📌 Rządzone przez poślizg: Dożynki, chłopi pańszczyźniani i wycieczki podwyższonego ryzyka
Najdziwniejsze zaproszenie tego lata przyszło pod hasłem: „Monia, pojedź ze mną na dożynki”.
A. stwierdziła, iż czas na podryw chłopów pańszczyźnianych i postanowiła wciągnąć mnie w to przedsięwzięcie jako bezpieczną koleżankę, która nie szuka tego rodzaju przygód. Widzę w tym spory potencjał na dość interesujący eksperyment socjologiczny. I mam w sobie tylko cichą nadzieję, iż A. jeździ lepiej niż I., bo po ostatnim razie z I. – a droga wcale nie była długa – stwierdziłam, iż nigdy więcej nie wsiądę z nią do auta. To wycieczka czystego ryzyka.
I tym sposobem I. wskoczyła na tę samą listę co mój Teść, który dumnie zajmuje honorowe miejsce pierwsze. Dawniej to miejsce zajmował mój Dziadek, który w międzyczasie zmarł – na szczęście nie na drodze. Choć doskonale wiedział, iż już nigdy z nim nie pojadę, bo z wiekiem włączyło mu się Fast and Furious. Tokio Drift lubię, owszem, ale w kinie, a nie w prawdziwym życiu i z pewnością nie w duecie z ówczesnym emerytem.
Po wczorajszym meczu, który ciągnął się z gracją i dynamiką rzymskich igrzysk, dziś rano wjechały trzy espresso. Trzecie z nich zaskoczyło mnie poziomem procentów – zakładałam z całą pewnością, iż to opcja bezalkoholowa.
Wysmażyłam całkiem świetne naleśniki jak na gigantyczny niedobór snu, przeczytałam sześćdziesiąt stron książki i pograłam w piłkę z Synem. Aż trudno uwierzyć, iż to wszystko zmieściło się w jeden dzień po oglądaniu tej wczorajszej, neandertalskiej farsy. Jest dopiero siedemnasta – totalnie wszystko może się jeszcze zdarzyć, a sen po tej końskiej dawce kofeiny na pewno gwałtownie nie przyjdzie.
📚 Zajrzyj do moich książek:
Czas na dawkę czystego absurdu i refleksji? Sprawdź pozycję idealną na ten klimat w zestawieniu: Absurdalne Przygody Damiana Dętki.




