Zazdroszczę mojej siostrze do granic możliwości. Jej mąż gotów jest podarować jej cały świat, a ja dźwigam ciężar całej rodziny.
Zazdrość zżera mnie na widok mojej młodszej siostry, Magdaleny. Jej życie przypomina bajkę, w której jest księżniczką, a jej mąż spełnia wszystkie jej kaprysy niczym wierny rycerz. A ja, niczym zmęczona Kopciuszek, obciążona jestem obowiązkami rodzinnymi, dusząc się z przemęczenia i bezsilności. Czasami myślę, iż jestem najgłupszą i najbardziej nieszczęśliwą kobietą na świecie. Z moim mężem, Krzysztofem, jesteśmy razem już prawie dziesięć lat. Przeszliśmy przez wiele: były chwile szczęścia, ale częściej ciemne czasy pełne wyzwań.
Obecnie przeżywamy jeden z najtrudniejszych okresów w naszym życiu. Rok temu Krzysztof postanowił zmienić pracę. Obiecywano nam złote góry: stabilny dochód, dobre warunki, świetlaną przyszłość. Rzeczywistość okazała się jednak okrutnym żartem z naszych marzeń. Nowa posada okazała się prawdziwym piekłem, gorszym niż poprzednia, a Krzysztof teraz obwinia mnie, jakbym sama wepchnęła go w tę przepaść.
— To ty chciałaś, żebym zmienił pracę? No i co, zadowolona teraz? — rzuca mi z jadowitym uśmiechem przy każdej okazji.
Ale kto mógł przewidzieć taki obrót? Chciałam tylko, żeby się rozwijał, żeby nasza rodzina wreszcie wyszła z wiecznej biedy. Czy mogłam wiedzieć, iż wszystko obróci się w katastrofę? Teraz toniemy w finansowym dole. Moja pensja to jedyne, co nas utrzymuje, bo Krzysztofowi od kilku miesięcy opóźniają wypłaty. Ledwo wiążemy koniec z końcem, a każdego dnia czuję, jak ten ciężar coraz bardziej mnie przytłacza.
W ubiegłą wiosnę popsuł mi się telefon. Naprawa kosztowałaby niemal tyle, co nowy, więc postanowiliśmy odłożyć zakup. Przez kilka miesięcy męczyłam się ze starym tabletem, aż w końcu musiałam go zastawić w lombardzie. Tam też trafiła większość mojej złotej biżuterii – tych nielicznych rzeczy, które przypominały o lepszych dniach. Pieniądze były potrzebne natychmiast, więc oddałam wszystko, co miałam. A rzeczy Krzysztofa? Nie, ich nie ruszyliśmy – tylko moje poświęcenia poszły w ruch.
Magdalena, moja młodsza siostra, ulitowała się nade mną i dała swój stary telefon, żebym mogła jakoś się trzymać w kontakcie. Robiłam wszystko, by moja rodzina nie głodowała. Tak, Krzysztof też pracuje, czasami bierze dodatkowe zlecenia, ale robi to z taką niechęcią, jakbym zmuszała go na ciężkie roboty. Za każdym razem trzeba go namawiać, niemal błagać.
Niedawno mąż Magdaleny, Adam, wspomniał, iż na Dzień Kobiet zażyczyła sobie najnowszego iPhone’a. Poczułam, jak w środku pali mnie straszna zazdrość – uczucie, którego się wstydzę, ale nie mogę z nim wygrać. Oni z Adamem wynajmują mieszkanie w Warszawie, tak jak my z Krzysztofem, ale u nich wszystko jest inaczej. Magdalena manipuluje mężem jak marionetką: on pracuje wieczorami jako taksówkarz, jeździ na delegacje, oszczędza pieniądze i we wszystkim jej dogadza. Jej pensja to jej mały skarb, który wydaje tylko na siebie. W zeszłym roku po prostu poszła do butiku i kupiła sobie wykwintną futrzaną kurtkę, bo miała na to ochotę.
— Za mieszkanie, jedzenie i inne troski odpowiada mężczyzna – mówi z pewnością siebie królowej.
Magdalena jest prawdziwą pięknością. Inwestuje wszystkie swoje pieniądze w siebie: przedłużanie rzęs, idealny manicure, zadbane brwi, stylowe fryzury, modną odzież i inne kobiece przyjemności. Obok niej czuję się jak szara myszka – zaniedbana, nieatrakcyjna, zapomniana. Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz byłam u fryzjera, a o manicure choćby nie wspomnę. Wszystko, co zarabiam, idzie na rodzinę, a Krzysztof choćby nie myśli, żeby przynieść do domu coś dodatkowego. Każdą dodatkową pracę lub zmianę w życiu trzeba z niego wydobywać siłą.
Ostatnio dostałam wypłatę i Krzysztof znowu zasugerował, iż za mieszkanie i jedzenie znów będę musiała zapłacić z mojej kieszeni. Rozrywa mnie od środka złość: on choćby nie próbuje nic zmienić, nie stara się dla nas.
— Wiesz, jak jest z pieniędzmi, znowu opóźniają wypłatę — burknął, kiedy spytałam, co mi podaruje na urodziny.
Ale wystarczy, żeby nie dostał prezentu na jakiś istotny dzień, a już stroi fochy jak dziecko. Zawsze staram się go uszczęśliwić, znaleźć choćby drobiazg, żeby nie czuł się zignorowany. A on? Nie oczekuję od niego drogich telefonów czy luksusowych niespodzianek – szczęście nie tkwi w pieniądzach. Ale choćby prostego gestu uwagi, małego wyrazu troski nie można się od niego doczekać. On tego po prostu nie rozumie.
Myślałam, iż nasze problemy są przejściowe, iż to tylko ciemny okres, który niedługo minie. Ale teraz widzę: to nie jest okres, to całe życie. Próbowałam rozmawiać z Krzysztofem, dochodziło do kłótni, ale tylko rozkłada ręce: „Opóźniają wypłatę, co mogę zrobić?”
— A gdybyśmy mieli dzieci, jak wtedy byśmy przetrwali? – zapytałam pewnego dnia w rozpaczy.
Zamilkł. A ja patrzę na Magdalenę i zazdrość zżera mnie od środka. Wstydzę się tych uczuć, ale są silniejsze ode mnie. Jej mąż nosi ją na rękach, zasypuje prezentami, kupuje wszystko, czego zapragnie, a ja przez cały czas korzystam z jej starego telefonu, który wyrzuciła, bo już go nie potrzebowała. Dlaczego niektórym kobietom, takim jak Magdalena, dostaje się wszystko? Czy to taka szczęśliwa karma? Czy może chodzi o mężczyzn? Dlaczego jedne mają życie pełne euforii na zawołanie, a moje to niekończąca się szarzyzna?