Dzisiaj był dzień absolutorium na Uniwersytecie Warszawskim. Moi rodzice przyjechali aż z małej wioski pod Lublinem. Ich dłonie były poorane zmarszczkami po latach ciężkiej pracy na roli. Tata, pan Marian, założył swoją wysłużoną, spraną koszulę z kołnierzykiem, a mama, pani Wiesława, ubrała starą, wyblakłą sukienkę, którą nosi od lat na ważne okazje. Najbardziej jednak rzucało […]