RODZINA, MIŁOŚĆ I PORCELANOWE FIGURKI – CZYLI JAK MÓJ BRAT PIOTR NIE UMIAŁ WYTRWAĆ PRZY JEDNEJ ŻONIE…

polregion.pl 1 dzień temu

ŻONA Z SERCEM

Jak ci się udaje tyle lat wytrwać z jedną żoną? Jaki jest sekret? mój brat, ilekroć przychodził w gości, zawsze zadawał to pytanie.
Miłość i wielka cierpliwość. To cały sekret odpowiadałem mu za każdym razem tak samo.
Ten przepis nie jest dla mnie. Kocham wszystkie kobiety! Każda jest dla mnie zagadką. A żyć z przeczytaną książką? Daruj sobie śmiał się brat.

Mój młodszy brat, Paweł, ożenił się jako osiemnastolatek. Jego wybranka, Helena, była od niego o dziesięć lat starsza. Kochana i cicha dziewczyna zakochała się w Pawle bez pamięci. Paweł potraktował ją jednak bardziej jako przygodę.

Helena wprowadziła się do domu męża, gdzie mieszkało jeszcze siedmioro krewnych, i urodziła synka, Michała. Myślała, iż złapała szczęście za nogi. Młodej rodzinie przydzielono maleńki pokój.

Helena miała cudowną kolekcję porcelanowych figurek, którą niezwykle ceniła. Zbiór liczył dziesięć unikatowych statuetek i miały one swoje szczególne miejsce na starym kredensie. Wszyscy w naszej licznej rodzinie wiedzieli, jak bardzo Helena kocha te delikatne figurki. Często do nich podchodziła, oglądała je z uwielbieniem.

Ja wtedy dopiero rozglądałem się za żoną, chciałem znaleźć tę jedyną na całe życie. Udało mi się z żoną przeżyłem już ponad pół wieku.

Paweł i Helena byli razem dziesięć lat. Helena nie mogła się pochwalić szczęściem w tym małżeństwie. Ze wszystkich sił starała się być dobrą żoną i matką, była potulna i wyrozumiała. Czego brakowało Pawłowi?

Pewnego wieczoru brat wrócił podchmielony. Coś go zirytowało w wyglądzie i zachowaniu Heleny. Zaczepił ją, żartował nieprzyjemnie, szarpał za ręce. Helena, czując nadchodzącą kłótnię, postanowiła zabrać synka i wyjść z pokoju. Gdy tylko weszła na podwórko, usłyszała straszliwy huk rozbijanego szkła. Od razu wiedziała jej figurki!

Wpadła do środka i zamarła. Cała ukochana kolekcja leżała w odłamkach na podłodze. Przetrwała tylko jedna figurka. Helena schyliła się, ostrożnie ją podniosła i ucałowała. Nic nie powiedziała Pawłowi, tylko jej oczy zalśniły łzami.

Od tego momentu między Heleną a Pawłem pojawiła się niewidzialna przepaść. Wydaje mi się, iż odtąd Helena żyła już myślami poza rodziną. przez cały czas wypełniała codzienne obowiązki, była dobrą żoną, prowadziła dom ale wszystko to robiła niemal automatycznie, bez zapału.

Paweł zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka. niedługo wokół niego zaczęło kręcić się podejrzane towarzystwo, kobiety pokroju Lidii, Natalii, Sylwii Każdą z nich Paweł adorował i każdej obiecywał wspólne życie. Helena wszystko przeczuwała, ale milczała i coraz bardziej zamykała się w sobie. Paweł w domu pojawiał się rzadko, rodziną przestał się interesować. Helena, widząc, iż nie dogoni wiatru w polu, w końcu postanowiła odejść. Rozwiedli się spokojnie, bez krzyków ani oskarżeń. Helena z Michałem wyjechała do rodzinnego miasta. Na kredensie została tylko ta jedna figurka, którą zostawiła na pamiątkę.

Paweł nie rozpaczał długo. Zaczął beztroskie życie bez zahamowań, bez zobowiązań. Ożenił się jeszcze trzy razy, każdy związek kończył się rozwodem. Mimo to w pracy radził sobie znakomicie był ekonomistą na renomowanej uczelni w Warszawie, doradzał firmom w całej Polsce, a choćby wydał własny podręcznik do ekonomii. Wróżyli mu świetlaną przyszłość, ale alkohol i chaos osobisty wszystko zrujnowały.

W pewnym momencie uznaliśmy w rodzinie, iż Paweł w końcu się opamiętał. Wziął ślub z pełną temperamentu kobietą, Joanną, która miała siedemnastoletniego syna z poprzedniego małżeństwa. Już na weselu widać było, iż Paweł i pasierb nie znajdą wspólnego języka. I tak właśnie się stało: po pięciu latach doszło między nimi niemal do rękoczynów kolejny rozwód miał miejsce niebawem.

Potem przewijały się przez życie Pawła różne kobiety: Lidia, Natalia, Sylwia… Każdą kochał, każdą adorował.

Życie jednak spłatało mu figla. W wieku pięćdziesięciu trzech lat ciężko zachorował. Gdy leżał już unieruchomiony w łóżku, żadna z ukochanych kobiet nie była przy nim. Ja i nasze siostry opiekowaliśmy się nim do końca.

Szymonie, podaj mi walizkę spod łóżka jęknął pewnego razu, bo ciężko mu było się poruszyć.

Zajrzałem pod łóżko, wyjąłem zakurzoną walizkę. Otworzyłem i szczęka mi opadła. W środku, starannie owinięte w chusteczki, leżały porcelanowe figurki.

Widzisz, zbierałem je dla mojej Heleny. Nie mogłem zapomnieć tego jej spojrzenia, gdy zobaczyła rozbitą kolekcję. Napatrzyła się ze mną, żonka. Pamiętasz, jak jeździłem po Polsce? Kupowałem figurki gdzie się dało. Walizka ma podwójne dno, tam są odłożone pieniądze. To wszystkie moje oszczędności. Oddaj je mojej żonie. Niech mnie wybaczy. Nie dane nam już się spotkać. Szymon, obiecaj, iż wszystko przekażesz Helenie Paweł odwrócił się w stronę ściany.

Dobrze, Pawle, zrobię to, jak obiecałem głos mi się załamał, bo wiedziałem, iż żegnam się z bratem na zawsze.

Pod poduszką masz kopertę z adresem Heleny dodał cicho.

Helena wciąż mieszkała w swoim rodzinnym Wrocławiu. Michał chorował na nieznaną lekarzom dolegliwość. Sugerowali wyjazd za granicę, może tam ktoś pomoże. O wszystkim dowiedziałem się z listu Heleny, który Paweł trzymał pod poduszką. Okazało się, iż mimo rozwodu, zachowała z nim kontakt listowny. Jednak pisała tylko ona, Paweł nigdy nie odpowiadał.

Po śmierci brata ruszyłem w podróż. Musiałem spełnić jego ostatnią wolę.

Spotkałem się z Heleną na maleńkim dworcu pod Wrocławiem. Na mój widok uradowała się, przytuliła mnie:

Ojej, Szymonie, jesteście z Pawłem tacy podobni! Jak dwie krople wody!

Wręczyłem jej walizkę, poprosiłem o wybaczenie od Pawła:

Heleno, wybacz swojemu niepokornemu mężowi. To dla ciebie. Są tam pieniądze i jeszcze coś od Pawła. Zobacz w domu. Byłaś dla Pawła prawdziwą żoną. Pamiętaj o tym.

Pożegnaliśmy się na zawsze.

Po jakimś czasie przyszło od Heleny jedno jedyne pismo.

Szymonie, dziękuję tobie i Pawłowi za wszystko. Jestem wdzięczna Bogu, iż Paweł był w moim życiu.
Statuetki z Michałem korzystnie sprzedaliśmy. Znalazł się ktoś, kto potrafił je docenić. Nie mogłam już na nie patrzeć każda z nich była w rękach mojego ukochanego Pawła. Szkoda, iż odszedł tak wcześnie. Za te pieniądze udało nam się przeprowadzić do Kanady, gdzie już od dawna zapraszała mnie siostra. Nic mnie już nie trzymało w Polsce. Zostawało tylko czekać, aż Paweł mnie zawoła. Nie zawołał Ale jestem szczęśliwa, iż uważał mnie za swoją żonę z serca. To znaczy, iż całkiem o mnie nie zapomniał. A Michał czuje się tu o wiele lepiej. Żegnaj.

Adresu zwrotnego nie podałaZachowałem ten list na pamiątkę razem z fotografią Pawła i Heleny sprzed lat. Często na nich patrzę i myślę: życie przewrotne jest jak labirynt z porcelany kruche, pełne zakrętów i ślepych zaułków. Czasem roztrzaskuje się na naszych oczach, a my nie umiemy poskładać fragmentów w całość. Ale wystarczy jeden gest, list, spojrzenie z głębi serca, żeby z tego rozbitego szczęścia ułożyć coś dobrego.

Mam dziś w domu jedną porcelanową figurkę. Ostała się jak niemy świadek dawnych lat. Gdy moje wnuczki pytają o jej historię, uśmiecham się i mówię, iż to figurka żony z sercem symbol siły, wytrwałości, i przebaczenia, którego czasem nie zdążyła okazać druga strona, ale które i tak znalazło drogę. Może właśnie ono, choć ciche, pozwala nam ruszać dalej choćby wtedy, gdy za oknem dawno zgasły wszystkie światła starych domów.

Idź do oryginalnego materiału