Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób alarmuje: liczba zakażeń przenoszonych drogą płciową w Europie osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady. Najnowsze dane pokazują gwałtowny wzrost przypadków rzeżączki i kiły, a eksperci ostrzegają, iż problem przestaje być jedynie kwestią indywidualnego zdrowia seksualnego, a staje się coraz poważniejszym wyzwaniem dla zdrowia publicznego. O komentarz do najnowszych danych poprosiliśmy ekspertów Diagnostyki, którzy wyjaśniają, skąd biorą się rosnące statystyki, kiedy warto wykonać badania i jakie objawy powinny skłonić do wizyty u lekarza.
Kiła, chlamydioza i rzeżączka- rekordowa liczba zakażeń w Polsce i Europie
W 2024 roku w krajach objętych monitoringiem odnotowano ponad 106 tysięcy przypadków rzeżączki. To aż o 303 proc. więcej niż w 2015 roku. W tym samym czasie liczba zakażeń kiłą wzrosła ponad dwukrotnie i przekroczyła 45 tysięcy przypadków. Według ekspertów z Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób za wzrost zakażeń odpowiada między innymi niewystarczający dostęp do profilaktyki, nierówny poziom testowania oraz luki w edukacji seksualnej i świadomości zdrowotnej.
Problem dotyczy również Polski. Tylko w 2023 roku wykryto ponad 5 tys. przypadków kiły, chlamydii i rzeżączki. Eksperci zwracają uwagę na rosnącą liczbę zakażeń innymi infekcjami przenoszonymi drogą płciową, podkreślając, iż rzeczywista skala problemu może być jeszcze większa ze względu na niedostateczne testowanie oraz bezobjawowy przebieg wielu zakażeń.
Specjaliści podkreślają, iż infekcje przenoszone drogą płciową przez cały czas bywają bagatelizowane, mimo iż nieleczone mogą prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych. Rzeżączka może powodować przewlekły ból, stany zapalne i problemy z płodnością. Kiła z kolei, jeżeli nie zostanie odpowiednio wcześnie wykryta i leczona, może uszkadzać układ nerwowy, serce i inne narządy wewnętrzne. Lekarze zwracają też uwagę na rosnącą liczbę przypadków kiły wrodzonej: zakażenia przekazywanego z osoby ciężarnej dziecku. Takie infekcje mogą prowadzić do poważnych komplikacji zdrowotnych już od pierwszych dni życia, a ich skutki bywają nieodwracalne.
Najwięcej potwierdzonych przypadków rzeżączki i kiły odnotowano w Hiszpanii. W 2024 roku liczba zakażeń rzeżączką przekroczyła tam 37 tysięcy, a kiłą ponad 11 tysięcy. Dane pokazują również, iż szczególnie narażoną grupą pozostają mężczyźni mający kontakty seksualne z mężczyznami. Właśnie w tej grupie obserwowany jest największy i najbardziej dynamiczny wzrost zakażeń. Jednocześnie eksperci zauważają coraz większy wzrost liczby przypadków kiły wśród heteroseksualnych kobiet w wieku reprodukcyjnym.
Choć najczęściej diagnozowaną bakteryjną infekcją przenoszoną drogą płciową przez cały czas pozostaje chlamydioza, liczba zakażeń tym patogenem nieznacznie spadła. W 2024 roku odnotowano ponad 213 tysięcy przypadków, o około 6 proc. mniej niż dziewięć lat wcześniej.
Dlaczego zakażeń jest coraz więcej?
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, iż dzięki łatwiejszemu dostępowi do informacji i badań liczba zakażeń będzie spadać. Tymczasem najnowsze dane pokazują coś zupełnie odwrotnego – w wielu krajach Europy liczba przypadków rzeżączki i kiły osiąga rekordowe poziomy.
Skąd bierze się ten trend? Jak tłumaczy dr n. med. Anna Strumnik, specjalistka laboratoryjnej diagnostyki i immunologii medycznej z Diagnostyki SA, przyczyn jest kilka, a część z nich może wydawać się pozornie sprzeczna.
– Z jednej strony mamy większą świadomość zdrowotną i lepszą diagnostykę, dzięki czemu wykrywamy więcej zakażeń niż kiedyś. Z drugiej strony zmieniają się zachowania seksualne – częstsze kontakty z nowymi partnerami, popularność aplikacji randkowych, łatwiejsze i częstsze podróżowanie oraz, wbrew lepszemu dostępowi do wiedzy niż kiedyś, wciąż nieregularne stosowanie prezerwatyw i inne zachowania ryzykowne, które zwiększają ryzyko transmisji wirusa – mówi ekspertka.
Jak dodaje, dodatkowym problemem pozostaje bezobjawowy przebieg wielu infekcji.
– Osoby zakażone często nie wiedzą o infekcji i nieświadomie przekazują ją kolejnym partnerom. W przypadku rzeżączki coraz większym wyzwaniem staje się również narastająca oporność bakterii na antybiotyki, co utrudnia leczenie i kontrolę rozprzestrzeniania się choroby – tłumaczy dr Strumnik.
Jakie objawy powinny skłonić do wykonania badań?
Objawy rzeżączki mogą obejmować ból podczas oddawania moczu, nietypową wydzielinę oraz stany zapalne narządów płciowych. W części przypadków infekcja przebiega jednak bezobjawowo, co dodatkowo utrudnia jej wykrywanie i sprzyja dalszemu przenoszeniu zakażenia. Kiła może z kolei objawiać się między innymi owrzodzeniami w okolicach intymnych lub jamy ustnej, wysypką na dłoniach, objawami przypominającymi grypę czy utratą włosów. Symptomy bywają trudne do zauważenia i mogą pojawiać się oraz znikać przez długi czas.
Dr n. med. Tomasz Anyszek, internista i specjalista diagnostyki laboratoryjnej z Diagnostyki SA, podkreśla jednak, iż sygnałów ostrzegawczych może być znacznie więcej.
– Niepokój powinny wzbudzić objawy ze strony układu moczowo-płciowego, skóry i śluzówek lub objawy ogólne bez ustalonej przyczyny np. upławy, wyciek z cewki moczowej, dyskomfort przy oddawaniu moczu i stosunkach seksualnych, zmiany skórne, gorączka nieznanego pochodzenia – mówi ekspert.
I dodaje:
– Natomiast dla własnego bezpieczeństwa warto wykonać badania kontrolne po każdym przygodnym i/lub ryzykownym akcie seksualnym.
Kiedy wykonać badania po ryzykownym kontakcie seksualnym?
Jednym z najważniejszych elementów profilaktyki pozostaje testowanie. Wiele osób nie wie jednak, kiedy po ryzykownym kontakcie seksualnym warto wykonać badania, by wynik był wiarygodny.
Jak wyjaśnia dr Anna Strumnik:
– Termin wykonania badań zależy od rodzaju infekcji i zastosowanej metody diagnostycznej. Najwcześniej można wykrywać materiał genetyczny drobnoustrojów metodami molekularnymi (PCR/NAAT), zwykle już po około 7–14 dniach od ryzykownego kontaktu. Mam tu na myśli m.in. chlamydiozy, rzeżączki czy zakażenia Mycoplasma genitalium.
W przypadku badań serologicznych (czyli przeciwciała w surowicy) należy uwzględnić tzw. okno serologiczne:
- HIV (test IV generacji) – zwykle po 4–6 tygodniach
- kiła – około 3–6 tygodni
- wirusowe zapalenie wątroby typy B i C po 6–12 tygodniach
– dodaje ekspertka.
Czy warto badać się, jeżeli nie mamy objawów?
Lekarze przypominają, iż większości zakażeń przenoszonych drogą płciową można skutecznie zapobiegać dzięki regularnemu stosowaniu prezerwatyw, szczepieniom — tam, gdzie są dostępne oraz wykonywaniu badań kontrolnych, szczególnie przy nowych lub wielu partnerach seksualnych. Podkreślają również, iż szybka diagnoza i wdrożenie leczenia pozwalają uniknąć wielu poważnych powikłań zdrowotnych.
Choć wiele osób kojarzy testowanie przede wszystkim z występowaniem objawów, eksperci podkreślają, iż w przypadku STI takie podejście może być złudne.
– Regularne badania są szczególnie ważne dla osób aktywnych seksualnie, zwłaszcza mających nowych lub wielu partnerów seksualnych lub po podjęciu jakiegokolwiek ryzykownego kontaktu seksualnego – wtedy warto to robić choćby w sytuacji braku objawów – mówi dr Tomasz Anyszek.
Jak zaznacza ekspert, nie każdy musi wykonywać regularne testy.
– Nie ma natomiast potrzeby wykonywać badań u osoby, która nie ma żadnych objawów i nie miała ryzykownych zachowań seksualnych. Wyjątkiem jest jedynie wykonywanie badań HPV lub HPV w połączeniu z cytologią cienkowarstwową (LBC) u kobiet. To badanie należy wykonywać regularnie, zgodnie z zaleceniami ginekologa.
Rosnąca liczba zakażeń w Europie pokazuje, iż mimo postępu medycyny i coraz większej dostępności informacji infekcje przenoszone drogą płciową pozostają poważnym wyzwaniem zdrowotnym.








