Robiłam mężowi wyrzuty, iż mieszka w moim mieszkaniu – aż pewnego weekendu spakował walizki i wyjechał bez słowa

newsempire24.com 1 tydzień temu

Niedawno razem z rodziną wybraliśmy się na weekend na wieś pod Lublinem i usłyszeliśmy tam opowieść, którą do dziś wspominam. Bohaterką tej historii jest Agnieszka, była żona Marka. Ich małżeństwo przetrwało ponad dwadzieścia lat. Nie znam wszystkich szczegółów z ich życia, tylko te najważniejsze, o których mówili mieszkańcy.

Zaraz po ślubie rodzice Agnieszki podarowali młodej parze mieszkanie w Lublinie. W tamtym czasie Marek pracował w fabryce mebli, a Agnieszka była zatrudniona w biurze urzędu miasta. Zarabiali całkiem nieźle, na życie im nie brakowało. Marek był złotą rączką, sam wszystko w mieszkaniu odnawiał i naprawiał.

Doczekali się jednego dziecka syna, Kacpra. Niestety, chłopak miał trudny charakter, był zbyt pewny siebie i czasem złośliwy. Agnieszka zawsze pozwalała mu na wszystko, a Marek próbował postawić granice i nauczyć go odpowiedzialności. Z tego powodu w domu często dochodziło do sporów. Marek bardzo chciał, by Kacper wyrósł na zaradnego i samodzielnego mężczyznę.

Jak tylko Kacper trochę podrósł, Marek próbował nauczyć go podstawowych prac domowych. Uważał, iż każdy facet powinien umieć sobie poradzić z naprawą czy czymkolwiek w domu. Początkowo syn był zainteresowany, ale gwałtownie mu przeszło.

Agnieszka miała zupełnie inne zdanie o wychowaniu. Powtarzała Kacprowi, iż nie musi się przemęczać, iż praca fizyczna nie jest dla niego i zawsze powinna znaleźć się dla niego lepsza droga. Kupowała mu drogie prezenty, rozpieszczała go. W efekcie chłopak stał się leniwy i utwierdził się w przekonaniu, iż wszystko mu się należy.

Takie podejście mocno odbiło się na relacjach między Agnieszką a Markiem. Coraz częściej się kłócili, nie potrafili się porozumieć. Kacper zdał maturę i dostał się na uczelnię. Rodzice opłacali mu czesne, ale synowi nie chciało się uczyć miał słabe oceny i wcale się tym nie przejmował.

I co teraz? Marek nie krył irytacji. Całe życie tylko wymagasz ode mnie, a twojemu synowi nie potrafisz powiedzieć ani jednego słowa prawdy! choćby pracy mu nie szukasz, tylko go na własnym garnuszku trzymasz do końca życia!

To także twój syn odpowiedziała Agnieszka.
Jaki syn? Za parę miesięcy skończy 18 lat! Facet, nie dziecko. Powinien już sam stanąć na nogi. Ja ci mówiłem od początku, jak trzeba go wychować, ale miałaś wszystko za nic. Wyszedł z niego taki, bo nie pozwoliłaś mi postawić na swoim!

A ty? Całe życie mieszkasz w MOIM mieszkaniu! Tyle lat, a swojego nie kupiłeś. To wygoda ci nie przeszkadza, prawda? Fajna pensja, a tylko prawa do mnie roszczysz! Akurat ty będziesz mnie pouczał, jak dzieci wychowywać!

Właśnie o tym rozmawiamy! podniósł głos Marek. Myślałem, iż to mieszkanie jest dla nas obojga. Włożyłem w nie mnóstwo pracy, żeby było gdzie żyć. Nie każdy ma takie warunki. A ty potrafisz mi to wypomnieć? Nie wierzyłem, iż kiedykolwiek to usłyszę!

Agnieszka westchnęła ciężko i wyszła z pokoju. Po tej sprzeczce ich związek zupełnie się rozpadł. Kacper trzymał stronę matki i nie reagował, gdy ojciec prosił o chociażby najmniejszą pomoc. Ciągle znajdował sobie inne zajęcia, żeby się wymigać. Marek poczuł, iż już nikomu w tej rodzinie nie jest potrzebny.

Pewnego weekendu bez słowa spakował się i wyjechał. Okazało się, iż przez lata odkładał oszczędności w złotówkach, marząc o niewielkim domku pod lasem. Myślał, iż spędzi tam z żoną spokojną starość. Ostatecznie osiadł tu, we wsi. Wykańczanie domu zajęło mu kilka miesięcy. Poznał tu wdowę o imieniu Bogumiła. Po dwóch latach zaczęli razem mieszkać.

A co z Agnieszką i Kacprem? Żadne z nich nie odezwało się do Marka, choćby przez telefon. Takie to już jest życie…

Idź do oryginalnego materiału