Rodzinne perypetie – „Babciu, mogę u Ciebie zamieszkać?” – zapłakana Daria prosi o schronienie przed…

newskey24.com 2 dni temu

Relacje rodzinne

Babciu, czy mogę u Ciebie trochę pomieszkać? powiedziała, pociągając nosem, Danka. Już nie mam siły z nim być.
Oczywiście, iż możesz, Kochanie, zostań tak długo, jak tylko chcesz odpowiedziała łagodnie Wera Ignacowa, przytulając wnuczkę. Znowu cię skrzywdził?
Skrzywdził westchnęła Danka. Mama nie pozwala mi od niego odejść, bo nie chce się pokłócić z jego rodzicami. Ale ja już nie wytrzymuję.
Matki Danki, swej synowej, Wera nigdy szczególnie nie lubiła. Była chłodna, wyrachowana, ponad wszystko ceniła sobie własne korzyści i to, jak wypada przed ludźmi, a nie prawdziwe uczucia. Szczególnie innych. Dankę zmusiła do ślubu z Karolem tylko dlatego, iż jego ojciec miał wysokie stanowisko.

Karol cię bije? zapytała ostrożnie Wera.
Biję rozpłakała się Danka.
A twoi rodzice wiedzą? zapytała z niepokojem babcia.
Wiedzą wyszeptała Danka przez łzy.
Wiedzą i nie pozwalają ci odejść? zdumiała się babcia.
Tak potwierdziła Danka. Powiedzieli, iż jeżeli od niego odejdę, to ich ośmieszę przed wszystkimi. I iż sama jestem sobie winna, bo trzeba być ugodową. Ale jak być ugodową, kiedy on sam jest zły i okrutny? Babciu, ja już po prostu nie mogę…
Skoro nie możesz, to nie żyj z nim pogładziła ją po głowie Wera. Zostań ze mną, a z twoją matką i ojcem ja porozmawiam.

Co znaczy odeszła od męża?! wydarła się na całą kuchnię Nela, gdy Wera zadzwoniła do synowej. Niech natychmiast wraca!
Nie wrzeszcz ostudziła ją Wera ostrym tonem. Danka już nie wróci.
Ty wiesz, ile pieniędzy wydaliśmy na wesele?! emocjonowała się synowa. Jego rodzina jest poważana, a ona nas tylko kompromituje!
To ty nas kompromitujesz i jakoś cię znosimy rzuciła Wera. Mam już dość tej rozmowy. Zrobisz, co uważasz, ale mojej dziewczyny nie ruszysz.

Wera odłożyła telefon, a rozjuszona Nela rzuciła swoim aparatem o ścianę, wykrzykując pod adresem teściowej najgorsze przekleństwa. Wera zadzwoniła od razu do syna:
Wiedziałeś, iż ten gnojek bije Dankę? powiedziała surowo do Wiktora.
Nooo… Coś tam słyszałem, ale nie wiem, może ona przesadza… odpowiedział wymijająco.
Ty to poważnie mówisz czy udajesz głupiego? podniosła głos Wera. Twoją córkę mąż bije, a ty nic?!
I co ja mam zrobić? zapytał bezradnie.
Wtłucz mu do głowy, iż nie wolno tak traktować kobiet! wrzasnęła Wera. Niech wie, iż Danka nie jest sierotą i ma się kto za nią wstawić!
Nie mieszaj się, sami się dogadają odpowiedział rozdrażniony Wiktor.
Wszystko jasne fuknęła Wera. Wy jej przyszłość oddaliście za swoje wygody.

Po dwóch dniach przyszła do Wery cała delegacja: mąż i rodzice Danki.
Danka natychmiast ma wrócić do męża! zaatakowała od progu Nela.
Danka nic nie ma! odparła Wera. Nie rozumiem was. Przecież to wasza córka. Jak możecie ją tak traktować! Co z was za rodzice?!
To przez twoje złe wpływy! oskarżyła ją Nela. Przez twoje podjudzanie popsujemy sobie stosunki z Grzegorzem Iwanowiczem.
Niech Grzegorz Iwanowicz najpierw nauczy swojego syna nie podnosić ręki na dziewczynę odpowiedziała Wera patrząc na Karola.
Karol spuścił wzrok, a Nela stanęła w jego obronie:
Przecież nie uderzył jej mocno. Poza tym, między małżonkami różnie bywa, sprzeczki się zdarzają.
Wiktor, ty się z tym zgadzasz? spytała syna Wera.
Mamo, oni sobie sami poradzą. Danka musi się zmienić, jest zbyt wrażliwa powiedział.
Wera bez słowa wymierzyła synowi policzek, potem klepnęła Nelę i Karola. Wszyscy oniemieli, a ona powiedziała:
To tak z miłości. Droczyć się też trzeba umieć. Niezadowoleni? Obrażeni? No pewnie, po prostu macie obraźliwy charakter! To teraz idźcie i sobie te charaktery zmieńcie!

Wera otworzyła drzwi i zaczęła wyganiać delegację.
Ruchy, ruchy! powtarzała. I zabierzcie tego gówniarza. A ojcu jego powiedzcie, żeby lepiej syna wychował. A tobie, Nela, jeżeli tak bardzo chcesz przypodobać się Grzegorzowi Iwanowiczowi, to wyjdź sama za jego syna!
Nigdy więcej mnie tu nie zobaczysz! wykrzykiwała Nela, schodząc po schodach.
I dobrze! odpowiedziała jej Wera. Nie jesteś najlepszą synową, a matka z ciebie jeszcze gorsza.
Gdy drzwi się zamknęły, Wera otrzepała ręce i zwróciła się do wnuczki, która przez ten czas siedziała cicho:
No, Danko, ucz się walczyć o siebie. W życiu niejeden raz przyjdzie ci się bronić. Żyć tylko po to, by zadowolić innych, to znaczy zrezygnować z siebie. I tak nikt ci nie podziękuje.

Jak możesz pozwalać swojej nienormalnej matce mieszać się do naszego życia! wrzeszczała Nela na Wiktora. Co ludzie powiedzą? Małżeństwo Danki to było wejście do elity, a teraz wszystko na nic!
Po co ci ta cała elita? zapytał ze znużeniem Wiktor. Brakuje ci czegoś?
Tak! histeryzowała Nela. Brakuje mi pieniędzy, statusu i uznania! Chcę być kimś! Chcę, by mi zazdrościli!
Wiktor westchnął ciężko. Od jej wrzasków bolała go głowa, a ostatnio czuł się coraz bardziej przygnieciony. Chciał jej powiedzieć: Przestań!, ale tylko rzucił:
Uspokój się, porozmawiam z mamą.
Porozmawiam z mamą przedrzeźniała go. Phi! Ofiara losu!
Wiktor zamknął się w drugim pokoju. Najbardziej nienawidził sprzeczek i awantur, łatwiej mu było ustąpić niż walczyć o swoje zdanie.

Następnego dnia Wiktor znów pojawił się u matki.
choćby nie próbuj mnie namawiać! oznajmiła Wera, gdy tylko otworzyła drzwi.
Nie zamierzam odpowiedział spokojnie.
To po co przyszedłeś? zapytała nieufnie.
Mogę u ciebie trochę pomieszkać? rzucił Wiktor.
Co, całkiem cię już wykończyła? zapytała ze współczuciem.
Mam dość jej histerii westchnął. To już przesada.
Na własne życzenie! powiedziała Wera. Trzeba umieć bronić swoich granic. Milczysz, zgadzasz się na wszystko, to masz, co masz. Przez to stałeś się osłem, którym każdy rządzi.
Wiktor przytaknął, a Danka przysiadła się do niego i położyła głowę na jego ramieniu. Dobrze wiedziała, iż matka zawsze przygniatała ojca, a ten, cichy i delikatny, nie potrafił się jej przeciwstawić.

Dobrze, iż Danko, wyciągnęłaś z tego wnioski powiedziała Wera z czułością w głosie. Sami jesteście odpowiedzialni za własne życie, sami podejmujecie decyzje. Od nich zależy, jak będziecie szczęśliwi. Rozumiesz, dzieciaki?
Danka i Wiktor przytaknęli, a Wera pokręciła głową i mruknęła:
Życia muszę was jeszcze długo uczyć.
Jeszcze tego samego dnia Wiktor spakował rzeczy i poinformował Nelę, iż odchodzi. Przyjęła to, jak wszystko, co nie pasowało do jej planu: płaczem, rzucaniem talerzy i wszystkim, co miała pod ręką.

Karol chyba z dnia na dzień wydzwaniał do Danki, błagał, żeby wróciła. Prośby przechodziły w żądania, a żądania w groźby, ale Danka już nie chciała wracać do dawnego życia. Miała nowe plany.

Po tygodniu w progu stanął Grzegorz Iwanowicz i począł krzyczeć na uciekinierów:
Co tu się dzieje? Jedna uciekła od męża, drugi od żony! Powariowaliście? Wracać do rodzin! A pani, pani Wero, niech się pani przestanie wtrącać!
Danka i Wiktor choćby nie zdążyli nic powiedzieć Wera wzięła się pod boki i odpowiedziała zdecydowanie:
Kim ty jesteś, żeby mnie życia uczyć? Idź najpierw swojego synka naucz, jak się powinien zachowywać!
Już z nim rozmawiałem powiedział Grzegorz, już ciszej. Obiecał się zmienić.
Trzeba było z nim gadać wcześniej, żeby nie musiał się zmieniać skwitowała Wera.
Po co psuć atmosferę i robić dziewczynie zamieszanie? popatrzył przekupnie Grzegorz. Nasz Karol ją kocha, poprawi się. Nie róbcie nam wstydu przed ludźmi, bo ja też potrafię rozpuścić język. Na przykład, powiem, iż Karol ją zostawił, bo była lekkomyślna lub zaniedbana.
Grzegorz, nie strasz, bo i ja coś mogę puścić w obieg odpowiedziała spokojnie Wera. Na przykład, iż w szkole strasznie się kompromitowałeś. Co wolisz, by wszyscy gadali? Że twój syn jest kiepski mężczyzna, czy iż wielka szycha się w szkole moczyła?
Grzegorz pobladł i spytał niespokojnie:
Przecież pani tego nie powie?
Wera była jego pierwszą nauczycielką i wszyscy by jej uwierzyli, gdyby tylko chciała opowiedzieć o czymś kompromitującym. Demontować to można, ale wrażenie pozostaje.

No, nie wiem odpowiedziała Wera poważnie. Wszystko zależy od tego, jak się jeszcze zachowasz.
Grzegorz na chwilę poczuł się jak szkolniak, ale gwałtownie zmienił ton:
Rozumiem.
No! To dobrze! Wera aż się ucieszyła. A teraz poproszę o dwa turnusowe bilety do najlepszego sanatorium, dla mnie i Danki. Powiedz wszystkim, iż pojechała zaopiekować się babcią i już.
Grzegorz się zamyślił. Mimo iż tak wysoko zaszedł, wobec Wery Ignacowej pozostał wiecznym uczniem. Ani trochę nie potrafił nad nią zapanować wiedziała, jak podejść każdego: kijem albo marchewką, a czasem szantażem.

Dobrze, załatwię najlepszy pobyt zgodził się niechętnie. Przepraszam za wszystko. I za swojego łobuza też przepraszam.
Tyle, co tyle pokiwała głową Wera. Weź się za jego wychowanie. A tobie radzę, Grzegorz, żyj przyzwoicie, nie dla opinii ludzi. o ile wszystko będzie w porządku, nikt cię nie potępi.

Grzegorz skinął głową i wyszedł. Ufundował sanatorium, jak obiecał. Sytuacja niczego między nimi nie zmieniła wciąż bardzo szanował Werę. I Dankę szanował. Było mu żal, iż Karol nie zdołał utrzymać małżeństwa.

Rozwód Danki z Karolem odbył się dopiero po roku. Oboje byli już w nowych związkach, więc wszystko przebiegło spokojnie. Danka znów wyszła za mąż i szczęśliwie mieszka z mężem i dwójką dzieci. Babcię zabrała do siebie, tak jak kiedyś babcia ją.

A Wiktor nigdy się nie rozwiódł, choć wciąż mieszkał u swojej matki. Tak to bywało w dawnych czasach… Patrząc z dzisiejszej perspektywy, wiem, iż czasem trzeba było tupnąć nogą i postawić na swoim choćby cały świat był przeciw.

Idź do oryginalnego materiału