„Work-life balance”, „optymalizacja”, „efektywność” to hasła, które bliskie są każdej dzisiejszej korporacji. Mają one duże znaczenie w wyścigu o zdobycie nowego klienta albo osiągnięcie jak największych zysków. Nic więc dziwnego, iż firmy prześcigają się też w różnego rodzaju pomysłach, które pozwolą zgarnąć największy kawałek „rynkowego tortu”. O jednej z takich innowacji opowiada serial Apple TV „Rozdzielenie”, choć to tylko pozornie główny wątek tej hitowej produkcji.
Serial „Rozdzielenie” stworzony przez scenarzystę Dana Ericksona oraz wyreżyserowany przez Bena Stillera (kojarzonego raczej jako aktora, grającego w lekkich komediach) opowiada fikcyjną historię o rewolucyjnym eksperymencie potężnej korporacji – Lumon Industries.
Eksperyment polega na tytułowym rozdzieleniu, jest to procedura, która pozwala na istnienie dwóch niezależnych od siebie świadomości w jednym ciele, czego jednym ze skutków ma być osiągnięcie lepszych wyników w pracy.
Choć serial miał swoją premierę w 2022 roku, to przez wzgląd na zmiany związane z korzystaniem ze sztucznej inteligencji i idące w ślad za nimi trudności w odróżnieniu rzeczywistości od kreacji AI, jest on dziś szczególnie ważny.
Rozwijające się w zawrotnym tempie narzędzia dzięki swojej innowacyjności i oszczędności czasu, jaką dają swoim użytkownikom, spełniają założenia Lumon, ale tylko do pewnego stopnia.
Kiedy nie myśli się o domu, dzieciach, wakacjach lub czymkolwiek niezwiązanym z pracą, a skupia się wyłącznie na niej, to jest się w stanie wykonywać ją dokładniej i szybciej, a to przynosi zysk. Za to, według słownika Lumon, odpowiedzialny jest „Innie”, z angielskiego „wewnętrzna/y”. W drugą stronę działa to tak samo. Kiedy możemy poświęcić się wyłącznie swojemu życiu prywatnemu i nie przynosić pracy do domu, staje się ono bardziej wartościowe, co ma pozytywny wpływ na drugą, choć chronologicznie pierwszą, świadomość – „Outie”, z ang. „zewnętrzna/y”. Wszystko to wygląda bardzo obiecująco, tylko iż to czyste założenia, co najlepiej pokazują historie bohaterów.
Kim są „Rozdzieleni”?
Protagonista, czyli Mark Scout, odgrywany przez Adama Scotta, jako „outie” jest wdowcem, który po niespodziewanej śmierci ukochanej żony ma ogromne trudności, by stanąć na nogi. Nic nie jest już dla niego takie samo. Codzienność staje się nie do zniesienia. Każdy kolejny dzień to walka z głęboką depresją. Przed śmiertelnym wypadkiem żony jego ogromną pasją była historia. Spełniał się w roli nauczyciela i pomimo próby powrotu do tego, co przed tragicznym zdarzeniem sprawiało mu tyle radości, ból i tęsknota za utraconą osobą okazały się zbyt silne, co uniemożliwiło kontynuowanie dawnej kariery. Jego stan psychiczny nie pozwala na utrzymanie jakichkolwiek przyjaźni. Jedyne osoby, z którymi utrzymuje stały kontakt to siostra i jej mąż. To właśnie dla ludzi takich jak on przeznaczone jest stanowisko „rozdzielonego” w Lumon Industries.
Przez 8 godzin 5 razy w tygodniu Mark Scout wyłącza się z życia. Ból, przygnębienie i melancholia oraz wszystkie myśli czy wspomnienia zatrzymują się w momencie, kiedy winda w siedzibie Lumon przekracza drogę między parterem a „oddzielonym” piętrem. To właśnie wtedy budzi się Mark S., czyli „Innie”. Mimo tego samego ciała to zupełnie inny bohater, który jest częścią czteroosobowego zespołu „rozdzielonych”, odpowiedzialnych za (zagadkowo brzmiącą, ale o niej dalej w tekście) rafinację makrodanych.
Na samym początku pierwszego sezonu dowiadujemy się, iż główny bohater zostaje głową swojego oddziału. Teoretycznie jest to coś, z czego powinien się cieszyć, ale radosną informację przyćmiewa fakt, iż poprzedni lider, z którym Mark S. się przyjaźnił, zniknął w zastanawiających okolicznościach, co początkowo jest starannie ukrywane przez firmę. Ten wątek, choć z pozoru związany z „Innie’m” Marka, gwałtownie wpływa też na jego „Outie’go”, co otwiera dalszy bieg zdarzeń.
Piszemy o Ludziach, a nie o władzy
Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!
Przekaż 1,5% i zostań naszym współwydawcą
Przytłaczająca atmosfera chaosu w domu pełnym dzieci, na których wychowanie potrzebny jest solidny rodzinny budżet, wyraźnie wygasający płomień relacji z żoną, brak pewnego źródła utrzymania i wynikające z tego stany depresyjne, to jedne z głównych powodów, dla których Dylan George, którego portretuje Zach Cherry, zdecydował się na przejście zabiegu rozdzielającego. Wcześniej imał się różnych zajęć, ale większość z nich to krótkie przygody, które kończyły się przeważnie w przeciągu kilku miesięcy. To właśnie na wysoko płatnym stanowisku w Lumon zdaje się odnaleźć swój stabilny grunt.
Tym bardziej, iż pracuje tylko jego ciało, które kontroluje jego „Innie”, Dylan G. to istna dusza towarzystwa w zespole RMD (rafinacja makrodanych) i jeden z bohaterów, którego przez dłuższy czas poznajemy tylko w tej „wewnętrznej” wersji. Tym większe może być zaskoczenie oglądających, kiedy dobrze znany im wesoły i często żartobliwy „Innie” zamienia się w zdołowanego i wyczerpanego psychicznie „Outie’go”, który z chwilą wyjścia z pracy marzy o powrocie do niej. Choć tak naprawdę nie wie, co się tam dzieje, to życie, które ułożył sobie na zewnątrz, jest coraz bardziej nie do zniesienia.
Ucieczkę od przytłaczającej codzienności wybrał także Irving Bailiff, który po dziewięciu latach oddanej służby Lumon postanowił poddać się zabiegowi rozdzielenia.
Irving (John Turturro) mieszka ze swoim ukochanym psem, oprócz niego nie ma nikogo. Jak sam przyznaje w rozmowie z innym z bohaterów, nigdy nie kochał ani nie był kochany, co potęguje w nim poczucie samotności. Jego „Innie”, Irving B., to najstarszy członek RMD, który jest świadomy tego, iż niedługo jego „Outie” przechodzi na emeryturę. Na jego oczach wszystko musi być zrobione tak, jak nakazują zasady, wszelkie odchylenia od wyznaczonej normy czy chwilowa niesubordynacja ze strony kolegów, są czymś, czego Irving nie toleruje.
Ważną częścią grupy jest także Helly R., kolejna bohaterka, którą początkowo znamy tylko jako „Innie”. Razem z nią wchodzimy do świata Lumon Industries, bo to od jej inicjacji zaczyna się serial. Inicjacja to moment, w którym po raz pierwszy pozbawiona świadomości tego kim jest i gdzie się znajduje, budzi się na piętrze „rozdzielonych”. Helly jest o tyle ważnym ogniwem w łańcuchu RMD, iż tak naprawdę od momentu dołączenia do zespołu doskonale wie, iż do niego nie pasuje, co zresztą usilnie stara się pokazać.
Jej zachowanie sprawia, iż w pozostałych dokonują się pewne przemiany, czego skutkiem są przełomowe wydarzenia w ich życiach, co bezpośrednio przekłada się także na życie firmy.
Opisani bohaterowie to tylko niektórzy (zarazem jedni z głównych) z pracowników piętra dla „rozdzielonych” w Lumon Industries, ale pokazują oni, iż głównym powodem takiej decyzji jest w dużej mierze zły stan psychiczny. Zupełnie jakby korporacja przy ich zatrudnieniu zwracała na to największą uwagę. Z drugiej strony to właśnie praca w korporacji kojarzona jest między innymi z „wysysaniem energii”, co może się źle odbijać na psychice pracowników. To jedna z dróg interpretacji fabuły, która powiązana jest z jednym z wybijających się aspektów serialu, czyli „korpo-krytyce”.
Krytyka pracy w korporacji
Niekiedy bywa tak, iż oprócz, albo choćby i zamiast, rozrywki, serial ma przynieść widzom pewne refleksje. W obszarze polskiego przemysłu filmowego obrazem, który w ostatnim czasie miał podobny efekt jest serial „1670”. Maciej Buchwald, czyli reżyser tego pokochanego przez Polaków obrazu, poprzez bardzo wyraźną satyrę krytykuje postawy społeczne w naszym kraju, czym wchodzi z grupowym odbiorcą, to znaczy społeczeństwem, w polemikę. Twórcy „Rozdzielenia” robią coś podobnego, tylko iż koncentrują się na korporacyjnych realiach, przy czym nie używają, jak w przypadku polskiej produkcji, tak dużej ilości sarkazmu i ironii. W wielu momentach serialu widz może zauważyć uwypuklone, niedziałające lub źle funkcjonujące mechanizmy, stosowane w wielkich firmach, co według filmoznawcy z Uniwersytetu Łódzkiego – dr. Jakuba Gortata, który udzielił naszej redakcji komentarza na temat tej produkcji – możemy nazwać satyrą na pracę w korporacji.
– Myślę, iż najbardziej zainteresowany byłem tym, na czym polega praca bohaterów tego serialu, czyli co tak naprawdę robią, ponieważ było to otoczone ścisłą tajemnicą – odpowiada na pierwsze pytanie, dotyczącego najciekawszego wątku serialu dr Jakub Gortat.
Ścisła tajemnica to dobre określenie, ponieważ żadna z osób pracujących w zespole nie wie, dlaczego ani w jakim celu robi to, co robi. Jest to coś, co dobrze odzwierciedla realia panujące w biurowcach, gdzie zlecane przez managerów zadania często ostatecznie nie mają jakiegoś głębszego sensu. Jednak, jeżeli już o obowiązkach zespołu RMD mowa, to warto byłoby wyjaśnić, czym jest ta niejasna „rafinacja makrodanych”. Polega ona w uproszczeniu na grupowaniu „dziwnych”, „budzących emocje” (np. strach) numerków i wrzucaniu ich do wyznaczonego folderu.
Pracownicy nie wiedzą, co zawierają dane, które rafinują, muszą wiedzieć tylko to, iż zespół musi osiągnąć wyznaczony przez zarząd cel.
Jak to w korporacji bywa, na wyrobienie normy „rafinerzy” mają określony deadline. jeżeli się w nim zmieszczą, zostają nagrodzeni (na przykład owocowym poczęstunkiem), z kolei niewyrobienie się w czasie wiąże się z przykrymi konsekwencjami, co również jest typowe dla korporacji. W przypadku „Rozdzielenia” jedną z nich może być wizyta w „Break Roomie”, z angielskiego „pokoju socjalnym” (choć to tłumaczenie nie najlepiej oddaje to, czym pokój tak naprawdę jest), w którym pracownicy odbywają „rozmowy motywacyjne”.
W odpowiedzi na pytanie o „work-life balance” w „Rozdzieleniu”, nasz rozmówca wskazuje na przewrotną krytykę tego konceptu przez twórców:
– Dążymy do tego, żeby wprowadzić work-life balance przez „rozdzielenie”, ale tak naprawdę służy to tylko umocnieniu dotychczasowej struktury, w której to „work” pozostaje nad „life”. To jest perfidne wykorzystanie pewnej idei, która jest modna, do tego, żeby wzmocnić zależność od korporacji.
Trudno się nie zgodzić, zwłaszcza, iż gwałtownie okazuje się, iż początkowe założenie, które polega na tym, iż praca dotyczy tylko „Innie”, a „Outie” oprócz użyczenia swojego ciała, nie ma żadnych zadań, jest tylko założeniem. Pomimo tego, iż „rozdzieleni” pracownicy zabieg przeszli już parę lat temu, jak w przypadku Marka Scout’a, to i tak przez cały czas zastanawiają się nad tym, co dzieje się z ich ciałem przez 8 godzin dziennie. Tej ludzkiej ciekawości nie da się zaspokoić, wręcz przeciwnie staje się ona jeszcze większa np. przez sytuacje takie jak uszkodzenia ciała.
W jednym z pierwszych odcinków Mark S. zostaje zraniony zszywaczem przez innego pracownika. Jego „Outie” nie ma prawa dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało, więc dostaje tylko kartkę pozornie wyjaśniającą sytuację. Pozornie, ponieważ informuje ona o zderzeniu się z drzwiami. Powód kontuzji i tak nie jest tutaj ważny, ponieważ przyćmiewa go rekompensata w postaci bonu do restauracji, który spełnia swoje zadanie. Mark Scout nie zastanawia się, co się stało, a skoro pracodawca postanowił zapłacić za jego kolację, poczuł się zaopiekowany.
Budzi to skojarzenie ze wszystkimi benefitami, którymi kuszą korporacje i choć są one potem faktycznie zapewniane, najważniejsze jest to, co pracownik da w zamian.
Teoretycznie chodzi im o nasz czas, naszą pracę, poświęcenie, ale gdy wejdzie się w mechanizmy działania takich firm trochę głębiej, to zauważa się, iż te wyżej wymienione rzeczy po czasie stają się czymś, czego nie rozważa się w kategorii pracy, a części naszego życia. Służbowy samochód, firmowe imprezy, cykliczne wyjazdy, to części „work” czy może jednak „life”? Skoro mamy rozgraniczyć się tylko do pracowania albo tylko do życia prywatnego, to jak pomóc w tym mają takie przykłady, ingerujące w obie płaszczyzny? Pomagają na pewno w tym, żeby pracownicy, tak samo jak Mark Scout, łatwiej akceptowali nieprawidłowości lub niesprawiedliwe traktowanie przez swoich szefów, co związane jest z coraz większym poświęcaniem się pracy.
Ładnie brzmiąca idea „work-life balance” staje się więc tylko frazesem, który maskuje realne podejście koncernów do swoich pracowników.
Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!
Dołącz do nas!Przesłanie serialu
W późniejszych momentach pierwszego, a potem drugiego sezonu relacje między „rozdzielonymi” a przedstawicielami Lumon Industries stają się jeszcze bardziej niejednoznaczne, co sprawia, iż cały serial w pewnym stopniu pozwala się odczytać jako ostrzeżenie. „Nie idźcie tą drogą, zobaczcie, do czego może doprowadzić was podobne postępowanie” – zdają się mówić nam dzięki swojego dzieła Dan Erickson i Ben Stiller.
Zbyt duża kontrola i ingerencja wielkich korporacji w życie jednostek pozwala na sterowanie całymi społeczeństwami.
Nawet kiedy pewne mniejsze grupy społeczne są im przeciwne, to mimowolnie wspierają ich rozwój, ponieważ choćby zupełnie nieświadomie korzystają z ich usług lub produktów przez nie stworzonych.
Dr Jakub Gortat odczytuje „Rozdzielenie” między innymi jako absolutnie niepożądany, ale możliwy scenariusz przyszłości:
– Jest to niepokojąca, bardzo nieludzka, dystopijna wizja, co nie znaczy, iż nie może się urzeczywistnić. Podobnie jak niektóre odcinki serialu „Czarne lustro” okazały się prorocze i pewne wizje niedalekiej przyszłości teraz stały się rzeczywistością.
Nawiązanie do produkcji Netflixa jest tutaj uzasadnione, ponieważ niejednokrotnie zdarzało się już, iż pokazywane w niej sytuacje, były zapowiedziami tego, co potem naprawdę miało miejsce. Artykuł na ten temat można przeczytać w serwisie interia.pl.
Dodatkowym podobieństwem do „Rozdzielenia” jest podejmowana tematyka, czyli zagrożenia wynikające z wysoko rozwiniętej technologii. Tu można także zwrócić uwagę na rozwijającą się w szaleńczym tempie sztuczną inteligencję, która zresztą również stanowiła punkt rozważań twórców „Czarnego lustra”, i jej potencjalne zagrożenia dla ludzkości jako ogółu. Co prawda ograniczają się one, póki co, do apokaliptycznej wizji „Buntu maszyn”, jednak tak naprawdę nie wiadomo, na ile taki scenariusz jest albo nie jest możliwy.
Skoro AI czerpie z ludzkiego wzorca zachowań, to można przypuszczać, iż prędzej czy później mogłoby dojść do jakiegoś buntu.
Dr Gortat zwraca też uwagę na zjawisko „ratingowania” ludzi (system oceniania, zbierania punktów społecznych) w Chinach jako narzędzia kontroli, umożliwiającego podporządkowanie jednostki wobec systemu. Według niego, z jednej strony procedura rozdzielenia jest dokładnie takim narzędziem, za pomocą którego jednostki, a w późniejszym rezultacie coraz większe grupy społeczne, mogłyby być łatwo kontrolowane.
Z drugiej strony, bliższej psychologicznemu spojrzeniu na sprawę, nasz rozmówca przyznaje, iż „rozdzielenie” ma potencjał w wyzwalaniu ludzi od ich traum czy pamięci o negatywnych przeżyciach.
– Opcja rozdzielenia, zapomnienia, zredukowania pamięci o tym, co jest dla nas traumatyczne, byłaby bardzo atrakcyjna – stwierdza dr Gortat, podkreślając przy tym, iż obecne realia bardzo takiej tezie sprzyjają.
– Niestety jest dużo czynników, które generują traumy i coraz więcej ich na świecie przybywa – ocenia.
Podsumowując, serial „Rozdzielenie” porusza bardzo ważne kwestie dla dzisiejszego społeczeństwa, w którym na każdym kroku mierzymy się z kimś/czymś, kto/co próbuje za wszelką cenę uzyskać jak najwięcej informacji na nasz temat po to, by lepiej rzeczone społeczeństwo skontrolować. Jest też bardzo ważnym głosem krytyki wobec korporacyjnych idei, które z pozoru mają ułatwić naszą pracę, ale tak naprawdę ingerują w nasz czas wolny, co powoduje zacieranie się granic między tymi dwoma bardzo ważnymi sferami naszego życia, konsekwencją czego jest niezauważalna zmiana z „pracuję, żeby żyć” na „żyję, by pracować”.




