Przyjechałam do Józefa, sześćdziesięciodwuletniego wdowca, na działkę. Jego trzydziestosiedmioletnia córka, Bogumiła, pokazała mi swoją „sypialnię” i… wyjechałam tego samego dnia. Już Ci opowiadam, co zobaczyłam.
No bo wiesz, jak facet w tym wieku zaprasza kobietę na swoją działkę za miasto (poznańską, swoją drogą super zadbaną), to zwykle jest poważny krok. Szczególnie, jeżeli spotykacie się już od pół roku i wszystko idzie gładko. Józef był inteligentny, oczytany, z klasą, typowy dżentelmen z dawnych lat. Mam czterdzieści trzy lata i po rozwodzie długo nikogo takiego nie spotkałam.
Opowiadał zawsze pięknie o partnerstwie, szacunku mówił, iż w tym wieku nie czas na gierki. Dałam się przekonać, bo to wszystko brzmiało naprawdę szczerze.
Działka była jakieś czterdzieści kilometrów od Poznania. Wszystko pod sznurek trawnik jak z katalogu, kwiaty, róże pod oknami, dom czysty do przesady, aż momentami szpitalnie. Tak perfekcyjnie, iż aż coś tu nie grało.
W drzwiach przywitała mnie córka Józefa, Bogumiła. Trzydzieści siedem lat, panna, mieszka z ojcem, wszystko prowadzi razem z nim. Józef przedstawił ją z wielką dumą:
Moja prawa ręka, nie wyobrażam sobie, żeby jej nie było, powiedział.
Bogumiła się uśmiechnęła, ale to był uśmiech taki grzecznościowy, zero ciepła.
Wieczór coś tu nie gra
Zjedliśmy kolację na tarasie. Józef snuł opowieści, ja się śmiałam, a Bogumiła milczała. Dolewała ojcu herbaty, podawała sałatkę, czuwała, żeby wszystko miał pod ręką. Może to byłoby wzruszające, gdyby nie to, iż robiła to mechanicznie. Jakby wykonywała obowiązki w pracy, a nie z miłości do ojca.
Pytam:
Bogumiło, pracuje Pani gdzieś?
Pomagam tacie w domu odpowiedziała sucho.
A wcześniej?
Pracowałam. Ale po śmierci mamy tata mnie potrzebował.
Józef od razu wszedł w słowo:
Bogumiła to mój anioł, nie zostawiła mnie w najgorszym momencie.
Ton miał tak czuły, iż aż poczułam się jakbym weszła w coś zbyt osobistego.
Wieczorem pokazał mi gościnny pokój super przytulny, z haftowanymi poszewkami, aż się chciało tam zasnąć. Tylko miałam dziwny niepokój, nie wiedziałam jeszcze dlaczego.
Poranek zwiedzanie
Józef wymknął się rano do sklepu, więc zostałyśmy same w tym wielkim domu. W kuchni Bogumiła smażyła jajka. Słowa padały rzadko, atmosfera gęsta jak barszcz.
W końcu zaproponowała:
Chce Pani zobaczyć dom?
Zgodziłam się, więc oprowadziła mnie po wszystkich pokojach. Gabinet Józefa książki, stare biurko, zapach skóry i tytoniu. Salon antyczne meble, obrazy. Nieskazitelny porządek, wszystko jak z ekspozycji w muzeum.
Stanęłyśmy przed ostatnimi drzwiami:
To mój pokój powiedziała.
I wtedy mnie zatkało.
Pokój nastolatki
Weszłam i nie mogłam wyjść z szoku. Różowe ściany, plakaty Wilków i Feel, półki pełne pluszaków. Łóżko z falbanami, biurko zawalone zeszytami i podręcznikami z liceum. Na toaletce kosmetyki dla dzieci, spinki z motylkami, pamiętnik na kłódkę.
Czas się tutaj zatrzymał.
Spojrzałam na Bogumiłę, która tylko patrzyła na mnie wyczekująco, bez emocji.
Naprawdę to Pani pokój?
Tak. Od śmierci mamy nic się tu nie zmieniło. Tata nie chce, żeby coś ruszać.
Ale… przecież Pani ma trzydzieści siedem lat…
Wzruszyła ramionami:
Tak mu łatwiej, mówi, iż kojarzy mu się to ze szczęśliwym czasem.
Patrzę na nią jeszcze raz. Bez makijażu, prosta fryzura, ciemna, poważna sukienka, jakby miała pięćdziesiąt, a nie trzydzieści siedem lat. I nagle mnie olśniło ona tu nie żyje, ona trwa zawieszona.
O co tu chodzi
Nagle ułożyłam sobie wszystko w głowie. Józef to nie tylko wdowiec, który tęskni za żoną. On zatrzymał czas nie pozwala córce dorosnąć, odejść, zbudować życia. Bogumiła została, bo tata nie potrafi przeżyć rozstania, nie daje jej odejść.
Ten różowy pokój to nie pamiątka. To symbol. Józef chce mieć zawsze przy sobie córeczkę, którą kontroluje.
I wtedy mnie uderzyło: jeżeli zostanę, on mnie też zaszeregowałby do swojego systemu. Chciałby mieć kobietę, która wszystko zaakceptuje, nie będzie wymagać, nie zamiesza w tym jego perfekcyjnym świecie.
Powrót Józefa
Józef wrócił z zakupami.
Przecież mieliśmy zostać do niedzieli! dziwił się, gdy powiedziałam, iż muszę już jechać.
Sprawy rodzinne, przepraszam rzuciłam.
Jakie sprawy, przecież mówiłaś, iż jesteś wolna!
Patrzę, a on naprawdę nic nie rozumie. Nerwowo obraca torby, zasmucony jak dziecko.
Józef, Twoja córka ma trzydzieści siedem lat. Serio nie widzisz nic dziwnego w tym, iż mieszka w pokoiku jak nastolatka?
Zmarszczył brwi:
Ale ona tak lubi. Ja tak lubię. I co w tym złego?
Nie wytrzymałam:
Bogumiła to dorosła kobieta!
No i? Jak będzie chciała, to pójdzie swoją drogą.
A kiedy ostatni raz była na randce?
Milczenie. Widziałam, iż nie rozumie, iż choćby nie chce.
Jemu tak wygodnie córka wiecznie pod ręką, żona się nie wtrąca, wszystko przewidywalne i pod kontrolą.
Spakowałam się, pożegnałam i wróciłam do domu.
Kilka refleksji
Przez tydzień się biłam z myślami, czy przypadkiem nie przesadzam. Może to po prostu rodzinne dziwactwo? Ale przypomniałam sobie smutek w oczach Bogumiły, jej uległość.
To nie dziwactwo to więzienie. Psychiczne, ale prawdziwe. Józef trzyma ją w swoim świecie, a każda kobieta, która mogłaby do niego wejść, też musiałaby się dopasować. Nigdy nie byłabym partnerką, tylko jednym z trybików.
Nie chcę być elementem ustawionym przez kogoś do cudzego porządku. Nie chcę tak żyć. Nie chcę zostać kolejną Bogumiłą.
Józef dzwonił jeszcze parę razy, nie pojmował, o co chodzi. Prosił o wyjaśnienia, ale jak tu wytłumaczyć komuś, kto nie chce usłyszeć?
Dziewczyny, spotkałyście się kiedyś z facetem, który trzyma dorosłe dzieci w emocjonalnej klatce?
Chłopaki jak sądzicie, czy normalne jest, iż dorosła córka mieszka z ojcem w pokoju jak sprzed dwudziestu lat?
Czy w ogóle da się zbudować relację z kimś, kto nie potrafi zostawić przeszłości za sobą?
A może to ja przesadzam i tak naprawdę każdy powinien żyć tak, jak mu wygodnie i mieć resztę świata gdzieś?





.jpg)





