Przyjechała przyjaciółka z dawnych lat – nigdy nie miała dzieci, zdecydowała się żyć dla siebie i teraz opowiada, dlaczego nie żałuje swojej decyzji, choć wielu tego nie rozumie

newsempire24.com 1 tydzień temu

Słuchaj, dzisiaj miałam takie sympatyczne, trochę sentymentalne spotkanie z Marylą moją przyjaciółką jeszcze z dzieciństwa. Obie mamy już swoje lata, sześćdziesiątkę na karku, ale dawno się nie widziałyśmy. Po studiach Maryla, bez żadnych ceregieli, spakowała walizki i opuściła nasz Toruń choćby nie spojrzała za siebie! Przez chwilę jeszcze do siebie pisałyśmy listy, ale gwałtownie to się rozmyło. Życie, wiadomo.

Później tylko przez znajomych dowiadywałam się, co u niej. Podobno ciągle gdzieś jeździła, tu Warszawa, tam Kraków, potem nagle Gdańsk, zawsze w ruchu. Partnerów zmieniała częściej niż płaszcze jak miała pięćdziesiątkę, już była po trzech ślubach! Ale dzieci? Ani jednego. Ja tego z początku nie rozumiałam przecież większość kobiet, choćby jak im z mężami nie wyszło, to chociaż mają dzieci, wnuki, cokolwiek, żeby się nie czuć samotną na starość.

No i przyjechała z powrotem do naszego miasteczka, żeby rozliczyć się z mieszkaniem, które jeszcze tu wynajmowała przed laty. Spotkałyśmy się na spokojnie, przy kawie, pogadałyśmy ja o mojej rodzinie, dzieciach, wnukach, ona o swoich przygodach. I w końcu zapytałam ją prosto z mostu:

Maryla, powiedz mi, czemu tak wybrałaś? Dlaczego nie zdecydowałaś się na dzieci, choćby dla siebie? Żebyś miała komu podać szklankę wody na starość?

Wybuchła śmiechem i mówi:

Ty się nie łudź. Te twoje dzieci, to ci będą wodę podawać? Zobaczysz, jak to naprawdę wygląda. Dziś dzieci przeważnie zajęte są swoimi sprawami, kilka ich obchodzą starsi rodzice. Lepiej całe życie odkładać złotówki i zatrudnić porządną opiekunkę niż błagać własne dzieci o pomoc.

A ja mówi Maryla nie chciałam mieć dzieci, bo po prostu nie mam w sobie instynktu niańki. Nie widziałam się w roli wiecznie zapracowanej matki, zawsze się o kogoś martwiącej, dającej pieniądze na lewo i prawo. Chciałam robić to, na co mam ochotę, podróżować, zarabiać, korzystać z życia. Moi mężowie tego nie pojmowali odeszli, bo oczekiwali dzieci, a ja byłam konsekwentna.

I teraz wiesz co? Jest mi dobrze. Żyję po swojemu, nie siedzę na ławce przed blokiem, nie muszę gromadzić każdej złotówki na “podwójne” wsparcie dla dzieci czy wnucząt, które nie oszukujmy się czasem same sobie nie radzą. Niczego nie żałuję. adekwatnie, czasami podziwiam siebie, iż nie dałam się presji.

A jak patrzę na kobiety, które miały po kilkoro dzieci, a dzisiaj siedzą same, bo dzieci są za granicą czy nie mają czasu choćby zadzwonić, to mi ich zwyczajnie szkoda. Ja takich zmartwień nie mam to był mój wybór, wiesz?

Słuchałam Maryli i wiesz, naprawdę sporo w tym racji Po co się zmuszać, rodzić tylko dla jakiejś wydumanej gwarancji czy poczucia obowiązku, skoro można żyć po swojemu i cieszyć się tym, co nam naprawdę daje radość? No, takie refleksje naszły mnie po tym spotkaniu z Marylą.

Idź do oryginalnego materiału