Restauracja, do której zaprosił mnie Janusz, lśniła od bogactwa.
Półmrok, kelnerzy jak duchy, jedwabne serwetki w origami.
Janusz w garniturze od krawca, zegarek błyszczący jak jego ego.
Mina miał taką, jakby był prezesem całego świata.
— Zamawiaj, co dusza zapragnie — rzucił, nie otwierając menu.
— Nie znoszę, kiedy kobieta się powstrzymuje.
Brzmiało jak bajka, ale coś mi nie pasowało.
Może ten jego oceniający wzrok, może ton o byłych partnerkach.
Mówił o nich jak o kobietach, dla których był „skarbnicą”.
Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek białego wina.
Janusz szalał: stek, tatar, czerwone wino, deser.
Przez całą kolację gadał o biznesie i płytkości ludzi.
Filozofował o duchowości, a ja kiwałam głową jak piesek.
Czułam się jak na egzaminie, nie na randce.
Czekałam na podchwytliwe pytanie.
Teatr dla jednego aktora
Kelner postawił na stole czarną teczkę z rachunkiem.
Janusz nie przerywał monologu.
Sprawdził jedną kieszeń, potem drugą, potem spodnie.
Zrobił zdziwioną minę, jakby zobaczył ducha.
— Oż ty… — jęknął, patrząc mi w oczy.
— Chyba portfel zostawiłem w biurze. Albo w drugim samochodzie.
Rozłożył ręce, grając biednego misia.
W oczach nie było ani grama paniki.
Kelnera zignorował, przelewu nie zaproponował.
Siedział i patrzył na mnie, czekając.
— No pięknie się porobiło — westchnął teatralnie.
— Może wyciągniesz mnie z kłopotu? Oddam, z nawiązką.
Wtedy wszystko stało się jasne.
To nie była amnezja, to był test na „materialistkę”.
Słyszałam o takich numerach, ale nie sądziłam, iż zobaczę to na żywo.
Logika Janusza była prosta: płacisz, czyli jesteś „porządna”.
Nie płacisz, czyli jesteś za kasę.
Przede mną nie siedział biznesmen, tylko zakompleksiony tester.
Myślał, iż już mnie ma w kieszeni.
Policzmy na zimno
Wzięłam głęboki wdech i wyjęłam portfel.
Janusz rozluźnił się, myślał, iż wygrał.
— Oczywiście, poza problemem — powiedziałam słodko.
Zawołałam kelnera i poprosiłam o podzielenie rachunku.
— Ja płacę za siebie, pan za swoje danie.
Uśmiech zniknął z jego twarzy w sekundę.
— Jak to? Nie mam portfela! — syknął.
— Rozumiem, ale ledwie się znamy — odpowiedziałam spokojnie.
— Każdy płaci za swoje, taki nowoczesny styl randek.
Kelner stał jak wryty, patrzył to na mnie, to na niego.
Janusz zrobił się purpurowy, elegancja zaczęła się kruszyć.
— Serio? O parę złotych? To był tylko test!
— I zdałeś — odpowiedziałam, wstając od stołu.
— Jestem osobą, która nie pozwala się manipulować.
Wróciłam na chwilę do stolika.
Wysypałam na obrus garść drobniaków z dna torebki.
— Skoro portfel w drugim samochodzie, to na pewno się przydadzą.



![Uruchamiamy MC1204, słynny zegar z CEMI [TOWARY MODNE 342]](https://i1.ytimg.com/vi/9Sw4qEphmjs/maxresdefault.jpg)







