Przyjechała do mnie koleżanka z dawnych lat, Barbara. Znam ją od dziecka, zawsze była trochę inna niż reszta. Nigdy nie chciała mieć dzieci. Zawsze mówiła, iż pragnie żyć dla siebie tak po prostu.
Dziś spotkałem się z Basią oboje mamy po sześćdziesiąt lat. Po maturze, gdy skończyliśmy studia na Uniwersytecie Warszawskim, ona bez zastanowienia spakowała walizki i wyjechała z rodzinnego Ciechanowa. Jakiś czas pisaliśmy do siebie listy, ale w końcu kontakt się urwał.
Od wspólnych znajomych dowiedziałem się, iż Basia ciągle jeździ po świecie, nie zatrzymuje się w jednym miejscu, zmienia partnerów. Gdy miała pięćdziesiąt lat, była już po trzecim mężu, ale i z tym się rozstała. Dzieci nie miała nigdy. Nie rozumiałem tego przecież większość kobiet, choćby jeżeli nie ułoży im się z facetem, to przynajmniej ma dzieci, wnuki, którymi może się zająć na stare lata.
I tak pojawiła się znowu w naszym miasteczku, bo musiała sprzedać resztę swojego majątku. Wcześniej wynajmowała tu kawalerkę dla siebie.
Usiedliśmy razem, popatrzyliśmy w oczy po tylu latach i zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadałem o swoim życiu, dzieciach, wnukach, ona o swoich wojażach, byłych mężach i pracy. W końcu musiałem zapytać:
Basiu, jak to się u ciebie potoczyło? Czemu nigdy nie chciałaś mieć dzieci? Przecież choćby dla siebie, żeby ktoś ci kiedyś podał szklankę wody na starość
Zaśmiała mi się wtedy prosto w twarz.
Jaką szklankę wody? Myślisz, iż twoje dzieci zamiast na drugim końcu Polski będą tu biegać i ci dogadzać? Dzieci dziś mają własne życie, często o rodzicach na stare lata choćby nie pamiętają. Lepiej odłożyć trochę grosza na porządną opiekunkę, niż żebrać u swoich o odrobinę uwagi.
A ja nie chciałam mieć dzieci tylko po to, żeby je niańczyć czy się o nie martwić do końca życia. Nie poświęciłam się dla kogoś, tylko postawiłam na siebie. Chciałam poznawać świat, zobaczyć Mazury, Tatry, zwiedzić Kraków, Paryż, Pragę, zarabiać własne pieniądze i nie być zależną od czyichś nastrojów. Moi mężowie rozchodzili się ze mną tylko dlatego, iż nie chciałam być matką.
Teraz żyję, jak chcę. Nie muszę liczyć pieniędzy na emeryturze, żeby dokładać dorosłym dzieciom do mieszkań, nie muszę siedzieć wieczorami i pilnować wnuków. Mam czas i pieniądze dla siebie.
I nie żałuję tej decyzji, wręcz przeciwnie nieraz choćby współczuję tym, którzy wychowali gromadkę i teraz widzą ich tylko przez Skypea, bo dzieci wyjechały do Londynu czy Berlina na zarobek. Mnie nie dotykają rozczarowania i żale.
Tak sobie siedzieliśmy, ja słuchałem Basi i muszę powiedzieć, iż miała sporo racji. Po co człowiek miałby się zmuszać do rodzicielstwa, jeżeli tak naprawdę tego nie chce? Po co liczyć naiwnie, iż na starość ktoś poda tę przysłowiową szklankę wody? Każdy żyje, jak chce.









