Przyjechała dawna przyjaciółka z dzieciństwa – nigdy nie miała dzieci, wybrała życie według własnych…

polregion.pl 1 dzień temu

Wiesz co, dzisiaj spotkałam się z przyjaciółką z podstawówki, Ewą Kowalską. Obie mamy już po sześćdziesiątce. Po studiach Ewa szybciutko spakowała rzeczy, wsiadła do pociągu i wyjechała z naszego rodzinnego Puław. Na początku jeszcze trochę do siebie pisałyśmy kartki na święta, jakieś listy ale potem kontakt się pourywał.

Dopiero niedawno, dzięki wspólnym znajomym, dowiedziałam się, iż Ewa nigdzie nie zagrzewa miejsca. Cały czas gdzieś podróżuje, zmienia facetów jak rękawiczki. Jak miała pięćdziesiąt lat, to już trzeci raz była mężatką, ale i z tym się rozeszła. Dzieci nigdy się nie doczekała. Nigdy tego nie rozumiałam. W końcu większość kobiet, choćby jeżeli związki nie wychodzą, to chociaż dzieci mają, potem wnuki zawsze jest czym się zająć na stare lata.

No i wyobraź sobie, Ewa przyjeżdża teraz z powrotem do Puław. Musiała sprzedać resztę dobytku i zależało jej, żeby załatwić sprawy z tym swoim starym mieszkaniem, które kiedyś wynajmowała.

Spotkałyśmy się przy kawie, na spokojnie pogadałyśmy. Jak to kobiety ja o swoim, ona o swoim. W końcu mówię:

Ewa, powiedz szczerze, dlaczego twoje życie tak się poukładało? Czemu nie zdecydowałaś się na dzieci? Przecież mogłabyś mieć własne, chociażby dla siebie! Kto ci poda herbatę, jak będziesz staruszką?

A Ewa śmieje mi się prosto w oczy i mówi:
Jaka herbata? To twoje dzieci ci ją podadzą? Dzieciaki teraz żyją swoim życiem i mają gdzieś starych rodziców. Lepiej całe życie odkładać pieniądze i potem zatrudnić dobrą opiekunkę, niż liczyć na to, iż któreś z dzieci ci pomoże.

I wiesz, przyznała się bez ogródek, iż po prostu nie chciała dzieci. Nie miała ochoty niańczyć, martwić się, zamartwiać i jeszcze własne złotówki oddawać. Chciała się skupić na sobie, jeździć po świecie, poznawać ludzi, rozwijać się, zarabiać. Mężowie odchodzili, bo dzieci nie chciała, ale jej to nie przeszkadzało.

Teraz też żyje po swojemu. Nie musi niańczyć wnuków, nie musi dzielić się emeryturą z wiecznie potrzebującymi dorosłymi dziećmi. Żyje sobie spokojnie, na własnych zasadach.

Kiedy tak jej słuchałam, doszłam do wniosku, iż w sumie ma rację. I po co się za wszelką cenę starać, jeżeli nie czujesz takiej potrzeby? Po co się łudzić, iż dziecko będzie wsparciem na starość, skoro życie różnie się układa?

No, taka to historia. Czasami naprawdę lepiej posłuchać siebie niż żyć według schematów. Ewa nie żałuje niczego, a wręcz współczuje tym, którzy poświęcili całe życie dzieciom, a teraz zostali sami, bo dzieci wyjechały na drugi koniec świata albo zwyczajnie się odsunęły. Przynajmniej ona nie musi się tym martwić. Takie jej podejście, i wiesz co… zaczynam rozumieć, iż w tym wszystkim jest dużo rozsądku.

Idź do oryginalnego materiału