4696 m n.p.m., około 800 metrów sumy podejść i widok na całe Quito ze szczytu wygasłego wulkanu. Tak wyglądał nasz ostatni trekking w Ekwadorze.
Na Rucu Pichincha byliśmy podczas naszej podróży po Ekwadorze i Galapagos, o których możecie przeczytać we wpisach: Galapagos – jedyne takie miejsce na Ziemi oraz Ekwador – na andyjskim szlaku.
(sierpień 2026)
Wulkan Pichincha
Masyw wulkaniczny Pichincha położony jest w Kordylierze Zachodniej Andów, około 12 km na zachód od centrum Quito.
Pichinchas jest trzech: Rucu (Stary, wygasły), Guagua (Młody/Dziecko, wciąż aktywny) i Taita (Ojciec, też wygasły). Według tradycji Kiczua tworzą symboliczną rodzinę wulkanów nad Quito.
Rucu Pichincha to wulkan wygasły, który zakończył swą działalność erupcyjną około 150 tys. lat temu. Dziś tak dobrze widoczne ostre i skaliste wierzchołki są efektem długotrwałej erozji, w tym działalności lodowców. To dlatego patrząc na niego, bardziej kojarzy nam się ze szczytem jakichś gór skalistych, aniżeli ze stożkiem wulkanu.
Na zbocze Rucu Pichincha można dostać się z Quito kolejką TelefériQo. Wagoniki wjeżdżają na wysokość 3950 m n.p.m. (Cruz Loma), skąd rozciąga się spektakularna panorama całej metropolii. Wjazd i Cruz Loma są już atrakcją samą w sobie. Można jednak pokusić się o mały spacer na pobliskie punkty widokowe, a będzie jeszcze piękniej. Albo pójść dalej – na szczyt wulkanu Rucu Pichincha.
Wyprawa, która miała ustalić kształt Ziemi
Z Ekwadorem, Quito i wulkanem Rucu Pichincha wiąże się niesamowita historia wyprawy, której wnioski przyczyniły się do poznania kształtu i rozmiarów Ziemi.
W latach 1735–1744 miała miejsce Francuska Misja Geodezyjna, a powodem tej wyprawy był spór o kształt naszej planety.
Newton twierdził, iż skoro Ziemia obraca się wokół własnej osi, to siła odśrodkowa powinna spłaszczyć ją na biegunach i wybrzuszyć na równiku. Cassini i francuscy kartografowie uważali natomiast, iż Ziemia jest wydłużona w stronę biegunów, jak cytryna.
Rozstrzygnąć to miało porównanie długości jednego stopnia łuku południka w różnych szerokościach geograficznych.
Francuska Akademia Nauk wysłała dwie ekspedycje – jedną w pobliże równika do Wicekrólestwa Peru, na tereny dzisiejszego Ekwadoru, drugą w pobliże koła podbiegunowego, do Laponii.
Jaka była zatem rola Rucu Pichincha?
W pomiarach zastosowano triangulację, czyli metodę pomiarów geodezyjnych, która pozwala określać położenie odległych punktów w terenie na podstawie kątów w trójkątach. Najpierw wyznacza się odcinek (tzw. baza), a potem z dwóch jego końców mierzy się kąty do trzeciego, odległego punktu, np. szczytu góry, czy, jak w przypadku Ekwadoru, wierzchołków wulkanów. Mając długość bazy i dwa kąty, z twierdzenia sinusów oblicza się długości pozostałych boków trójkąta. Powtarzając pomiary dla kolejnych punktów, tworzy się sieć trójkątów obejmującą duży obszar. Z całej sieci wyznacza się długość łuku południka, do tego obserwacje astronomiczne dają różnicę szerokości geograficznej między jego końcami i z tego wychodzi długość stopnia łuku południka.
Szczyty andyjskie były naturalnymi punktami triangulacyjnymi, bo widać je z daleka. Rucu Pichincha, wulkan o wysokości prawie 4700 m, wznoszący się bezpośrednio nad Quito, był jednym ze stanowisk obserwacyjnych sieci.
Pomiary trwały wiele lat, dużo dłużej niż pierwotnie zakładano (w Laponii krócej), a porównanie wyników potwierdziło tezę Newtona, iż Ziemia jest spłaszczona na biegunach.
Trasa na Rucu Pichincha
(Kliknij, aby przejść do aktywnej mapy – źródło: mapy.com)
Z samego rana teleférico wjechaliśmy na Cruz de Loma (3.950 m n.p.m., 9$ w obie strony).
Na górze jest kawiarnia, sklepik z pamiątkami i taras widokowy. Całe to miejsce jest można powiedzieć jednym wielkim punktem widokowym. choćby jak nie idziemy dalej, warto przespacerować się po okolicy oraz podejść dosłownie 50 metrów wyżej, w miejsca oznaczone na mapach jako punkty widokowe. Są tam choćby specjalne instagramowe huśtawki. A widok – no bajka!
Szlak prowadzi dalej w górę. Początek jak na bieszczadzkich połoninach — łagodnie i niewinnie . Andyjskie páramo wyglądają po prostu obłędnie!
Zaczęliśmy się wspinać. Byliśmy już zaaklimatyzowani, a i tak na tej wysokości szło się powoli, z respektem dla wszystkich metra.
Od ok. 4.300 m n.p.m. zaczynają się skały. Potem trawers po wulkanicznym pyle. Wyżej już tylko poszarpana, lita skała.
To nie była łatwa wspinaczka – i ze względu na wysokość n.p.m. i ze względu na ekspozycję skalną. Możemy choćby pokusić się o stwierdzenie, iż był to najtrudniejszy technicznie hiking ze wszystkich naszych ekwadorskich wyczynów. Szlak (co jest zresztą powszechne w Ekwadorze) jest słabo oznakowany. Zabezpieczenia natomiast są dalekie od europejskich standardów. O klamrach czy łańcuchach zabezpieczających nie ma mowy. Ścieżkę w zasadzie człowiek wybiera sobie sam idąc mniej więcej w górę na azymut. Nie ma tu bowiem czegoś takiego jak ułatwiające wspinaczkę stopnie wykute w skale, a ponumerowane skrzynki spełniające rolę znaczników szlaku ustawione są w bardzo dużych odległościach od siebie.
Na dobry początek, podobnie jak kilka innych osób, wylądowaliśmy na pobocznym szczycie Rucu Pichincha. Trochę przetrawersowaliśmy, trochę zeszliśmy aby znowu wejść – koniec końców stanęliśmy na szczycie.
Rucu Picincha – 4696 m n.p.m. – zdobyty!
W dół schodziło się stosunkowo łatwo, chociaż po odcinku z pyłem wulkanicznym mieliśmy go dosłownie wszędzie. Wszędzie!
Nasze podejście to: 4,5h. Zejście: 2,5h
Dla chętnych na więcej : cała trasa Integral de los Pichinchas to 14 km wzdłuż korony masywu, przez wszystkie główne wierzchołki.
Jaką mieliśmy aklimatyzację?
To był nasz ostatni hiking w Ekwadorze, za nami już Park Narodowy Cajas, Chimborazo i Cotopaxi – kilkanaście dni w Andach na wysokościach w okolicy 2500 – 5000 m n.p.m.
Tak naprawdę to właśnie pod aklimatyzację odwróciliśmy nasz plan co wymagało dodatkowego lotu na trasie Quito – Guayaquil. Całość wyprawy znajdziecie TUTAJ.
Co z chorobą wysokościową?
Bólu głowy nie mieliśmy. Niemniej jednak trzeba było uważać na okresowe zawroty głowy. I dużo pić – choćby jeżeli nie odczuwało się realnej potrzeby. Na wszelki wypadek mieliśmy też w plecaku diuramid.
Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do wysokości już sam wjazd kolejką może wywołać objawy choroby wysokościowej.
Dojazd pod wulkan
Pod samą stację kolejki TelefériQo nie dojedzie się komunikacją miejską. Zostaje zatem taksówka lub Uber (5-6$ z Plaza Grande). Bardziej problematyczne jest jednak wydostanie się spod kolejki po skończonej wycieczce. W pobliżu nie stoją bowiem żadne taksówki. Jedyną opcją jest zamówienie Ubera poprzez aplikację (lub telefonicznie taxi). Przystanek autobusowy i postój taksówek jest ok. 1,5km niżej w stronę miasta.
Rucu Pichincha praktycznie
– Wjazd kolejką TelefériQo na Cruz de Loma (3.950 m n.p.m., 9$ w obie strony)
– Pod TelefériQo dojedzie się tylko taksówką lub uberem (5-6$ z centrum Quito), autobus tam nie dociera (przystanek jest ok. 1,5km poniżej dolnej stacji kolejki)
– Brak opłat za wejście na szlak
– Początek szlaku spokojny i łatwy technicznie – ścieżka wiedzie przez andyjskie páramo
– Od ok. 4.300 m n.p.m. zaczynają się skały, potem trawers po wulkanicznym pyle, wyżej już tylko skała
– Szlak jest słabo oznakowany, a zabezpieczenia dalekie od europejskich standardów
– Konieczna wcześniejsza aklimatyzacja!
– Idzie się wolno i ciężko, mogą wystąpić bóle i zawroty głowy, mdłości
– Na tej wysokości trzeba dużo pić
– Mapy offline konieczne! – internet poza Cruz Loma bardzo słaby
– Pogoda może gwałtownie się zmienić
– Ubranie dostosowane do warunków górskich i wysokości
– Na odcinku skalnym bardzo przydają się rękawiczki
– Krem z wysokim filtrem UV
Wszystkie wpisy o Ekwadorze znajdziecie tutaj: EKWADOR
Podobał Ci się wpis? Będzie mi bardzo miło, o ile podzielisz się nim ze znajomymi i zostaniesz moim stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i






