Robiłam wyrzuty mężowi, iż zamieszkał w moim mieszkaniu. Pewnego weekendu spakował rzeczy i odjechał.
Ostatnio wybraliśmy się z rodziną na wieś i usłyszeliśmy tam nietuzinkową historię. Otóż poznaliśmy Martę, dawną żonę Andrzeja. Ich związek trwał ponad dwadzieścia lat. Nie znam wszystkich szczegółów, tylko to, co opowiedzieli sąsiedzi.
Po ślubie rodzice Marty podarowali młodej parze mieszkanie. W tamtym czasie Andrzej pracował w fabryce mebli, a Marta była zatrudniona w urzędzie miejskim. Zarobki były przyzwoite, wystarczało na wszystko. Andrzej miał złote ręce, sam wszystko remontował i urządzał w nowym domu.
Doczekali się tylko jednego dziecka, syna Jakuba. Chłopak miał niespotykanie trudny charakter: bywał nieposłuszny i aż nadto pewny siebie. Matka na wiele mu pozwalała, podczas gdy ojciec starał się narzucić pewne granice. Przez to w rodzinie niemal nieustannie wybuchały kłótnie. Andrzej chciał, by jego syn wyrósł na samodzielnego i odpowiedzialnego człowieka.
Kiedy Kuba był mały, ojciec próbował uczyć go praktycznych umiejętności. Andrzej twierdził, iż każdy powinien potrafić naprawić różne rzeczy i radzić sobie z codziennymi zadaniami. Początkowo Kuba się tym interesował, ale gwałtownie mu przeszło.
Marta miała zupełnie inne podejście do wychowania. Powtarzała synowi, iż nie musi się niczym przejmować, a praca fizyczna nie jest dla niego. Regularnie obdarowywała go drogimi prezentami, przez co Kuba zrobił się leniwy i przyzwyczaił się do tego, iż wszystko dostaje na tacy.
To wszystko mocno zaszkodziło ich małżeństwu. Marta i Andrzej codziennie się sprzeczali. Kuba skończył liceum i poszedł na studia. Rodzice opłacali mu naukę, ale syn nie przykładał się do zajęć i miał fatalne wyniki.
No i co mamy za syna? On choćby nie chce podjąć pracy! Wygodnie mu, iż wszystko się samo załatwia. Może jeszcze znajdziesz mu zatrudnienie? O nie, niech dalej siedzi na twoim garnuszku! Tak mu będzie najlepiej! Andrzej wybuchł.
Czemu tylko na mnie to zrzucasz? Przecież to również twój syn!
On już nie jest dzieckiem, zaraz będzie pełnoletni! Powinien już sam wybierać swoją drogę. Ostrzegałem cię nie raz, ale nigdy mnie nie słuchałaś. Ja chciałem wychować mężczyznę, a ty mi przeszkadzałaś. I jaki efekt?
A czy ty jesteś zadowolony z tego życia? Od lat mieszkasz w moim mieszkaniu! przez cały czas nie masz swojego. Pracujesz, a nie dorobiłeś się własnego kąta! I jeszcze śmiesz mi mówić, jak wychowywać syna!
O tym właśnie rozmawiamy! Nie sądziłem, iż kiedyś wypomnisz mi mieszkanie. Powiem ci jedno. Lokum dostaliśmy jako prezent ślubny od twoich rodziców i uważałem, iż należy do nas obojga! Dałem z siebie wszystko, żeby było dobrze. Mało kto ma takie wygodne miejsce do życia. A ty takie rzeczy mi mówisz? Naprawdę się tego po tobie nie spodziewałem…
Marta westchnęła głęboko i wyszła z pokoju. Po tamtej kłótni ich relacje jeszcze bardziej się pogorszyły. Kuba solidaryzował się z matką, nigdy nie pomagał gdy ojciec go o to prosił, ciągle był czymś zajęty. Andrzej poczuł, iż już nie jest potrzebny rodzinie.
W jeden z weekendów spakował walizki i wyjechał. Okazało się, iż przez całe życie odkładał pieniądze, marząc o własnym domu. Marzył o spokojnej starości nad rzeką, razem z Martą. Zamieszkał więc na naszej wsi pod Piotrkowem Trybunalskim. Prace wykończeniowe w nowym domu zajęły mu kilka miesięcy. niedługo poznał nową kobietę wdowę imieniem Helena. Minęły dwa lata, zaczęli razem mieszkać.
A co u Marty i Kuby? Nigdy nie zadzwonili do Andrzeja, nie spotkali się z nim ani razu. Cóż, życie pisze różne scenariusze.
