Randki pod kontrolą – swatanie według planu

twojacena.pl 9 godzin temu

Randkowanie według grafiku

Asia siedziała przy biurku, totalnie skupiona na pracy. Przed nią leżała spora kupka papierów raporty, faktury, rozliczenia. Starannie układała wszystko do teczek, sprawdzała liczby, notowała w notesie. W biurze było cicho czasem tylko zza ściany docierały stłumione głosy i stukanie klawiatury. Przez żaluzje wpadały promienie słońca, malując jasne kreski na blacie.

W tym momencie zadzwonił telefon. Asia aż podskoczyła ze zaskoczenia, odrywając się od dokumentów i sięgnęła po komórkę. Na ekranie pojawił się napis Mama. Zmarszczyła brwi mama zwykle dzwoniła wieczorem, gdy wracała z pracy, a była dopiero trzecia po południu. Co się mogło wydarzyć?

Przycisnęła telefon do ucha.

Asiu, córeczko, możesz przyjechać jak najszybciej? głos mamy był wyjątkowo zdenerwowany i Asia od razu to wychwyciła. To bardzo ważne!

Poczuła jakby coś ją ścisnęło w środku, wyprostowała się, odsunęła papiery nagle wydały jej się zupełnie nieistotne.

Co się dzieje? Źle się czujesz? zapytała, próbując brzmieć spokojnie, choć niepokój już było słychać.

Nie, wszystko ze mną w porządku, odpowiedziała mama pośpiesznie, jakby chciała od razu tę myśl wybić z głowy. Po prostu musimy porozmawiać. Pilnie.

Asia zastanowiła się chwilę, zerkając na rozrzucone papiery do końca pracy jeszcze daleko, a rzeczy do ogarnięcia sporo. Ale ton mamy nie pozwalał na żadne dyskusje.

Dobrze, rzuciła, patrząc na zegar na ścianie. Będę za godzinę.

Lepiej szybciej, mama ściszyła głos i zabrzmiała jeszcze bardziej tajemniczo. Tutaj ktoś czeka.

Słowa ktoś czeka zaczęły krążyć Asi w głowie, pełne niedopowiedzeń. Widziała już przed oczami różne scenariusze jakieś duże problemy, a może zwykła pomyłka? Nie pytała więcej przez telefon: skoro mama mówi pilnie, to na pewno nie żartuje.

Szybko pozbierała rzeczy dokumenty schowała do teczki, wrzuciła do torby telefon i portfel, nałożyła marynarkę. Wbiegła jeszcze do szefa, wyjaśniła mu całą sytuację. Szef okazał się człowiekiem z wyrozumieniem, więc bez problemu ją puścił. Wychodząc, Asia zamówiła przez aplikację taksówkę na dobrze znany adres. Poczekała chwilę, jeszcze raz zadzwoniła do mamy zapytać, czy trzeba coś przynieść Nic nie trzeba, tylko przyjeżdżaj usłyszała w odpowiedzi.

Wyszła na dwór, adekwatnie prawie biegła w kierunku auta. W głowie kłębiły się pytania próbowała nie panikować i nie wyobrażać sobie najgorszego. Taksówka pojawiła się po pięciu minutach. Wsiadła, podała adres i przez całą drogę patrzyła na zegarek, poganiając kierowcę w myślach.

Dojechała dokładnie po czterdziestu minutach. Za oknem przewijała się klasyczna panorama Warszawy szare bloki, kolorowe szyldy sklepików, plamy zieleni parków. Ale Asia prawie tego nie dostrzegała. Myśli krążyły tylko wokół tego, co się tu dzieje.

Może mama ma kłopoty w pracy? Ostatnio wspominała coś o trudnym projekcie, cała ekipa była spięta przez terminy. Może coś z ciocią Elżbietą? Były przyjaciółkami od lat, a jak tamta coś przeżywała, to zaraz wiedziała też mama Asi. A może chodzi o zdrowie jakiegoś z dalszych krewnych? Przerabiała w głowie wszystkie opcje, ale nic nie wydawało jej się wystarczająco poważne.

Kiedy taksówka zatrzymała się pod znajomym blokiem, Asia zapłaciła kierowcy (dorzuciła napiwek, bo spieszyło jej się już na maksa), i pobiegła na klatkę. Zanim wyciągnęła klucz, drzwi jednak otworzyły się same.

No w końcu! mama od razu pociągnęła ją do środka za rękę. Wchodź szybko.

W przedpokoju uderzył ją dobrze znany, ciepły zapach waniliowych bułeczek mama zawsze piekła je na specjalne okazje. To był taki domowy znak świętujemy, jest impreza, coś miłego się wydarzyło. Tylko iż dziś atmosfera w ogóle nie pasowała do świętowania.

Ostrożnie zdjęła buty i poszła w stronę salonu.

O co chodzi? zapytała, przechodząc do pokoju.

I osłupiała. Przy okrągłym stole, nakrytym śnieżnobiałym obrusem, siedział Sebastian. Tak, TEN Sebastian, syn przyjaciółki mamy, którego Asia już w zerówce nazwała prywatnie niezdarą. Zawsze wydawał jej się powolny, nieogarnięty, wszystko mu leciało z rąk, ciągle się plątał w słowach. Teraz uśmiechał się trochę nieśmiało, podciągał kołnierzyk koszuli jakby był nie na swoim miejscu.

Obok niego siedziała ciocia Elżbieta, rozpromieniona, jakby byli na weselu. Jej twarz biła takim szczęściem, iż Asia na moment zgłupiała.

Cześć, Asia, Sebastian wstał, próbując wyglądać pewnie. Dawno się nie widzieliśmy.

No, to fakt, i mogłoby być jeszcze dłużej, rzuciła Asia chłodno, krzyżując ramiona. Starała się ukryć zaskoczenie pod maską obojętności. Mamo, po co ten cały alarm?

Mama jakby nie zauważyła napiętego tonu córki. Nerwowo poprawiła obrus, potem serwetki, znów obrus

Córeczko, tak z Elą pomyślałyśmy Znacie się od dziecka. Oboje jesteście już dorośli

I co z tego? Asia spojrzała na mamę bez cienia zrozumienia. Po co zawracać mi głowę? Mamo, ja mam masę pracy. Zerwałam się z roboty wcześniej i po co?

Ciocia Elżbieta wtrąciła się bezczelnie w rozmowę:

Sebek to porządny chłopak! Dobra praca, własne mieszkanie Wszystko jak trzeba.

Chciałyśmy po prostu, żebyście chwilę pogadali, mama w końcu podniosła wzrok, ale patrzyła nieśmiało. Poznali się na nowo, tyle.

Asia poczuła, jak narasta w niej irytacja. Znowu. Kolejna próba zorganizowania randki z odpowiednim chłopakiem jakby sama nie mogła ogarnąć sobie życia. Zacisnęła pięści pod stołem, starając się zachować spokój, ale i tak głos jej trochę zadrżał.

Mamo, wzięła głęboki oddech, wypuściła powietrze spokojniej, wiem, iż się o mnie martwisz. Ale chyba mogę sama wybierać, z kim się spotykam.

Sebastian poczerwieniał, wiercił się na krześle i próbował ratować sytuację:

Asia, może nie tak ostro? choćby ze sobą nie pogadaliśmy ostatnio Może spróbujemy pogadać? Kiedyś się przecież lubiliśmy. Jesteś bardzo ładna, ja chyba też nie jestem taki zły

No ale o czym tu gadać? rzuciła mu prosto w oczy. Nigdy mi się nie podobałeś. Nic się nie zmieniło. Nie będę udawać, iż może być coś więcej niż zwykła znajomość.

Chłopak spuścił wzrok, dotknął nerwowo kołnierza, jakby nagle zrobił się za ciasny.

Ale moglibyśmy chociaż spróbować wyszeptał. Naprawdę poważnie myślę Chciałbym, żeby nam się udało.

Asia na chwilę zamknęła oczy, żeby się ogarnąć. Nie chciała być niemiła, ale kręcić nie zamierzała.

Sebek, jesteś w porządku. Naprawdę. Jesteś miły, odpowiedzialny, radzisz sobie w życiu to nie znaczy, iż musimy być razem. Uczucia to nie przełącznik, nie pojawiają się, bo komuś się wydaje, iż tak powinno być.

Poczuła, jak napięcie z niej schodzi. No mama, dasz wiarę?

Lepiej pójdę, złapała torebkę, zarzuciła pasek na ramię. Przepraszam, mamo, iż zniszczyłam wasz misterny plan, ale lepiej być szczerą, niż udawać, iż coś mnie interesuje.

Asiulka! mama ruszyła za nią, wyciągając rękę, jakby chciała ją zatrzymać. Zostań, pogadajmy spokojnie. Chciałyśmy dobrze.

Nie teraz, zatrzymała ją ręką, spokojnie, ale stanowczo. Porozmawiamy, jak będziesz gotowa naprawdę słuchać, a nie urządzać przedstawienia. Muszę wracać do biura. I błagam, nie rób mi już więcej takich niespodzianek. Byłam bliska zawału.

Wyszła na klatkę schodową, nie oglądając się za siebie. Drzwi zamknęły się za nią z delikatnym kliknięciem. Na dworze było przyjemnie chłodno po porannym deszczu. Głęboko odetchnęła z każdym wdechem jakby wracała do równowagi.

Dlaczego mama nie może jej odpuścić? Dlaczego cały czas chce ją z kimś swatać? Czy jeszcze nie zrozumiała, iż to do niczego nie prowadzi? Asia od zawsze wiedziała, czego chce i jakiego mężczyzny szuka. Na pewno nie kogoś takiego, kto boi się życia! choćby jeżeli ma dobrą robotę, jakieś plany to nie o to chodzi. Chłopak powinien być pewny siebie! Nie może się jąkać i patrzeć w podłogę! I już zupełnie nie powinien mieszać mam w swoje sprawy!

Jeszcze cała nerwowa, weszła do parku znała tę ścieżkę na pamięć. Wszystko wyglądało po staremu: dzieci biegały po alejkach, mamy rozmawiały przy wózkach, starsze pary grzały się na słońcu na ławkach Asia przeskakiwała przez kałuże, ostrożnie, żeby nie zmoczyć nowych trampek. Kropelki z gałęzi spadały jej na ramiona, ale nie zwracała na to uwagi.

Po chwili zadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu znów Mama. Asia wahała się moment, ale odebrała.

Asiu, czemu wyszłaś? mama była już raczej rozżalona niż zła, jakby ją zostawiono nagle samą po ważnej rozmowie. Miałyśmy pogadać.

Mamusiu, nie wyjdę za maminsynka tylko dlatego, iż wy z ciocią Elżbietą się przyjaźnicie dwadzieścia lat, powiedziała Asia spokojnie, idąc dalej. To za poważna sprawa, żeby decydować pod wpływem waszych układów.

Ale kto tu mówi o ślubie? mama już podnosiła głos. Tylko żebyście pogadali! On jest porządny, z wykształceniem, pracuje, nie pije. Dobry chłopak

Dobry, przytaknęła Asia, choć mama tego nie widziała. Pewnie choćby bardzo. Ale to nie oznacza, iż pasuje do mnie.

A kto pasuje? mama zabrzmiała, jakby od lat próbowała to z niej wydusić. Trzy lata jesteś sama. Z nikim się nie spotykasz, nikogo nie przyprowadziłaś do domu. Czego ty adekwatnie chcesz?

Ja nie czekam, Asia zatrzymała się przy ławce. Po prostu nie chcę być z byle kim, bo ktoś inny uznał, iż już czas. Nie mam nic przeciwko nowym znajomościom, ale chcę wybrać sama, a nie żebyście mnie z kimś umawiały z Elą.

Twój wybór to siedzieć sama w domu, robić nadgodziny, jeść kanapki przed telewizorem i tylko widzieć kolegów z pracy? mamę aż zacięło od tej zgryźliwości. Asiu, chcę tylko, żebyś była szczęśliwa

Ale ja JESTEM szczęśliwa, Asia usiadła na ławce. Przed nią dzieciaki puszczały własnoręcznie sklecony statek po kałuży. Lubię swoją pracę i swoje życie. Nie potrzebuję przypadkowego faceta tylko dlatego, iż tobie tak się wydaje!

Po drugiej stronie zrobiło się cicho, jakby mama na chwilę odsunęła telefon i westchnęła ciężko. Potem już zupełnie innym głosem powiedziała:

W porządku. Przepraszam, iż naciskałam. Po prostu się martwię Boję się, iż zostaniesz sama, jak nas już nie będzie.

Rozumiem, Asia uśmiechnęła się do siebie. I bardzo cię za to kocham. Tylko nie rób więcej takich akcji, dobrze? Wiesz, ile się przez te parę minut nakręciłam?

Obiecuję, mama chyba się uśmiechnęła też. Ale jak poznasz kogoś, na kim ci choć trochę zależy, powiesz mi pierwsza?

Jasne, Asia poprawiła torbę na ramieniu i wstała z ławki. Na pewno. Lecę, dużo roboty. Pa!

Pa, kochanie. Dbaj o siebie.

Schowała telefon do kieszeni i podniosła wzrok do góry. Chmury powoli się rozstępowały, pokazując coraz większy kawałek jasnobłękitnego nieba. Słońce przedzierało się przez dziury w chmurach, złocąc brzegi dachów. Z daleka dobiegał śmiech dziewczyn, które szły chodnikiem, machały torebkami i coś sobie opowiadały. Przebiegł obok facet w stroju do biegania, a obok niego zapalona rudawa kundelka, aż się jej język wywiesił z zapału.

Asia wzięła głęboki oddech. Wokół toczyło się zwyczajne życie ludzie szli do pracy, dzieci bawiły się na placu zabaw, w kawiarni obok ktoś spokojnie mieszał kawę. Wszystko wydawało się takie normalne, aż zrobiło jej się lżej na sercu. Pomyślała, ile dróg ma przed sobą każdy człowiek, ile w każdym dniu czai się niespodzianek i szans. I jak głupio próbować wpychać swoje życie w cudzysłowie schematy, które ktoś inny uznaje za jedynie słuszne.

Przez kolejne kilka dni Asia starała się nie myśleć o tej niefortunnej rozmowie z mamą. W pracy w agencji był taki zapierdziel, iż ledwo łapała czas na oddech: zespół szykował się do dużej kampanii, nastroje napięte, grafiki wypchane do granic możliwości. Asia wpadała do biura pierwsza, wychodziła ostatnia papiery, budżety, domykanie spraw z klientami. W przerwach ładowała herbatę z cytryną, wcinała kanapkę i znów wracała do komputera. Wieczorem była tak padnięta, iż ledwie doczołgała się pod prysznic i od razu wskakiwała w pościel.

A jednak, gdy wieczorem cichło wszystko w mieszkaniu i za oknem gasły światła, wracały obrazy z tego dnia. Przed oczami miała smutną minę mamy, skrępowanego Sebastiana i cichą nadzieję cioci Eli. Nie czuła wyrzutów była pewna, iż musiała postawić sprawę jasno ale delikatny żal zostawał. Szkoda jej było, iż mama tego nie pojęła od razu, iż musiała powiedzieć tak dobitnie, żeby dotarło.

W piątek wieczorem, siedząc z mailem w ręce, Asia natknęła się na zaproszenie od kolegi z pracy na urodziny. Będzie fajnie, wpadnij, poznasz nowych ludzi, sama śmietanka i świetna muzyka! napisał. Przez chwilę się zastanawiała. Z jednej strony po tygodniu marzyła tylko o leżeniu w piżamie. Z drugiej od dawna nigdzie nie wychodziła, a samotność powoli dawała się we znaki.

A co mi tam? zdecydowała. Wysłała krótkie Jestem!.

Imprezka była w małej, stylowej knajpce na Ursynowie ceglane ściany, drewniane ławy, fajne miękkie kanapy przy oknach. Już przy wejściu gwar, zapach kawy, ciasta i delikatnych perfum, muzyka w tle, śmiechy i rozmowy.

Pierwszy zauważył ją solenizant machnął ręką, podszedł z wielkim uśmiechem.

No proszę, nie wierzę własnym oczom! objął ją mocno. Już myślałem, iż nie przyjdziesz.

Potrzebowałam resetu, odparła Asia, uśmiechając się. Najlepszego z okazji urodzin!

Wymienili parę zdań o pracy, po czym kolega pokazał jej stolik przy oknie, gdzie siedzieli znajomi.

Tam idź, super ludzie! Zaraz do was dołączę.

Wzięła z tacy sok od kelnera, rozejrzała się po sali i dołączyła do grupy. Przysiadła się, przywitała i po chwili już się śmiała z resztą, atmosfera mega luźna.

Heej, jesteś Asia, nie? obok niej pojawił się chłopak z takim szczerym uśmiechem, iż nie dało się nie odpowiedzieć. Ja Andrzej, jestem z ekipy od Marty.

Tak, miło poznać, odpowiedziała, też się uśmiechając.

Widziałem cię na zebraniu ostatnio, prowadzisz ten projekt z GlobalPol? spytał Andrzej, siadając przy niej.

Szczerze ją to zaskoczyło zwykle osoby z innych działów nie kojarzyły projektów.

Zgadza się, przytaknęła. A ty gdzie działasz?

W analizie ryzyka, parę razy podsyłałem wyceny do waszego projektu.

Złapali od razu wspólny język. Andrzej okazał się nie tylko mózgiem od cyferek, ale też duszą towarzystwa. Umiał słuchać, dopytywał się, wtrącał dobre żarty Asia nie pamiętała, kiedy ostatnio tak naturalnie spędzała wieczór.

W knajpie robiło się coraz głośniej, więc Andrzej mrugnął:

Może wyjdziemy na chwilę na dwór? Posiedzimy na schodkach, bo tu już nie słyszę własnych myśli.

Jasne, zgodziła się Asia.

Na zewnątrz było rześko, już ciemno, gwiazdy wyraźnie widoczne ponad światłami miasta. Przysiedli na niskim murku, patrzyli na przejeżdżające auta.

Co robisz po godzinach? spytał Andrzej, odgarniając grzywkę.

Czytam, chodzę na spacery, czasem do kina, Asia wzruszyła ramionami. A ty?

Najlepiej podróże. W zeszłym roku byłem w Gruzji, do dzisiaj wracam myślami. Góry, czacze, gościnni ludzie.

Opowiedz! Asia aż się przesunęła bliżej.

Andrzej zaczął opowiadać z takim zacięciem, iż Asia zapomniała o bożym świecie. Było o chlebku z pieca, kamienistych trasach, świętowaniu z lokalsami. Tak plastycznie to przedstawiał, iż miała wrażenie, iż tam jest.

A gdzie ty lubisz odpoczywać? zapytał w którymś momencie.

Nad naszym morzem, uśmiechnęła się Asia. Kocham słuchać szumu fal, czuć wiatr z solą. Szkoda tylko, iż rzadko się wyrwę, bo wiecznie coś w pracy.

Trzeba to zmienić, mrugnął. Może kiedyś razem?

Asia aż się roześmiała z zaskoczenia.

No, to szybka propozycja!

Przynajmniej szczera, spojrzał na nią bardzo bezpośrednio. Lubię cię, a poznawanie ludzi jest fajne.

Patrzyła mu uważnie w oczy zero nachalności czy ściemy, tylko szczery spokój.

Dobra, spróbujmy, kiwnęła w końcu. Ale bez pośpiechu.

Twój styl, uśmiechnął się szeroko. Jutro mogę zaprosić cię na kawę? Po prostu pobędziemy.

Okej, rozlało się w niej ciepło i zrobiło jej się po prostu dobrze.

Gdy wróciła do domu, zanim zdjęła buty, telefon znowu zadzwonił: Mama.

Tym razem choćby nie czekała.

Hej, mamo! odebrała z uśmiechem, siadając na kanapie. Wszystko ok, właśnie wróciłam z imprezy kolegi. Poznałam faceta.

Naprawdę? w głosie mamy słychać było szczere zaskoczenie. I jaki jest?

Normalny chłopak, i co ważne nie biega z każdym problemem do mamy, Asia się zaśmiała, wyobrażając sobie minę Andrzeja.

Mama też zachichotała, tym razem już bez spięć.

No to chyba niepotrzebnie tak się martwiłam?

Asia na chwilę się zamyśliła chciała, żeby mama zrozumiała wszystko bez niedomówień.

To, iż się troszczysz, jest ważne, powiedziała ciepło. Ale teraz możesz się już nie przejmować na zapas. Dam sobie radę.

Dobrze, mama wyraźnie się uspokoiła. Kocham cię.

Ja ciebie też, mamo.

Odłożyła telefon i sięgnęła wzrokiem za okno. Miasto migało światełkami żółte, pomarańczowe, białe: tańcząca sieć po ulicach. Gdzieś spod bloku szły rozgadane nastolatki, na rogu szczekał pies, a z kawiarenki dobiegały spokojne rozmowy.

Asia głęboko zaczerpnęła powietrza i poczuła spokój. Ten wieczór, rozmowa z mamą, poznanie Andrzeja wszystko układało się powoli w coś dla niej nowego, innego niż zwykle, ale dobrego. Nie wiedziała, co będzie dalej, ale po raz pierwszy od dawna miała poczucie, iż życie płynie swoim rytmem, stawia na ścieżce nowe możliwości.

Za oknem Warszawa żyła wieczornym życiem, a ona na kanapie czuła, iż świat jest dokładnie taki, jak trzeba.

Idź do oryginalnego materiału