beznadziejna?







