Restauracja, do której zaprosił mnie na drugie spotkanie Stanisław, była synonimem przepychu: przyciemnione światło, kelnerzy sunący pomiędzy stolikami bezszelestnie, jak cienie. Stanisław wyraźnie pasował do tego otoczenia elegancki garnitur, rzucający się w oczy zegarek, i ten pewny siebie uśmiech człowieka, który zwykł być w centrum uwagi. Wybierz, co tylko chcesz rzucił lekko, nie patrząc choćby […]