Rodzina mojego narzeczonego jest naprawdę osobliwa. W rozmowach z innymi mogłabym się chwalić, iż nigdy nie wtrącali się w nasze sprawy domowe i zawsze traktowali mnie jak członka rodziny i to bardzo szanuję. Jednak mam też powód do narzekań, ponieważ są przekonani, iż wszystko można osiągnąć samodzielnie, mimo iż sami mają sporą fortunę i odziedziczyli majątek po swoich krewnych. Rozumiem wartość zaradności, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż mogliby wesprzeć nas choćby odrobinę, skoro jesteśmy rodziną.
W Warszawie posiadają dwa mieszkania, które świeżo przeszły remont, a mimo to stoją puste i niewykorzystane. Kiedy zasugerowałam może nieco nieśmiało iż chcielibyśmy tam zamieszkać, po prostu zignorowali moje słowa. Przez to zmuszeni jesteśmy co kilka miesięcy przeprowadzać się do kolejnych wynajmowanych lokali, żyjąc w wiecznym poczuciu tymczasowości. Moi rodzice mieszkają na wsi pod Radomiem i mają bardzo ograniczone możliwości finansowe, więc nie mogą nas wspierać. Odkładanie pieniędzy na własne mieszkanie wydaje się wręcz nierealne. Nasze dochody wystarczają zaledwie na czynsz i najpotrzebniejsze wydatki, nie pozostawiając choćby grosza na oszczędności czy odrobinę wolnego czasu.
Z desperacją próbowałam wyjaśnić te trudności teściowej, wspominałam o niestabilności i o tym, jak odbija się ona na naszych dzieciach. Odpowiedź była dla mnie bolesna. Obwiniając nas za to, iż mamy małe dzieci, powiedziała, iż odpowiedzialni ludzie zawsze przedkładają własność nad wszystko inne. Zabolało mnie, gdy tak lekceważąco odrzuciła nasze problemy, sugerując, iż to my jesteśmy winni naszej sytuacji.
Jestem rozdarta pomiędzy chęcią zachowania dobrych stosunków z nimi, a świadomością, iż bardziej cenią swoje majątki niż dobro własnych wnuków. Owszem, czasem pomagają, opiekując się dziećmi, ale nie wiem jak utrzymać zdrową relację z nimi w przyszłości. Wydają się wybierać własny komfort ponad rodzinę syna.
Patrzę na nich z myślą, iż są coraz starsi i wszystko wskazuje na to, iż za jakiś czas będą potrzebować wsparcia. Może dopiero wtedy zrozumieją nasze trudności i poproszą o naszą pomoc. Na razie czuję, iż tkwię w zawieszeniu rozdarta pomiędzy pragnieniem utrzymania relacji, a rozczarowaniem ich obojętnością wobec dobrego samopoczucia wnuków.








