Przypadkowo podsłuchana rozmowa telefoniczna przyjaciółki ujawnia prawdę o rodzinie Zosi i sprawia, iż całkowicie zmienia podejście do bliskich relacji

newskey24.com 3 godzin temu

Po tej historii opowiedzianej mi przez przyjaciółkę spojrzałam inaczej na ludzi i mój mąż też. Ograniczyliśmy spotkania towarzyskie i rzadziej dzielimy się szczegółami z naszego życia. Nie to, żebym od razu zakładała, iż wszyscy planują obrabować nasz dom albo ukraść pszczoły z pasieki, ale własne podwórko zaczęliśmy chronić jak skarb. A wszystko zaczęło się od wyjątkowo kiszonego incydentu, jaki przytrafił się mojej serdecznej koleżance, Małgosi, i jej mężowi, Wiktorowi.

Małgosia i Wiktor byli zaprzyjaźnieni z Marylą i Krzysztofem znały się dziewczyny z politechniki, chłopy robiły razem w tym samym biurze. Potem Maryla wyszła za Krzyśka, potem pojawił się mały Staś, a Małgosia podsunęła Maryli znajomego Wiktora, no i się wszystkim we dwoje życie układało. Przynajmniej tak się wydawało.

Z czasem Krzysiek zmienił robotę na lepiej płatną, Maryla też złapała fuchę z niezłymi zarobkami. Kontakty w grupie poluzowały, bo Małgosia zaczęła kursować z jednego L4 na drugie (nie bez powodu dwaj synowie i dwie córki przyszli na świat), aż w końcu szefostwo wręczyło jej wypowiedzenie z mniej-więcej eleganckim uzasadnieniem.

Wiktor tyrał od rana do wieczora, żeby rodzina miała na chleb, szkolne wyprawki i renowację chaty w okolicach Radomia, a i tak nie groziły im tłuste miliony choć na kredens nie narzekali, a i kury znosiły jak należy. Kasa w końcu się trochę wyrównała, ale Ferrari raczej się nie doczekali.

Za to Maryla i Krzysiek, bezdzietni i wolni jak ptaki, śmigali na Mazury, na Kamczatkę, gdzie im się podobało i żyli po swojemu z całą swobodą.

Aż pewnego dnia Małgosia zadzwoniła do Maryli. Zaprosiła ją z Krzyśkiem do ich domu na wsi koło Kazimierza Dolnego. Plan był prosty: kiełbaski z grilla, kąpiel w rzece, zbieranie grzybów, wieczorem ognisko i śmiechy jak za dawnych lat. Maryla się ucieszyła, ale obiecała, iż pogada najpierw z mężem i oddzwoni. Zostawiła telefona na stole. Chyba pierwszy raz nie kliknęła czerwonej słuchawki.

I wtedy Małgosia z Wiktorem usłyszeli niejeden plot twist: podobno są niespełna rozumu, bo kto dziś robi cztery dzieci i ledwo może związać koniec z końcem z pensji do pensji? Ich dom według Maryli i Krzyśka to ruina, normalnie barak przy głównej ulicy. Dzieciąta niewychowane, powinni połowę oddać do domu dziecka, a Małgosia to już nudziara, bo tylko o pieluszkach i przedszkolu gada. Wiktor zaś to nieprzystępny typ, z którym się nie da porozmawiać choćby o cebuli.

Nagle połączenie się zerwało. Małgosia i Wiktor siedzieli jak przy zupie bez soli zaskoczeni, jak noga po lodzie. Po chwili zadzwonił Krzysiek z radosną wieścią, iż oni jednak wpadną w weekend. Wiktor odparł super, schował dumę do kieszeni i się rozłączył.

Małgosia i Wiktor naradzili się, co robić. Uznali, iż nie będą robić cyrku, najpierw sprawdzą, jak goście będą się zachowywać. Maryla i Krzysiek wpadają przynoszą ogórki konserwowe marki najtańszej z dyskontu i czekoladki, które pamiętały lepsze czasy (i prawdopodobnie inną walutę niż obecne złote).

Krzysiek zaczyna ostro:
Ej, jaką trzeba mieć pensję, żeby choćby na porządne rzeczy do jedzenia nie było? Ale spokojnie, nie martwcie się, my mamy na stole wszystko serniki z prawdziwego sera, kiełbasę swojską najedzcie się do syta, potem pomożecie na polu, bo roboty od groma.

Małgosia i Wiktor lekko zgłupieli. Jeszcze dorzuca Maryla:
Ale wy to dzieci nie macie?

Póki co nie chcemy odpowiada Małgosia z ledwie widocznym nerwem.

A już wiem, bo wiecie, tylko prostaki robią dzieci, normalni ludzie cenią sobie święty spokój komentuje Maryla.

Na te słowa można było łyżkę z rosołu przegryźć. Było jasne, iż wiedzą, co się kiedyś powiedziało przez przypadek na głośnomówiącym, ale nie wiedzą, iż właściciele gospodarstwa wszystko słyszeli. Małgosia i Wiktor wymówili się bólem brzuszka u najstarszego dziecka i pożegnali się z przyjaciółmi.

No i powiedzcie sami co o tym wszystkim sądzić? Czy Małgosia i Wiktor dobrze się zachowali, czy może należało wywalić kawę na ławę? Byli za uprzejmi czy zbyt mili? A ty, co byś zrobiła?

Idź do oryginalnego materiału