Rozpoczął się karnawał. „Sala kasynowa ma być należycie wyszykowaną, oświetloną i ogrzaną”

radiokielce.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: Zaproszenia na zabawy karnawałowe ze zbiorów Archiwum Państwowego w Kielcach / Fot. Dorota Klusek - Radio Kielce


Początek roku to czas karnawału. Świętowano go z rozmachem zarówno na dawnej wsi, jak i w mieście, zgodnie z powiedzeniem: „Jak zapusty, to zapusty! Skacze chudy, skacze tłusty!”.

Dr Agnieszka Dziarmaga z działu etnografii Muzeum Wsi Kieleckiej wyjaśnia, iż karnawał trwał do Środy Popielcowej.

– Czy to na wsi, czy w mieście, był to niezwykły czas: gromadzenia zapasów jedzenia, euforii i zabawy. Poprzedzał Wielki Post, który z kolei był okresem umartwienia, celebracji religijnej. Należało jakby na zapas wybawić się, wytańczyć, najeść – mówi.

„Epidemia: jedzą i piją do upadłego”

Znów na ulicach pojawiali się przebierańcy, ale jak zaznacza Agnieszka Dziarmaga, szczególnie końcówka karnawału, czas mięsopustu – od zapustnego wtorku do Tłustego Czwartku był porą, kiedy wszystkie zabawy przybierały na intensywności.

– Na ulicach wiosek i miast pojawiali się przebierańcy. Już może mniej było w tym wszystkim opowieści o Betlejem, o stajence, a więcej maszkar, odwołujących się do zwierząt znanych mieszkańcom wsi, a wiec były to grupy z niedźwiedziem, bocianem, z kozą, z kobyłką, mógł być zapustny książę. Przebrania były mile widziane. Kobiety przebierały się za mężczyzn – opisuje.

Zaproszenia na zabawy karnawałowe ze zbiorów Archiwum Państwowego w Kielcach / Fot. Dorota Klusek – Radio Kielce

Wciąż długie wieczory wykorzystywano na odpoczynek, albo na integrację.

– Jak to na wsi mawiano: można się było wyspać na oba boki. Nie było jeszcze prac polowych, więc był czas na wydarzenia towarzyskie. Kobiety spotykały się m.in. na darciu pierza, gdzie opowiadano sobie różne historie, np. związane z życiem Świętej Rodziny, baśnie, legendy. I taki nastrojowy wieczór przerywała nagle grupa niedźwiedników, która wpadała do chałupy, goniła dziewczęta, oczekując w zamian datków – relacjonuje.

Jak mówi Agnieszka Dziarmaga, w tym czasie było dużo jadła. Oczywiście więcej w domach mieszczańskich i na dworach ziemiańskich. Jednak także na wsi starano się, by ten czas przeżyć obficie, jeżeli chodzi o sferę kulinarną.

– choćby w XVI wieku poseł Sulejmana Wspaniałego pisał do swojego władcy, iż Polacy w porze zimowej ulegają takiej epidemii wręcz, chorobie: iż jedzą i piją do upadłego, a potem sypią im na głowę dziwny proch, który to wszystko zatrzymuje – przytacza.

Na bogato, czyli tłusto

Co jadano na dawnej wsi? Szczególnie w dniach kończących karnawał musiało być tłusto, smażono na słoninie, na smalcu – u bogatszych pączki, faworki, u biedniejszych – mniej wyszukane potrawy.

– W regionie kieleckim, np. w okolicach Wzdołu Rządowego, popularne były tzw. męcybuły, czyli kluski gotowane na bazie ziemniaków, z dodatkiem majeranku, okraszone słoniną, ale były też różnego rodzaju pierogi, kapusta z grochem z dodatkiem kiełbasy czy słoniny. Szczególnie starano się, żeby obfitość tego wszystkiego była w Tłusty Czwartek. Na Kielecczyźnie pojawiały się też tzw. burocorze, czyli placki z burakami tartymi, gotowanymi. Były też byczki, czyli pyzy z mięsem, kraszone słoniną – wymienia.

Zabawa nabierała na intensywności pod koniec karnawału.

– W zapustny wtorek tańce trwały do upadłego, do północy. Tańczono w karczmach, większych izbach. Natomiast tuż przed północą „zabijano grajka”, czyli wywożono głównego muzykanta na taczkach, wyrzucano go do rowu czy za miedzę i wysypywano na niego garnek popiołu. Czasami tym zabawom towarzyszył czarny kot, złapany do worka. Wypuszczano go równolegle z tym grajkiem, wierząc, iż dusza grającego wcieliła się w kota i uciekła ze wsi, bo ten kot oczywiście umykał, ile tylko miał sił – zauważa.

Nie brakowało znaków, zapowiadających czas postu: kobiety szorowały garnki, by nie został na nich tłuszcz, z kolei do karczm tuż przed północą wnoszono szkielet śledzia, albo śledzia wyciętego z papieru, jako symbol postnego posiłku.

Zabawa w Środę Popielcową

Co ciekawe, jak zaznacza Agnieszka Dziarmaga, często choćby w Środę Popielcową nie rezygnowano z zabaw, choć miały one nieco inny podtekst.

– W zapustny wtorek, czy w Środę Popielcową gros działań przejmowały kobiety. Właśnie w Środę Popielcową kobiety wykonywały tańce na len i konopie. Tańce to może za dużo powiedziane, bo chodziło o rytmiczne podskoki w karczmie, aby zapewnić dobry plon tych upraw. W pińczowskim – baba, pokaźnych rozmiarów kobieta, w Środę Popielcową z batem słomianym zwoływała mężczyzn do karczmy, by wykonali różne obrzędy na rzecz lnu i konopi. Duchowieństwo tępiło te zwyczaje, jako nielicujące z powagą dnia, ale jak pisze ks. Siarkowski, udało się to zrobić dopiero ok. 1868 roku – stwierdza.

Agnieszka Dziarmaga zwraca uwagę, iż zwyczajem charakterystycznym dla Ziemi Kieleckiej były kusoki, które odbywały się w ostatni dzień karnawału.

– Kusoki, bo nadchodzą kuse dni, czyli Wielki Post. Była to huczna zabawa taneczna, która jeszcze do niedawna była reaktywowana w okolicach Ciekot. Dopuszczane były elementy różnego rodzaju przebrań, jedzono obfite, tłuste jedzenie – opisuje.

Zaproszenia na zabawy karnawałowe ze zbiorów Archiwum Państwowego w Kielcach / Fot. Dorota Klusek – Radio Kielce
Instrukcja dotycząca muzyki

Bawiono się także w miastach. W Archiwum Państwowym w Kielcach są dokumenty, opisujące organizację balu z 1840 roku. Jak mówi Konrad Maj, rzecznik instytucji, żeby taka zabawa doszła do skutku, jej organizator musiał zdobyć różnego rodzaju pozwolenia. W tym konkretnym przypadku o taką zgodę wystąpił Lardelli, właściciel hotelu, który znajdował się na ulicy Dużej. W piśmie znajduje się opis, jak ma wyglądać miejsce balu:

– „Sala kasynowa ma być należycie wyszykowaną, oświetloną i ogrzaną. Muzyka dobra”. Jest choćby dopisek, iż orkiestra ma się składać z co najmniej 12 dobrych muzyków. Pan Lardelli miał się ściśle stosować do życzeń gości, a gdyby ich zawiódł, musiał być gotów poddać się odpowiedzialności administracyjnej – przytacza.

Pozwolenie regulowało także kwestie muzyki, z czego wynika, iż była to kwestia drażliwa. Aby rozwiązać problem, który mógł się pojawić, w miejscu widocznym umieszczano wiadomość o kolejności i czasie trwania tańców. W razie sporu, grano ten utwór, który był zaplanowany o danej godzinie.

Popularną formą zabaw w tamtym czasie były reduty, czyli bale maskowe, w których można było wziąć udział po wykupieniu biletu.

Maskarady z jazzbandami

W zbiorach Archiwum Państwowego w Kielcach zachowało się także wiele zaproszeń na zabawy z czasu dwudziestolecia międzywojennego. Konrad Maj tłumaczy, iż różnie je nazywano:

– Wieczory taneczne, bale maskowe, czy wielkie maskarady. Takie określenia się pojawiają na zaproszeniach. Część z nich miała charakter dobroczynny. Myślę, iż ta pomoc wiązała się ze zwolnieniem z podatku, bo trzeba mieć świadomość, iż na tego typu zabawy trzeba było uzyskać zgody i one były dodatkowo opodatkowane – wyjaśnia.

Na zaproszeniach pojawiają się zachęty do przebrania się, a za najlepszy strój były nagrody. Konrad Maj zauważa, iż na uczestników czekały także inne atrakcje:

– Bufet w odpowiedniej, niskiej cenie oraz odpowiednia muzyka. Na jednym z zaproszeń mamy zapewnienie, iż bez przerwy będą przygrywać dwie orkiestry – wojskowa i jazzband, czyli taka, która wówczas stawała się bardzo popularna. Zachęcano także takimi hasłami: „setki efektów”, „tysiące niespodzianek”, „konkurs kostiumów”, „bufet – smaczny, obfity i tani” – czyta.


Idź do oryginalnego materiału