Przyjazd kuzyna męża na pogrzeb bez prezentów – czy dziś naprawdę już nikt nie pamięta o uprzejmości…

twojacena.pl 1 tydzień temu

Przyjechał do nas kuzyn mojego męża, Marek Nowacki.

Nie wiem, może jestem z innej epoki, może świat już nie działa tak, jak dawniej, ale ja wciąż wierzę w stare zasady.

Mama nigdy mi nie powtarzała pamiętaj, jeżeli jedziesz do rodziny, weź ze sobą jakiś upominek. Nikt mnie tego nie nauczył wprost, ale mam to zapisane gdzieś głęboko, jak dodawanie i odejmowanie. Skąd to się wzięło? Pewnie ze starych polskich filmów, powieści, spektakli

W sobotę odwiedził nas Marek, kuzyn mojego męża. Przyjechał z rodziną na pogrzeb swojego wujka choć nie z naszej linii. Pytali wcześniej, czy mogą się zatrzymać, oczywiście nie odmówiliśmy.

Wieczorem zajechali całą trójką z synem Jankiem i jego żoną, Anetą. Ugotowałam obiad, zrobiłam na patelni schabowe, do tego surówki, domowy kompot Wznieśliśmy toast za nasze spotkanie, bo dawno się nie widzieliśmy. Potem rozłożyłam pościel, posłałam łóżka, a rano przygotowałam śniadanie kanapki z szynką, świeża herbata i kawa.

Poszli na pogrzeb. Po uroczystości wrócili na chwilę, posiedzieli, wypili kawę i odjechali.

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało dobrze. Ale przyjechali do nas z pustymi rękami. choćby butelki wina nie przynieśli.

Ojciec mojego męża świętej pamięci Zbigniew był chrzestnym tego kuzyna. Żona Zbigniewa, a teściowa mojego męża, Teresa, od lat mieszka z nami. Marek o tym doskonale wiedział. Przecież nie jesteśmy biedni, nie o to chodzi ale mógł przywieźć dla starszej pani choćby bombonierkę. Teresa cały dzień wyglądała przez okno, czekała z nadzieją. Gdy zorientowała się, iż nic nie dostanie, łza popłynęła jej po policzku. Była wzruszona do głębi.

Gdybym to ja jechała w gości, zabrałabym ze sobą choćby pół litra dobrego alkoholu, i to nie jedną butelkę. Dzieciom i starszym czekoladki albo drobiazg, jakiś upominek na pamiątkę. Zawsze zastanawiam się, co komu sprawić chociaż symbolicznie. choćby własną pościel bym zabrała, żeby nie sprawiać kłopotu gospodarzom.

To przecież nie jest biedna rodzina. Gdyby była rozumiałabym. Ale Marek zawsze przyjeżdża z pustymi rękami. Kiedyś, z delegacji, też był na jedną noc i znów nic nie przywiózł.

Za każdym razem opowiada mi godzinami o rybach, jakie łowią nad Mazurami. Tyle tych szczupaków i okoni, a dla mnie nie przywiózłby choćby jednej rybki…

To nie o jedzenie chodzi. Cieszę się, gdy mogę przyjąć gościa, nakarmić ale jednak czuję się, jakbym była tylko przystankiem, z którego się korzysta do woli. Po wszystkim zostaje tylko to dziwne uczucie Jakby coś we mnie pękło.

I tak mam za każdym razemZebrałam talerze, wyparzyłam filiżanki i przez chwilę siedziałam sama przy kuchennym stole. Teresa weszła cicho i usiadła naprzeciwko mnie. Spojrzałyśmy sobie w oczy w jej spojrzeniu była tęsknota i łagodność, trochę smutku, ale żadnego żalu.

W końcu uśmiechnęła się słabo. Wiesz, córko,” powiedziała, najważniejsze, iż my wciąż pamiętamy, jak być dla siebie dobrzy.”

Przypomniałam sobie wszystkie święta, uroczystości i zwyczajne dni, kiedy dom był pełen zapachu ciasta, rozmów i troski o siebie nawzajem. Zdałam sobie sprawę, iż upominki są jak nici wiążące ludzi ale ważniejsze jest to, iż mam z kim dzielić ciszę po wyjeździe gości. To, co zostaje, kiedy milkną opowieści o rybach i wypadają ostatnie kroki na podjeździe to nasza serdeczność, troska i prostota codziennych gestów.

Może Marek nigdy nie przyjedzie z prezentem, ale ja zawsze zostanę sobą. I pewnego dnia, kiedy będę u kogoś w gościach, postawię na stole czekoladki i opowiem, jak wiele znaczą te drobne znaki pamięci. Bo może to właśnie my ci, którzy pamiętają o upominku trzymamy świat w całości.

Wstałam, rozłożyłam świeży obrus i postawiłam na stole dzbanek herbaty. Teresa pomogła mi wyjąć świeże ciasto. Cichutko, zupełnie bez okazji, po prostu dla siebie. Dla tych, którzy zostają.

Idź do oryginalnego materiału