Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Janusz, wyglądała tak luksusowo, iż choćby królewskie łaźnie w Wilanowie mogłyby pozazdrościć

twojacena.pl 5 dni temu

Restauracja, do której zaprosił mnie Janusz, lśniła od bogactwa.

Półmrok, kelnerzy jak duchy, jedwabne serwetki w origami.

Janusz w garniturze od krawca, zegarek błyszczący jak jego ego.

Mina miał taką, jakby był prezesem całego świata.

— Zamawiaj, co dusza zapragnie — rzucił, nie otwierając menu.

— Nie znoszę, kiedy kobieta się powstrzymuje.

Brzmiało jak bajka, ale coś mi nie pasowało.

Może ten jego oceniający wzrok, może ton o byłych partnerkach.

Mówił o nich jak o kobietach, dla których był „skarbnicą”.

Wybrałam sałatkę z kaczką i kieliszek białego wina.

Janusz szalał: stek, tatar, czerwone wino, deser.

Przez całą kolację gadał o biznesie i płytkości ludzi.

Filozofował o duchowości, a ja kiwałam głową jak piesek.

Czułam się jak na egzaminie, nie na randce.

Czekałam na podchwytliwe pytanie.

Teatr dla jednego aktora

Kelner postawił na stole czarną teczkę z rachunkiem.

Janusz nie przerywał monologu.

Sprawdził jedną kieszeń, potem drugą, potem spodnie.

Zrobił zdziwioną minę, jakby zobaczył ducha.

— Oż ty… — jęknął, patrząc mi w oczy.

— Chyba portfel zostawiłem w biurze. Albo w drugim samochodzie.

Rozłożył ręce, grając biednego misia.

W oczach nie było ani grama paniki.

Kelnera zignorował, przelewu nie zaproponował.

Siedział i patrzył na mnie, czekając.

— No pięknie się porobiło — westchnął teatralnie.

— Może wyciągniesz mnie z kłopotu? Oddam, z nawiązką.

Wtedy wszystko stało się jasne.

To nie była amnezja, to był test na „materialistkę”.

Słyszałam o takich numerach, ale nie sądziłam, iż zobaczę to na żywo.

Logika Janusza była prosta: płacisz, czyli jesteś „porządna”.

Nie płacisz, czyli jesteś za kasę.

Przede mną nie siedział biznesmen, tylko zakompleksiony tester.

Myślał, iż już mnie ma w kieszeni.

Policzmy na zimno

Wzięłam głęboki wdech i wyjęłam portfel.

Janusz rozluźnił się, myślał, iż wygrał.

— Oczywiście, poza problemem — powiedziałam słodko.

Zawołałam kelnera i poprosiłam o podzielenie rachunku.

— Ja płacę za siebie, pan za swoje danie.

Uśmiech zniknął z jego twarzy w sekundę.

— Jak to? Nie mam portfela! — syknął.

— Rozumiem, ale ledwie się znamy — odpowiedziałam spokojnie.

— Każdy płaci za swoje, taki nowoczesny styl randek.

Kelner stał jak wryty, patrzył to na mnie, to na niego.

Janusz zrobił się purpurowy, elegancja zaczęła się kruszyć.

— Serio? O parę złotych? To był tylko test!

— I zdałeś — odpowiedziałam, wstając od stołu.

— Jestem osobą, która nie pozwala się manipulować.

Wróciłam na chwilę do stolika.

Wysypałam na obrus garść drobniaków z dna torebki.

— Skoro portfel w drugim samochodzie, to na pewno się przydadzą.

Idź do oryginalnego materiału