Przyszła teściowa zepsuła wymarzony urlop — czyli jak wspólny wyjazd do Tajlandii z mamą narzeczonego, jego siostrą i Maksymem zamienił wakacyjne plany Lisy w prawdziwy test rodzinnych relacji

newsempire24.com 4 godzin temu

Przyszła teściowa zniszczyła mi wakacje

Sama z córką bałabym się jechać, rozumiesz przecież dwie kobiety, języka nie znamy, a jak coś się stanie machnęła ręką przyszła teściowa. A z wami już tak nie strasznie, raźniej.
I będziemy blisko siebie, gdyby coś się wydarzyło.
Oj, choćby nie miałam pojęcia, jak bardzo to blisko okaże się prawdziwe.

Westchnęłam ciężko.
O planach na wakacje z Bartkiem, Wiktorią i Krzyśkiem rozmawialiśmy jeszcze pół roku wcześniej.
Brat mojego przyszłego męża i jego żona to była nasza idealna ekipa. Bezpiecznie z nimi zarówno w podróży, jak i w barze, czy choćby podczas zwiedzania najbardziej zwariowanych miejsc mieliśmy takie same pomysły na udany wypoczynek.

Dwa razy w zeszłym roku byliśmy razem nad morzem i w górach za każdym razem było fantastycznie.

Ale niestety…

Nie przyszłoby mi do głowy oskarżać przyszłej szwagierki o to, iż nagle się rozchorowała.
Ale mam chyba prawo poczuć się rozczarowana, prawda?

No co zrobisz będziecie musieli sami zwiedzać te stare zamki i ruiny westchnął Krzysiek.

Jemu też było szkoda tych wspólnych wakacji, ale nikomu przecież nie przyszłoby do głowy, żeby zostawić chorą żonę.
Nikt tego by od niego nie wymagał.
Szkoda tylko pieniędzy nie da się już odzyskać pełnej kwoty. I tych wszystkich planów też żal.

Tego samego wieczoru odwiedziła nas mama Bartka i Krzyśka.
Jej wizyty nie były czymś niezwykłym, bo Bartek zawsze miał z mamą bardzo bliskie relacje.

No i sama Pani Grażyna, powiedzmy szczerze, nie była złą osobą.

Oczywiście, czasem miała swoje przemyślenia jak każda typowa matrona, potrafiła pouczyć mnie o prowadzeniu domu. Ale i tak, w porównaniu z opowieściami moich koleżanek, trafiła mi się raczej lekka wersja teściowej.

Co prawda, odwiedzała nas cztery razy w tygodniu, ale tylko co jakiś czas nachodziła ją ochota na udzielanie tak zwanych życiowych rad.
Niektóre choćby mi się przydały, więc nie mogłam powiedzieć, iż jest moim wrogiem.

Dlatego, gdy zaproponowała wyjazd na wakacje razem, nie byłam nastawiona negatywnie.
Ot, Pani Grażyna chciała zabrać swoją młodszą córkę, Agatę, wykupić miejsce za Krzyśka i Wiktorię i polecieć z Bartkiem oraz ze mną do Egiptu, żeby trochę się wygrzać i powdychać innego powietrza.

Samej z córką strach wyjeżdżać, przecież wiesz dwie kobiety, języka nie znamy powtórzyła i znów machnęła ręką a z wami już bezpieczniej i weselej.

I będziemy blisko siebie, na wszelki wypadek.

Dopiero po czasie zrozumiałam, jak bardzo blisko mam być przyszłej teściowej.

Gdybym przewidziała jak to się skończy, chyba w życiu nie zgodziłabym się na ten wspólny wyjazd.

No ale przynajmniej zobaczyłam prawdziwe oblicza moich przyszłych krewnych i narzeczonego zanim związałam się z nimi papierem lepiej później niż po ślubie, kiedy rozwód to już grubsza sprawa.

Można powiedzieć, iż wyszłam obronną ręką.

Koleżanki dziwiły się mojej decyzji kto jedzie na wakacje z przyszłą teściową? Mówili, iż nie da mi żyć, zakręci wokół siebie całe towarzystwo, a syna i mnie będzie ustawiać jak pionki.

A jeszcze zabiera córkę, więc pewnie nasza w tym głowa, by ją zabawiać.

Przekonywałam je, iż Agata ma już dziewiętnaście lat i nie potrzebuje animatorek z najbliższej rodziny w domu praktycznie ze mną nie rozmawiała.
Znałyśmy się adekwatnie tylko z dzień dobry, do widzenia i ewentualnego podania sobie soli do obiadu.

Wątpliwe, żeby nagle na urlopie zapragnęła bliskiej relacji ze mną.

A co do Pani Grażyny Jasne, trzeba uwzględniać obecność dojrzałej kobiety, ale to nie miała być przecież wyprawa przez Himalaje tylko tygodniowy pobyt nad ciepłym morzem.

A choćby jeżeli To tylko dwa tygodnie; przeżyję!

Potem już będzie dobry powód, by uprzejmie odmówić podobnej propozycji w przyszłości.

Niewłaściwie byłoby odrzucić coś, zanim choć raz się spróbuje tak mnie zawsze uczono.

Poza tym, moje przyjaciółki zupełnie nie znały Pani Grażyny, a ocenę wydawały po swoich własnych teściowych, które były jakby odlane z jednej toksycznej matrycy.

A przecież same mówiły, iż mi z narzeczonym i jego rodziną trafiło się o niebo lepiej.

A teraz nagle odradzały mi ten wspólny wyjazd.

Jak jednak odmówić, skoro mama Bartka już się nastawiła, a on sam chodził dumny, iż wreszcie zabierze ją na zagraniczne wakacje?

Pierwszy sygnał, iż będzie wesoło, przyszedł już w samolocie.

Agata zajęła miejsce przy oknie nikomu nie przeszkadzało.

Ja, przez wieczne służbowe wyjazdy, nie miałam sentymentu do widoku za szybą.

Bartek preferował oglądanie filmów w samolotowym systemie, więc widok go nie ruszał.

Sama najchętniej brałam miejsce przy przejściu, żeby w razie czego łatwo wstać do łazienki, bez przepychania się przez ludzi.

Nad przejściem usiadła Pani Grażyna, która wyglądała na spiętą, a gdy samolot wpadł w turbulencje ledwo powstrzymała łzy.

Nie mogłam odmówić jej prośbie, by zamienić się miejscami przy synu czuła się bezpieczniej.

Ale kiedy lotnicze wyboje minęły, jakoś nikt nie spieszył się z oddaniem mi miejsca.

Pani Grażyna z rozczulającym zainteresowaniem oglądała teraz z Bartkiem filmy na jednym ekranie, a potem ku mojemu zaskoczeniu zasnęła, opierając głowę na ramieniu syna.

Nie denerwuj się, ganiłam siebie. Też bym była roztrzęsiona po takim strachu i pewnie nie myślałabym teraz o oddawaniu miejsca… No i głupio budzić człowieka, jeżeli śpi.

Ale rozsądek szeptywał mi do ucha, iż jakoś dziwnie się złożyło, iż teściowa obudziła się akurat wtedy, gdy stewardesy zaczęły rozdawać jedzenie.

No i przecież mogła poprosić o zamianę Agatę, która dawno już zasłoniła okno i oglądała film.

Obrazek rodzinnej sielanki coraz bardziej mnie irytował. Co tylko pogorszyło się po przylocie.

Bartek choćby nie spojrzał na mnie, od razu rzucił się pomagać mamie z bagażem, wyszukać automat z wodą.
Miałam wrażenie, iż jestem tam kompletnie zbędna, niewidzialna.

Kochanie, czemu takie pretensje? tłumaczył potem. Nikt cię nie odsuwa, po prostu mama pierwszy raz za granicą, widziałaś jak panikowała podczas lotu

To po co w ogóle twoja mama musiała z nami jechać?, chciałam zapytać, ale się powstrzymałam.

No i mój wewnętrzny głosik wychowany przez mamę w duchu ustępuj starszym, pomagaj słabszym, myśl o innych podpowiadał, iż przecież nic mi się strasznego nie stało.
A mama Bartka naprawdę się zestresowała i warto jej współczuć. Bartek jako syn zachował się dobrze.

W końcu nie odpadły mi ręce od tego, iż to on niósł jej bagaż i pytał ciągle, czy czegoś nie potrzebuje

Nie wiedziałam jeszcze wtedy, iż to był dopiero początek.

Bo już następnego wieczora mama Bartka z całą powagą i niemal z fanfarami wprowadziła się do naszego hotelowego pokojuNastępne dni były jak z kiepskiej komedii tylko, iż ja wcale nie miałam ochoty się śmiać.

Na śniadaniu Pani Grażyna roztrząsała, czy wędliny są na pewno świeże, a na kolacji, iż uległem egipskiej bakterii, bo nie chciałam próbować miejscowego kebaba. Główne atrakcje, które mieliśmy zwiedzać z Bartkiem, zamieniły się we wspólne wyprawy całą rodziną, obowiązkowe postoje na zdjęcia (najlepiej we troje syn, mama, córka), przerwy na lody, kontrole kremów przeciwsłonecznych (Klaudynko, posmaruj się, bo się poparzysz!), a wieczorami zamiast drinka na dachu hotelu słuchałam narzekań, iż zaraz będzie rosół na kolację, nikt nie zdejmie garów z ognia, skoro nas nie ma.

Na basenie Bartek pilnował, żeby mama nie pływała za głęboko, a Agata zamknęła się w słuchawkach i e-booku. Zostałam niezręcznym statystą własnych wakacji.

Wytrzymywałam, łudziłam się, iż jeszcze coś się zmieni, iż pojawi się choć odrobina spontaniczności czy odrobina czasu tylko dla nas dwojga.

Pewnej nocy, gdy nie mogłam spać, usłyszałam na balkonie rozmowę Bartka i jego matki. O czym? O tym, jak bardzo mama się martwi, czy ja na pewno jestem z tej rodziny, co trzeba, bo przecież sama chodzi, nie przykłada się do integracji, nie pyta, czy mamie dogodzić, tylko jakieś spacery by urządzała.

Zastygłam. Poczułam się jak postać z fotografii, którą można łatwo wyciąć i wkleić gdzie indziej, bez większych strat. Zrozumiałam też, iż nie tylko wakacje przepadły, ale też moja naiwność iż po ślubie Bartek stanie się nagle mężczyzną, który postawi mnie, a nie mamę, na pierwszym miejscu.

Rano, przy kawie, uśmiechnęłam się serdecznie i oznajmiłam, iż muszę na kilka godzin sama wyjść wymówka o migrenie okazała się wystarczająca. Wróciłam późnym popołudniem, po kilku rozmowach telefonicznych i przemyśleniach w kawiarni nad Nilem.

Ten wyjazd czegoś mnie nauczył. Zamiast udawać, iż wszystko jest dobrze, po powrocie podziękowałam Bartkowi za wspólne lata i oddałam pierścionek zaręczynowy.

Moja przyszła teściowa zniszczyła mi jedne wakacje, ale uratowała mnie przed zmarnowanym życiem.

Dziś, z dystansu, wiem jedno: czasem najgorsze wyjazdy okazują się najlepszymi lekcjami. I choć myślałam, iż będą to po prostu kolejne zwykłe wakacje, to właśnie tam, pod egipskim słońcem, zdobyłam wolność, której nie umiałam zdobyć przez lata.

A wspomnienie rodzinnych zdjęć z tego wyjazdu? Leżą w szufladzie. Czasem je otwieram i uśmiecham się do siebie bo nie każda katastrofa jest porażką. Niektóre bywają początkiem czegoś naprawdę dobrego.

Idź do oryginalnego materiału