Pod kościołem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zaroiło się od maszyn niemal każdego typu.
Kask zamiast koszyczka
Dla postronnego widza widok jajka i białej kiełbasy ułożonych na dnie motocyklowego kasku może być zaskoczeniem, ale dla „Korsarzy” to naturalna forma wyrazu.
- To nie jest nowy pomysł. Mamy już pamiątkowe naklejki, to nasza mała, łódzka tradycja. Koszyczki są typowo motocyklowe, pokarmy święcimy w kaskach. W środku tradycyjnie: chlebek, jajko, biała kiełbasa, ale też elementy związane z naszym stylem życia
- tłumaczy Jarosław Nowiński, prezydent klubu Korsarze Łódź.
Modlitwa o powroty
Zanim doszło do samego obrzędu poświęcenia, motocykliści stanęli do wspólnej modlitwy. Wśród próśb szczególnie mocno wybrzmiało wezwanie do św. Rity – patronki spraw trudnych i beznadziejnych – o bezpieczeństwo na drogach i szczęśliwe powroty do domów.
Ks. Stanisław Cicharz, wikariusz parafii, podkreśla, iż ta nietypowa forma świętowania ma głębokie uzasadnienie w motocyklowym stylu życia.
- Razem z Jarkiem ustaliliśmy, iż motocykliści są zawsze w podróży. Przemierzają dużo kilometrów i nie zawsze każdy przyjaciel wraca. Dlatego ustaliliśmy, iż ten symbol życia i śmierci będzie właśnie tutaj symbolem tego kasku. To w nim jest święcony pokarm i jajko, które daje życie nie tylko tu na ziemi, ale i w wieczności, kiedy Jezus otwiera nam bramy nieba
- mówi ks. Stanisław.
Duchowny zaznaczył również, iż najważniejsza jest wiara i otwarte serce, a wspólne świętowanie, czy to w kościele, czy na dworze - to wyraz miłości, która powinna się mnożyć.
Gdy nadszedł czas błogosławieństwa, plac wypełnił się rykiem silników. Zgodnie ze zwyczajem, podczas święcenia wszystkie motocykle były odpalone, a właściciele mocno gazowali.








