Raivavae – wyspa idylliczna, daleka od zgiełku świata, dyskretna, łagodnym spokojem owiana. Klejnot Polinezji w archipelagu Wysp Południowych (Australes). Kraina różnorodnością krajobrazów rozkwitająca: lagunami, atolami, rafami koralowymi, scenerią błękitu i turkusu, pustymi białymi plażami, zielonymi górami. Sekretny świat zorientowany na kojącą naturę urzekającą obfitością w niej zakorzenioną. Czy to jest raj?
Starożytni wyobrażali go sobie w Arkadii, w sercu gór Peloponezu. I średniowieczni teologowie twierdzili, iż jest gdzieś na ziemi. Może jakimś cudem zachował się tutaj? Od razu zapytałem o to parę żandarmów rejestrujących nasze zakotwiczenie przy Raivavae. – Bien sur, il ne fait aucun doute que vous etes au paradis (Oczywiście, nie ma żadnej wątpliwości, iż jesteście w raju). I zamiast jabłka z drzewa poznania dobra i zła dostaliśmy od żandarmów (!) worek pomelo, owoców szczęścia, mających dzięki bogactwu przeciwutleniaczy przedłużać młodość i spowolniać starzenie. Znalazło się i małe lotnisko, na którym Ewa wylądowała. Nie, nie ta biblijna połówka Adama, ale… Wężu, jednego z naszej – teraz już piątki – żeglującej po Polinezji.






