MOJA PRAWOWITA ŻONA
Jak ty to robisz, iż od tylu lat żyjesz z jedną żoną? Jaki masz na to sposób? pytał mnie za każdym razem mój brat, kiedy wpadał z wizytą.
Miłość i ogromna cierpliwość. Oto cała tajemnica odpowiadałem zawsze tak samo.
To nie przepis dla mnie, Romek. Ja kocham wszystkie kobiety. Każda jest dla mnie zagadką. A z przeczytaną książką żyć mi się nie chce śmiał się brat.
Mój młodszy brat Marek ożenił się, mając osiemnaście lat. Jego wybranka, Jagoda, była od niego starsza o dziesięć lat. Szlachetna kobieta zakochała się w Marku na dobre i na złe. On jednak potraktował ją bardziej jak chwilową miłość.
Jagoda zamieszkała wtedy w domu Marka, w którym mieściło się jeszcze siedmioro krewnych, i urodziła synka Kazika. Kobieta uważała wtedy, iż uchwyciła ptaka szczęścia za ogon. Młodemu małżeństwu przydzielono malutki pokoik.
Jagoda miała przepiękną kolekcję porcelanowych figurek, o które dbała jak o oczy w głowie. To było dziesięć wyjątkowych statuetek, ustawionych na zabytkowej komodzie w pokoju. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, jak wiele dla niej znaczyły, bo często podchodziła, żeby je podziwiać.
Z tamtego okresu pamiętam, iż dopiero rozglądałem się za żoną dla siebie. Szukałem tej jednej, na całe życie. Przyznam się, iż udało mi się znaleźć. Z Heleną jestem już ponad pięćdziesiąt lat po ślubie.
A Marek z Jagodą przeżyli razem dekadę. Jagoda nie miała z czego być dumna w tym małżeństwie. Starała się być dobrą żoną, całym sercem kochała męża i syna, była posłuszna, cicha i ugodowa. Czego Markowi brakowało?
Pewnego dnia Marek wrócił do domu nieco zawiany. Coś mu się nie spodobało w wyglądzie lub zachowaniu żony. Zaczął na nią narzekać, żartować nieprzyjemnie, łapał za ręce. Jagoda, chcąc uniknąć awantury, cicho wyszła z pokoju, biorąc ze sobą Kazika. Wyszli na podwórko. Nagle usłyszała straszliwy huk. Od razu pojęła, co się stało porcelanowe figurki. Wpadła do pokoju i oniemiała.
Cała jej ukochana kolekcja leżała roztrzaskana na podłodze. Tylko jedna statuetka przetrwała. Jagoda podeszła do niej, ucałowała delikatnie. Ani słowem nie odezwała się do swego męża barbarzyńcy. Jej oczy były pełne łez.
Od tego dnia coś pękło między nimi. Według mnie Jagoda żyła już tylko ciałem w tej rodzinie. przez cały czas wykonywała swoje obowiązki jako wzorowa żona, świetna gospodyni ale wszystko robiła bez zapału, jakby mechanicznie.
Marek pił coraz więcej. W końcu otoczył się wulgarnymi koleżankami i szemranymi znajomymi. Jagoda rozumiała wszystko, milczała i zamykała się w sobie. Była coraz bardziej wycofana. Marek coraz rzadziej bywał w domu i zupełnie zaniedbał rodzinę. Jagoda widząc, jak marnuje się jej życie, pojęła, iż nie dogoni wiatru w polu. W końcu rozwiedli się bez kłótni, upokorzeń czy wzajemnych żalów. Jagoda razem z Kazikiem wyjechała do swojego rodzinnego miasta. A jedyna ocalała figurka została samotna na komodzie Jagoda zostawiła ją na pamiątkę.
Marek się tym nie przejął. Zaczął rozrywkowe życie bez ograniczeń i zobowiązań. gwałtownie wpadał w zauroczenia i jeszcze szybciej się z nich wycofywał. Było oczywiste, iż zmierza w przepaść. Trzy razy żenił się i rozwodził. Upił się czasem do nieprzytomności. Co ciekawe, zawodowo szło mu znakomicie: pracował na uniwersytecie jako ekonomista i był autorem podręcznika. Przyszłość miał świetlaną. Ale alkohol i chaotyczny tryb życia wszystko przekreśliły.
Rodzina już miała nadzieję, iż Marek w końcu zmądrzał, kiedy oświadczył, iż żeni się z zachwycającą kobietą. Zaproszono nas na kameralny ślub. Wybranka miała siedemnastoletniego syna. Od razu było widać, iż Marek i chłopak nigdy się nie polubią. Byli zbyt różni. Marek zbagatelizował to i niestety pasierb stał się przyczyną rozwodu po pięciu latach. Mało brakowało, a skończyłoby się tragedią.
Później przewijały się wokół Marka kolejne aktualne kobiety Aldona, Weronika, Ilona Z każdą się zarzekał, iż to już na zawsze. Ale los miał inne plany. W wieku pięćdziesięciu trzech lat ciężko zachorował. Wtedy już żadna z tych kobiet nie była przy nim. Rozpłynęły się wszystkie, jakby ich nigdy nie było. Ja i siostry opiekowaliśmy się chorym Markiem.
Romek, pod łóżkiem jest walizka. Podaj mi ją Marek mówił z trudem.
Zajrzałem. Walizka była ciężka i zakurzona. Otwieram i aż zaniemówiłem. Była wypełniona porcelanowymi figurkami. Każda owinięta delikatną chusteczką.
Widzisz, zbierałem dla mojej Jagody. Nie mogę zapomnieć jej spojrzenia, kiedy zobaczyła roztrzaskaną kolekcję. Tak bardzo się ze mną nacierpiała. Pamiętasz, jak jeździłem po kraju w delegacje? Wszędzie kupowałem jej figurki. Torba ma podwójne dno, tam są moje całe oszczędności. Oddaj to Jagodzie. Niech mi przebaczy. Już się nie zobaczymy, Romek. Przysięgnij, iż wszystko jej przekażesz Marek odwrócił twarz do ściany.
Dobrze, Marek. Przekażę wszystko głos mi się załamał, bo wiedziałem, iż brat odchodzi na zawsze.
Pod poduszką mam kopertę z adresem Jagody, weź ją powiedział, ale nie spojrzał mi już w oczy.
Jagoda przez cały czas mieszkała w swoim rodzinnym miasteczku. Kazik chorował na jakąś nieznaną chorobę. Lekarze rozkładali ręce i sugerowali wyjazd do Niemiec, może tam by pomogli. O tym dowiedziałem się z listu, który leżał pod poduszką Marka. Okazało się, iż Jagoda nigdy nie zerwała kontaktu z byłym mężem choć tylko listownego. Pisywała ona, Marek nigdy nie odpowiadał.
Po pogrzebie brata, spakowałem torbę i ruszyłem wykonać jego ostatnią wolę.
Z Jagodą spotkałem się na małej stacyjce. Ucieszyła się na mój widok, objęła mnie mocno.
Och, Romek, wy z Markiem jesteście jak dwie krople wody!
Oddałem jej walizkę i poprosiłem o wybaczenie w imieniu brata:
Jagoda, wybacz Markowi. To dla ciebie. Tam są pieniądze i coś od Marka. Otwórz w domu. Pamiętaj, byłaś dla niego prawdziwą żoną. Zawsze.
Pożegnałem się z Jagodą na zawsze.
Przyszło potem od niej tylko jedno, krótkie pisemko.
Romek, dziękuję tobie i Markowi za wszystko. Jestem Bogu wdzięczna, iż Marka spotkałam na swojej drodze. Figurki udało się z Kazikiem sprzedać, znalazł się pasjonat. Nie potrafiłabym już na nie patrzeć każdą dotykały ręce mojego Marka. Szkoda, iż tak wcześnie odszedł. Za otrzymane złotówki mogliśmy zamieszkać w Kanadzie, gdzie już dawno zapraszała mnie siostra. Nic mnie już nie trzymało w Polsce. Została tylko nadzieja, iż Marek zadzwoni nie zadzwonił. Ale jestem szczęśliwa, iż uważał mnie za swoją żonę aż do końca i mnie nie przestał liczyć się ze mną w sercu. Kazik czuje się tutaj o wiele lepiej. Żegnaj.
Adresu zwrotnego nie podała…
Patrząc na losy Marka i Jagody, utwierdzam się w jednym: miłość i wytrwałość są większą wartością niż chwilowe przyjemności. I choć błędy przeszłości trudno naprawić, ważne, żeby nie odkładać prośby o przebaczenie na ostatnią chwilę życia.







