Kłótnia
Basiu, wybaczam ci! Nasza kłótnia była zupełnie niepotrzebna. Przestań się boczyć! Już nie jesteśmy młódki! zadzwoniła Krystyna Dąbrowska do siostry po raz pierwszy od siedmiu lat. Czas dorosnąć, Basia! Ile można
Przepraszam Ale do kogo pani dzwoni? Ja nie jestem Barbara
Głos był wyraźnie obcy. Młody, nieco łamliwy, ale miły dla ucha.
Krystyna zaniemówiła w pół zdania, co zdarzało jej się wyjątkowo rzadko.
Kochanie, kim jesteś?! Skąd masz numer mojej siostry?!
To mój numer. Od ponad roku. Przepraszam, ale pani nie znam. Ani też tej Barbary, do której pani próbuje się dodzwonić. Do widzenia!
Krystyna wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje, nie odpowiedziała choćby od razu. Zanim zebrała myśli, w słuchawce usłyszała sygnał rozłączenia i poczuła nagle niepokój
Sądząc, iż się pomyliła, Krystyna założyła okulary i jeszcze raz sprawdziła numer w swojej starej, czerwonej książeczce telefonicznej. Nie ufała tej całej nowoczesnej technologii i staroświecko wszystko notowała manualnie w notesiku, który kiedyś dostała właśnie od Barbary w prezencie. Basia zawsze lubiła piękne rzeczy i dobrze wiedziała, iż Krystyna też za nimi przepada, choć uważa, iż nie warto na takie głupoty wydawać pieniędzy. Siostra więc sprawiała jej te drobne przyjemności: a to torebkę, a to ładny długopis, a to szalik. Niby drobiazgi, ale bardzo cieszyły. Krystyna nie miewała takich gestów. Uwielbiała rozmach i zawsze wybierała prezenty duże, porządne, żeby wszyscy zobaczyli, jak bardzo kocha siostrę!
Wstukując numer ponownie, tym razem manualnie, Krystyna poczuła pod skórą niejasny niepokój. Po odebraniu usłyszała ten sam delikatny, melodyjny, choć zupełnie obcy głos.
Przepraszam, ale już mówiłam, iż to mój numer odezwała się dziewczyna, wyraźnie poirytowana. Niech pani już do mnie nie dzwoni. Przeszkadza mi pani w pracy. Mam lekcję.
Proszę poczekać! przestraszyła się Krystyna, iż rozmówczyni znów się rozłączy. Proszę mi powiedzieć, kiedy mogę zadzwonić? To dla mnie bardzo ważne!
Za pół godziny mam przerwę.
Krystyna odłożyła telefon i zamyśliła się.
Dlaczego Basia zmieniła numer? Dlaczego jej nie podała? Owszem, były skłócone, ale to przecież nie powód, żeby uniemożliwiać kontakt!
Coraz bardziej w Krystynie wzbierała złość.
Jak byłaś, Basia, taka roztrzepana, tak ci zostało! burczała pod nosem, setny już raz ścierając kuchenny stół i zerkając na zegar.
Nie znosiła bezczynności. Nigdy nie mogła choćby chwili usiedzieć spokojnie musiała czymś zająć ręce i głowę. Zawsze taka była energiczna, porywcza, niesprawiedliwie surowa w ocenach, ale do bólu uczciwa. Przez to nie raz rodzina miała do niej żal. Ale Krystyna nic sobie z tego nie robiła. W końcu miała rację, prawda? No właśnie!
A Basia była całkiem inna. Spokojna, czuła, powolna do granic możliwości. Zanim zje owsiankę przed szkołą, już trzeba galopem biec, żeby zdążyć na lekcje! Krystyna sobie i siostrze prasowała mundurki, zaplatała warkocze, poprawiała kokardki, a ta grzebała się, ledwo oczy otworzyła. Stała z pastą do zębów w łazience i marzyła.
Basia, co ty robisz?
Myślę
Przestań się guzdrać! Spóźnimy się! prychała Krystyna. Myślicielka!
A nie wolno?
Nie! Niech inni myślą, a ty myj zęby i marsz na śniadanie!
Zawsze tak było. Basia ciągnie się w ogonie, a Krystyna już zdobyła szczyt, wróciła i jeszcze siostrę opieprza:
Ty to dopiero ślamazara! Jakby życia w tobie nie było! Wyglądasz jakbyś ledwo oddychała! Tak nie można!
Basia na zaczepki Krystyny nie zwracała uwagi. Patrzyła jej prosto w oczy i uśmiechała się łagodnie:
Krysiu, nie każdy musi być taki szybki jak ty! Ty zawsze byłaś naszą dumą! A ja? Ja po swojemu
Wiecznie ty po swojemu! Całe życie ci przeminie, zanim się ogarniesz! Rusz się!
Basia się nie obrażała. Wiedziała, iż wulkaniczna energia siostry musi znaleźć ujście. Czekała, aż Krystyna z wiekiem złagodnieje.
Jak uspokoić wulkan? Tylko morzem. Tak i z miłością ogień w człowieku zaczyna gasnąć, przychodzi spokój, zmienia się wszystko, nowe życie kiełkuje. Może właśnie wtedy na miejscu wybuchającego wulkanu pojawia się wyspa z palmami i spokojne morze wokół. Piękno.
Ale to nie była opowieść o Krystynie. Jej miłość też była żywiołem. Wypalała wszystko, co zbyt blisko się zbliżyło, by być dla niej ważnym.
Czterech mężów miała. Z pierwszymi trzema rozwiodła się w ciągu roku.
Nie dobraliśmy się charakterami! mówiła zawsze to samo.
Z czwartym wytrwała dłużej aż trzy lata. Ale i tak odeszła, mimo iż miała małą córeczkę i brak nadziei na przyszłość, poza poczuciem krzywdy i rozczarowaniem.
Co to za mężczyzna?! Nic mu się nie chce! Rodzina go nie obchodzi! Dzieci tym bardziej! A żona to już w ogóle nikt nie ma prawa się odezwać! wybuchała Krystyna, kiedy odwiedzała siostrę. Ty z tym swoim Tadziem żyjesz i jest ci dobrze?!
Mąż Basi, Tadeusz, postawił na stole kubki z herbatą i zabrał na ręce małą Kasię:
Pogadajcie sobie! Ja położę Kasię spać.
Śpiąca Kasia ledwo powłóczyła oczami, ale matka w ogóle nie zwracała na to uwagi.
Całe życie runęło! Trzeba wszystko zaczynać od nowa!
Widzisz?! Żadna z niego pociecha! Krystyna uderzyła dłonią w stół, kiedy za Tadeuszem zamknęły się drzwi. Jak ty z nim wytrzymujesz? Zanudzić się można!
Ja żyję dobrze, Krysiu Basia uśmiechnęła się i dosunęła do siostry koszyk z ciasteczkami. Napij się herbaty! Pewnie głodna jesteś?
Cały dzień nic nie jadłam! przyznała Krystyna, rzucając się na ciasteczka. No zobacz! Znów jestem sama!
Może to już czas, Krysiu, żebyś stała się łagodniejsza? Po co ciągle walczysz? Nie warto. Życie mija Kasia dorośnie, wyjdzie za mąż, wyjedzie Zbuduje swoje życie. I dobrze. A ty zostaniesz sama?
Oj, Basia, jaka ty naiwna! Nie w tym rzecz!
To w czym?
W tym, iż nie można nikomu ufać! Każdy kłamie!
choćby ja?
Ty też! Mówisz jak to Tadzia kochasz, a dzieci z nim mieć nie chcesz! To co to znaczy? Nie ma tej miłości!
Kogo? Basia przestała się uśmiechać.
Tego uczucia! To fikcja! Jak kobieta nie chce dzieci z ukochanym, to go wcale nie kocha! Ot i wszystko!
Basia długo nie odpowiadała. Wstała, podeszła do kuchenki, dotknęła czajnika i otarła łzy tak cicho, iż Krystyna ledwo ją usłyszała:
Czasem to nie kwestia chcenia, tylko możliwości. Ja chcę, Krysiu Bardzo chcę! Ale nie mogę Nie będzie mi dane być matką
Krystyna rzuciła się, żeby objąć i pocieszyć siostrę.
Kto ci tak powiedział?! Lekarze? Posłuchaj ich jeszcze! Ja ci najlepszych w kraju znajdę! Urodzimy! I będziesz szczęśliwa, zobaczysz!
Za mało było chęci. Krystynowa upartość tym razem nie wystarczyła. Bo bywa, iż nie wszystko jest możliwe, jeżeli los postanowi inaczej
Matką Basia została, ale nie tak, jak chciała. Własnych dzieci nie miała. Ale gdyby ktoś jej powiedział, iż adoptowany syn i córka, dzieci dalekich krewnych Tadeusza, którzy zostali sami, nie są jej prawdziwe temu źle by się powodziło. Z siostrą choćby o to poszło na ostro i na długo.
Nie potrzeba ci cudzych dzieci, Basia! Będziesz miała swoje!
Krysiu, mam prawie czterdzieści lat! Gdyby miało się udać, już by się stało. A tak To są dzieci! Co? Do domu dziecka je oddać?
Co ci za różnica?! Tadzia rodzina jest ogromna! Niech się inni nimi zajmą!
Ja nimi się zajmę! Rozumiesz?! Ja!
Oj, Basia! Po kim ty jesteś taka?!
Jaka?
Uparta i naiwna! To tylko ciężar!
Dość, Krysiu! Pora ci do domu! ucięła Basia, odwracając się i ukrywając łzy. Kasia na ciebie czeka.
Kasia jest na obozie. Wróci za tydzień. Taką mi niespodziankę zrobiłaś! choćby mi się na oczy nie pokazuj, jasne? I o pomoc mnie już nie proś, skoro nie chcesz słuchać!
Skąd w tobie tyle złości, Krysiu? zapytała Basia w plecy siostry, która niemal wybiegła po schodach, zła i urażona.
Na to pytanie Basia nigdy nie dostała odpowiedzi. Krystyna naprawdę się obraziła. Zerwała wszelkie kontakty z rodziną siostry. Nie dzwoniła, nie odwiedzała, nie zapraszała do siebie. Marcie też kazała z ciotką nie rozmawiać. Ale Kasia jej nie posłuchała. Miała do cioci miłość, przyjęła bez zastrzeżeń adoptowaną kuzynkę i kuzyna, więc odwiedzała Basię w tajemnicy przed matką mieszkały blisko.
Potem Tadeusz dostał nową pracę i przeprowadził całą rodzinę do innego miasta. Po rodzinnej naradzie Basia zgodziła się bez protestu. Zostawili Kasi kontakt i obiecali bez względu na wszystko, niech się odzywa, nie pytając matki o pozwolenie.
Różnie w życiu bywa, Kasiu! tuliła ją na dworcu Basia. Pamiętaj, iż masz rodzinę! Zawsze ci pomożemy! Tylko mamę oszczędzaj. Wiesz, jaki ma charakter. Żal mi jej. Poza nami, nie ma już nikogo
Kasia wzięła sobie słowa ciotki do serca. Choć z mamą bywało trudniej niż ciężko, starała się wytrzymać. Nie było łatwo. A potem stało się jeszcze trudniej.
A wszystko dlatego, iż Kasia dorosła i szykowała się do zamążpójścia. Krystyna nie zaakceptowała wyboru córki.
Co to za chudzielec?! Takiego sobie znalazłaś?! zrugała jej narzeczonego, filigranowego okularnika trzymającego Kasię za rękę Nie mogłaś lepszego znaleźć?
Kasia nie wdawała się w tłumaczenia. Spojrzała wymownie na narzeczonego, razem się odwrócili i wyszli, nie słuchając już krzyków Krystyny.
Chudzielec, czyli Michał, nie był taki znowu zwyczajny. Miał dobrą pracę jako programista i po prostu zaproponował Kasi ślub oraz przeprowadzkę do miasta, gdzie mieszkała Basia.
Tam, Kasiu, mamy większe szanse. Sprzedam tu mieszkanie, tam coś kupimy. I tak nic nas tu nie trzyma.
Już nie popłakiwała Kasia, wspominając niezrozumienie matki. Basia na pewno nas przyjmie. Jest dobra.
I to najważniejsze, żebyś ty była szczęśliwa.
Michał Kasię naprawdę kochał. Tak bardzo, iż był gotów pojechać z nią na koniec świata, byleby już nigdy nie płakała. Rodziców miał już od dawna nie żyli, bliskich praktycznie nie było wszystko, co miał na świecie, było teraz tą szczupłą dziewczyną z zapłakanym nosem, która marzyła o domu, rodzinie, dwójce dzieci i długim, szczęśliwym razem.
Tak właśnie się stało.
Basia, słysząc co się dzieje, próbowała przekonać Krystynę do rozmowy, ale tamta choćby nie chciała słyszeć.
Uciekłyście z domu?! Wszystko jasne! Nie dzwoń do mnie! Nie chcę was znać! rozpaczała Krystyna.
Krysiu, dość już tego! pierwszy raz Basia była naprawdę zła. Niszczyć jest łatwo. Ty sama siebie zniszczyłaś, dziecko od siebie odsunęłaś! Dobrze, iż Kasię miała dokąd iść! A jakby nie miała? Co to za matka, która odtrąca własne dziecko, bo nie podoba jej się wybór? Przemyśl to! Od tego są matki, żeby dawać wsparcie! Skąd ma potem szukać pomocy? U obcych ludzi? Bo matka nie umiała przytulić swojego dziecka?!
Ty Krystyna próbowała przejąć inicjatywę, ale Basia jej nie pozwoliła.
Koniec, Krysiu! jeżeli zmądrzejesz i będziesz chciała się pogodzić zapraszamy. Ale na naszych warunkach. Starczy tych twoich tyrad i charakterku! Pomyśl. A jak będziesz gotowa zadzwoń. Czekamy.
Krystyna się obraziła. Było jej gorzko na duszy, iż nikt już nie chce słuchać jej racji. Zakazała sobie choćby myśleć o pogodzeniu się z siostrą czy córką. Mądrzy? Niech sobie żyją po swojemu!
Zaproszenie na ślub Kasi i Michała podrarła i wyrzuciła do śmieci. Na telefony Basi przestała odpowiadać. Kopertę ze zdjęciami, które Basia przesłała pocztą, rzuciła na szafkę w przedpokoju, a potem wyrzuciła do kosza. Charakteru jej wystarczyło, żeby hodować w sobie żal latami.
A czas płynął, rodzina żyła dalej. Basia wychowywała swoje dzieci, pomagała Kasi z pierwszym synkiem, Michał z Tadeuszem budowali dom dla młodych.
Okazało się, iż chudzielec okularnik już nie taki chudy żona go karmiła z serca i z miłością. Był zaradny i nieprzeciętnie zdolny. Tadeusz nie mógł się nachwalić zięcia:
Ależ sprytny z ciebie chłopak, Michał! Skądś to wszystko umiesz?
Z książek, wujku Tadziu. I z internetu. Tego tam nauczą, czego dusza zapragnie.
Kasia spodziewała się drugiego synka, gdy urządzali parapetówkę w nowym domu. Na delikatne pytanie ciotki, czy zaprosić na nowy dom matkę, odpowiedziała z westchnieniem:
Dzwoniłam do niej, ciociu Basiu. Cały czas dzwonię. Ona nie odbiera. Albo od razu się rozłącza. Nie chce ze mną rozmawiać.
Nie płacz! rzuciła się pocieszać ją Basia. To ci nie służy!
Nie będę pociągała nosem Kasia, zła na mamę, iż jej nie ma przy niej w ważnym momencie życia.
A Krystyna dalej nie zamierzała łagodnieć. Czas? Jeszcze zdąży! Niech zobaczą, jak ją skrzywdzili, to się przyczołgają. Wtedy sama zdecyduje, czy wybaczyć, czy jeszcze się pogniewać.
Aż w końcu pękła. Może to już wiek ją rozczulił, może samotność spędzanego po raz kolejny Sylwestra? W końcu wykręciła numer siostry… i usłyszała zupełnie obcy głos.
Wyczekując wyznaczonego czasu, zadzwoniła raz jeszcze na dawny numer siostry.
Słucham.
Nie, to ja panią słucham! Krystyna nagle znów była sobą stanowczą szefową, która wie, jak zarządzać wielkim zakładem, ale nie umie dogadać się z najbliższymi. Jak pani zdobyła ten numer?
Bardzo prosto. Kupiłam nowy telefon, zarejestrowałam kartę SIM. Gdy się nie korzysta z numeru, jest on po jakimś czasie wolny i trafia do kogoś innego.
Co za bzdury! To gdzie jest wtedy moja siostra?
Skąd mam wiedzieć? głos stwardniał i Krystyna zrozumiała, iż lepiej trochę odpuścić, jeżeli chce się czegoś dowiedzieć o Basi.
To bardzo dziwne. Czy mogę prosić panią o przysługę?
Długo było cicho, w końcu dziewczyna odpowiedziała.
Zobaczę. Proszę mówić.
Czy może się pani czegoś dowiedzieć w swoim mieście? Podam pani jej dane i adres, a pani pojedzie i przekaże, żeby się ze mną skontaktowała. Oczywiście wszystkie koszty zwracam.
Cisza. Krystynie już się wydawało, iż się rozłączyła, gdy usłyszała:
Dobrze. Nie trzeba mi pieniędzy. Proszę tylko powiedzieć adres.
Krystyna tak uczyniła. Potem pozostało tylko czekać na odpowiedź. Ta jednak zupełnie nie była taka, jaką sobie wyobrażała.
Pani siostry już nie ma. Odeszła półtora roku temu. Była chora. Walczyła dwa lata, ale organizm nie dał rady. Jej mąż powiedział, iż chętnie panią przyjmie, jeżeli chce pani przyjechać. I jeszcze
Co jeszcze? zapytała ledwo słyszalnym, zbolałym głosem Krystyna.
Pani córka. Ona także na panią czeka. I wnuki. Ma pani dwójkę. Przekazała coś od pani siostry. Basia chciała sama, ale uznała, iż tak będzie lepiej. W końcu nie chciała jej pani słuchać…
Mów, proszę!
Krysiu, nie bądź uparta. Wszystko, co masz ważne jest tu. Dorosnij już. Wszyscy wciąż cię kochają.
Zapadła cisza, a Krystyna zapłakała, chyba po raz pierwszy w życiu świadoma, jak wiele straciła.
To wszystko?
Tak.
Dziękuję…
Nie ma za co.
W głosie dziewczyny zabrzmiała cieplejsza nuta.
Proszę przyjechać. Ma pani cudowną rodzinę i bardzo piękne wnuki.
Znów w słuchawce odezwały się sygnały rozłączenia, a Krystyna płakała. Bolało ją jak nigdy w życiu, ale nie mogła tego bólu ani zwalczyć, ani go już nie chciała. Karała się za te wszystkie lata przekonania, iż jej racja i siła znaczą więcej niż miłość, którą mogłaby otrzymać, gdyby na nią pozwoliła.
Przepłakała prawie całą noc, a potem zebrała się na odwagę i zadzwoniła, oczywiście pamiętając numer na pamięć.
Kasiu…
Mamusiu! Czekamy na Ciebie!
Córeczko, ja…
Nic nie mów! Po prostu przyjedź! Przywitamy cię!
W głosie córki Krystyna usłyszała coś dziwnego. Dopiero pakując walizkę, zrozumiała, co ją zaskoczyło.
W tym głosie była cała Kasia, trochę łagodności Basi, a jeszcze coś, czego Krystynie przez te lata najbardziej brakowało.
Miłość Bezwarunkowa, niepamiętająca krzywdy, ani żalu. Po prostu miłość. Taka, którą tak dobrze znała Basia i którą Krystyna dopiero ma szansę poznać.
I choć nie była niczego pewna, bardzo chciała, by wreszcie się udało.












