No Krzysiu, błagam cię! Naprawdę nie wiem, co robić, woda się leje, za chwilę zaleję sąsiadów, a przecież znasz tę harpię z dołu, zakrzyczy mnie na śmierć! Ręce mi się trzęsą, choćby nie mogę znaleźć zaworu! głos w słuchawce był tak przenikliwy i żałosny, iż słychać go było choćby z drugiego końca stołu, choć telefon nie miał włączonego głośnika.
Małgorzata powoli odłożyła widelec na talerz. Dźwięk sztućca o porcelanę zabrzmiał w zacisznej, pachnącej kolacją kuchni jak gong, zwiastujący początek kolejnej rundy dobrze znanego jej pojedynku. Przeciw niej siedział mąż, Krzysztof, i z wyraźnym zakłopotaniem zacisnął usta, patrząc to na stygnący schabowy w sosie, to na rozświetlony ekran telefona.
Ela, spokojnie szeptał do słuchawki. Jaki zawór? Pod zlewem czy w łazience? Zakręć główny.
Nie wiem, gdzie on jest! Krzysiu, przyjedź, proszę! Boję się! Może tam gorąca woda? Jestem sama, aż mi słabo!
Krzysztof spojrzał na żonę. W jego oczach widniała ta znajoma mieszanka błagalności i rezygnacji, którą Małgorzata widywała ostatnio zbyt często.
Małgosiu, słyszysz? Zaleje jej mieszkanie. Ela, ona zupełnie nie zna się na technice, jak dziecko. Muszę jechać.
Oczywiście, musisz odpowiedziała Małgorzata spokojnym głosem, choć w środku targało nią rozczarowanie. Przecież nie mamy dziś rocznicy ślubu. I nie planowaliśmy tego wieczoru przez dwa tygodnie. I nie stałam trzy godziny przy garach. Jedź, Krzysztofie. Ratuj Elę. Bez ciebie zginie.
Nie zaczynaj, proszę Krzysztof zerwał się, chwytając nerwowo kluczyki do samochodu. Przecież jesteśmy przyjaciółmi ze szkolnych lat. Człowiek w potrzebie. Zaniosę uszczelkę i wrócę od razu. Potrzymaj kotlety w piekarniku, żeby nie wystygły.
Trzasnęły drzwi. Małgorzata została sama w mieszkaniu, które wypełniał zapach świątecznej kolacji i gorzki smak rozczarowania. Podeszła do okna i zobaczyła, jak samochód męża rusza i ginie w mroku.
Ela. To imię stało się czymś trzecim w ich małżeństwie. Koleżanka ze szkoły, przyjaciółka z dzieciństwa, swój chłop, jak ją Krzysztof nazywał. Pojawiła się nagle, tuż po rozwodzie, i od tej pory zajmowała coraz więcej miejsca w ich życiu. Najpierw prosiła okazjonalnie o pomoc przy przeprowadzce, ustawieniu komputera. Krzysztof, złota rączka o wielkim sercu, nie potrafił odmówić.
Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Prośby Eli zaczęły przypominać sytuacje awaryjne. Raz złapała gumę na trasie, raz półka w łazience spadła, to znowu trzeba było złożyć szafkę, bo rzeczy leżą na podłodze, nie da się mieszkać. I zawsze przydarzało się to, kiedy Małgorzata i Krzysztof mieli swoje plany.
Małgorzata nie była chorobliwie zazdrosna. Wiedziała, co znaczy prawdziwa przyjaźń. Ale kobieca intuicja szeptała, iż tu nie chodzi o zepsuty kran. Ela była bardzo zadbaną kobietą, miała ten zmysłowy, uwodzicielski sposób mówienia, który sprawiał, iż mężczyźni czuli się wyjątkowi. Grała mistrzowsko rolę bezradnej dziewczynki, a Krzysztof mężniał wtedy w oczach i czuł się bohaterem.
Małgorzata wyniosła kolację do lodówki. Zupełnie przestało jej się chcieć jeść. Krzysztof wrócił dopiero po trzech godzinach ubrudzony, zmęczony, ale wyraźnie zadowolony.
Uff, zdążyłem! Faktycznie, zaczynała się powódź. Sifon odpadł. Musiałem jechać do nocnego po części. Ela była przerażona, aż musiała pić melisę.
Chociaż poczęstowała herbatą swego ratownika? zapytała Małgorzata z udawanym zainteresowaniem, kartkując książkę.
Poczęstowała, a choćby upiekła szarlotkę. Przeprasza cię, iż zrujnowała nam wieczór i przesyła pozdrowienia.
Upiekła szarlotkę, zanotowała Małgorzata w myślach. Czyli kiedy podobno nie mogła znaleźć zaworu, szarlotka właśnie piekła się w piekarniku. Ciekawie to wyszło.
Nie powiedziała jednak ani słowa. Szkoda było energii na kłótnie Krzysztof od razu zamykał się na argumenty, zarzucając żonie oziębłość i obsesyjną zazdrość. Postanowiła działać inaczej. Następnym razem już nie zostanie w domu. Po pojedzie razem z mężem i uratować Elę.
Ten następny raz nastąpił niepokojąco szybko. W sobotę, tuż przed wyjazdem na działkę majowe słońce świeciło wysoko, w bagażniku marynowała się karkówka, a w marzeniach Małgorzaty oni we dwoje siedzieli już na tarasie z lampką wina.
Telefon Krzysztofa rozdzwonił się, gdy pakował węgiel do auta. Małgorzata drgnęła. Znała ten dzwonek osobny, zarezerwowany specjalnie na Elę.
Tak, Ela? Co, iskrzy? Jak mocno? Czuć spaleniznę? Nic nie dotykaj, wyłącz korki w przedpokoju! Zaraz będę.
Rozłączył się i spojrzał przepraszająco na żonę, która stała przy furtce z doniczką pelargonii w rękach.
Gosiu, sprawa jest taka…
Gniazdko? ucięła.
Gorzej. Bezpiecznik iskrzy. Mówi, iż cała mieszkanie śmierdzi dymem. Boje się, iż instalacja zapali się. Z administracji w sobotę nikt nie przyjedzie, a elektryk z miasta to wydatek i czeka się godzinami.
Rozumiem Małgorzata spokojnie odstawiła kwiaty na ziemię. Czyli działka odpada?
No, niekoniecznie! Skoczymy do niej po drodze, spojrzę co i jak. jeżeli coś poważnego zadzwonię po pogotowie techniczne, jeżeli drobiazg, poprawię sam. To tylko mały objazd. Godzina najwyżej.
Dobrze Małgorzata kiwnęła głową. Jadę z tobą.
Krzysztof osłupiał.
Po co? Przecież nie jesteś elektrykiem. Zostań, zaraz wrócę.
Nie, Krzysztofie. Jedziemy razem. Zatrzymamy się u Eli, naprawisz, jedziemy dalej. Nie chcę czekać poza tym, dawno jej nie widziałam, przywitam się chociaż.
Nie miał wyjścia. Po drodze cały czas był spięty, bębnił palcami po kierownicy. Małgorzata zachowała kamienną twarz, choć w środku była kłębkiem napięcia.
Ela przyjęła ich w jedwabnym szlafroczku ledwo zakrywającym kolana, z perfekcyjnym makijażem. Kiedy zobaczyła Małgorzatę wychodzącą z auta, na ułamek sekundy skrzywiła się, ale gwałtownie nałożyła uroczą maskę.
Gośka! Co za niespodzianka! A ja tu taka rozbabra, roztrzęsiona, nieuczesana! udawała, poprawiając idealne loki. Wejdźcie, Krzysiu, ratuj mnie, bo w korytarzu tragedia!
W mieszkaniu rzeczywiście czuć było lekki swąd spalonego plastiku. Krzysztof zabrał się do roboty z narzędziami, a Ela zagadywała Małgorzatę.
Chodź do kuchni na kawę, jak mężczyźni pracują!
Zostanę tu, może Krzysztof będzie czegoś potrzebował. Podrę światło lub przytrzymam.
Światło? zaśmiała się Ela. Krzysiu to prawdziwy fachowiec, zrobi wszystko bez niczyjej pomocy, prawda?
Krzysztof zamruczał coś w odpowiedzi.
Ela odezwała się Małgorzata, patrząc prosto w oczy. Dlaczego nie zadzwoniłaś do administracji? Pogotowie techniczne działa całą dobę. Elektryka to nie zabawa.
Oj, tam pracują tylko buraki, przyjadą, nabrudzą, narzekają wykręciła się Ela. Krzysiu jest swój, najlepszy. Tylko jemu ufam.
Złote ręce mojego męża Małgorzata powiedziała z naciskiem dziś miały wbijać szaszłyki. Mieliśmy jechać na działkę.
Oj, wybacz, zawsze wszystko psuję! Beze mnie samej wszystko się sypie. Ty masz szczęście, taki chłop to jak mur.
Krzysztof uporał się z usterką w kwadrans.
Kontakt był przepalony. Zrobiłem, ale Ela, trzeba wymienić bezpiecznik na nowy.
Krzysiu, możesz kupić i wymienić, a ja ci oddam pieniądze? Ela już przysiadła mu do ramienia, otrzepując niewidzialny pyłek.
Krzysztof tego nie zrobi odpowiedziała Małgorzata. Wyjeżdżamy na działkę. A za tydzień idziemy do teatru. Zamów sobie elektryka, Krzysztof może ci napisać, jaki model potrzebny.
Ela patrzyła niechętnie, ale wróciła do roli gospodyni:
Może chociaż kawy? Mam eklerki, twoje ulubione!
Dziękujemy, jesteśmy najedzeni skończyła rozmowę Małgorzata, chwytając męża pod ramię. Musimy jechać.
Na parkingu Krzysztof wybuchnął obroną przyjaciółki:
Gosiu, po co byłaś taka szorstka? Z serca prosiła!
Z serca to bardzo lubi twoje towarzystwo, Krzysztofie. I twój wzrok. Nie chodzi jej o prąd, a o twoją uwagę.
No coś ty! Jesteśmy jak rodzeństwo.
Wygodny brat kwitnęła Małgorzata co naprawi i wysłucha, i połechce czyjeś ego. Dla siebie zaś byłeś przez to gorszy. I dla mnie.
Odjechali na działkę, ale cień pozostał. Małgorzata wiedziała, iż to nie koniec. Ela nie ustąpi, bo lubi czuć władzę nad mężczyzną i widzieć, jak na jej sygnał obcy mąż rzuca wszystko.
Kulminacja nadeszła dwa tygodnie później. Krzysztof był na wyjeździe służbowym, miał wrócić w piątek wieczorem. Małgorzata właśnie szykowała kolację, czekając na niego, gdy zadzwonił telefon.
Gosiu, będę trochę później. Już jestem w mieście, ale Ela miała wypadek… Prosiła, żebym podjechał.
Tym razem co? Meteoryt spadł na balkon? odpowiedziała lodowato.
Kupiła nowy karnisz, zrobiła to sama, spadł jej na stopę i nie może chodzić. Jeszcze karnisz leży na środku pokoju i nie da się przejść. Prosi, żebym wpadł, pomógł postawić, no i skoczył do apteki po maść. Tylko na chwilę.
Małgorzata odetchnęła głęboko.
Krzysztofie, zrób tak: wróć do domu. Ja pojadę do Eli.
Ty? Po co?
Po kobiecemu lepiej wiem, jaką maść kupić. Pomogę jej zabandażować nogę, a ty odpoczniesz po podróży, zjedziesz kolację. Będę u niej za pół godziny.
No, jeżeli chcesz. Tylko nie kłóć się z nią… Bolało ją.
Małgorzata się rozłączyła i zaczęła działać. Była zdecydowana uleczyć nie tylko nogę Eli, ale całą sytuację.
Znalazła w Internecie usługę Złota rączka, zamówiła rzetelnego fachowca z dobrymi opiniami oraz kuriera z apteki z maścią i bandażem na adres Eli. Po czym wsiadła w samochód i ruszyła.
Jak dojechała, na klatce akurat spotkała kuriera od lekarstw. Odebrała paczkę i weszła na górę. Drzwi otwarte na oścież Ela na pewno spodziewała się Krzysztofa, ratownika.
Małgorzata weszła bez pukania.
W pokoju półmrok, świece, na stoliku butelka wina i dwa kieliszki. Ela leżała na kanapie w znajomym szlafroku, z wyciągniętą nogą. Karnisz rzeczywiście leżał na podłodze; wyglądał jakby ktoś go po prostu położył.
Usłyszała kroki jęknęła przeciągle:
Krzysiu, to ty? Przyniosłeś maść?
Małgorzata zapaliła ostre światło sufitowe. Cały nastrojowy klimat prysł.
Ela zerwała się, zapominając o bólu nogi.
Gośka?! Co tu robisz? Gdzie Krzysztof?
Krzysztof w domu, odpoczywa. Przyniosłam ci maść. I wsparcie.
Jakie wsparcie? wykrztusiła Ela. Krzysiu miał przyjechać! On ma siłę, powiesi karnisz!
Fachowiec powiesi karnisz oznajmiła Małgorzata.
Wtedy rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyła. Na progu stał postawny pan w kombinezonie z walizką narzędzi.
Zgłoszenie na montaż karnisza, Złota Rączka. Gdzie to?
Proszę wejść, w pokoju, właścicielka pokaże.
Mężczyzna obejrzał ścianę i karnisz.
Beton, muszą być kołki. Ma pani drabinę?
Ela siedziała czerwona jak rak, wściekle patrzyła na Małgorzatę.
Po co to robisz? wycedziła, podczas gdy wiertarka zagłuszyła jej słowa.
Pomagam. Chciałaś pomocy masz. Tu lekarstwa, tu fachowiec. Wszystko opłacone. Krzysztof nie ma czasu, jest zmęczony. Na co ci mąż mojej rodziny? Potrzebowałaś naprawy, prawda? Czy raczej męża?
Ela się zerwała, już nie utykając.
Wynoś się! wrzasnęła. Jeszcze robisz ze mnie idiotkę! Krzysztof od twojego sztywniactwa w końcu zwariuje! On potrzebuje lekkości, nie ciągłej kontroli!
Być może Małgorzata wzruszyła ramionami. Ale wraca do mnie. A ty wymyślasz kolejne usterki, by go przyciągnąć. To nie poniżające? Jesteś ładną kobietą, Elu. Poszukaj wolnego mężczyzny. Przestań prosić pod cudzymi drzwiami.
WON! pisnęła Ela.
Jasne. Majster skończy za dwadzieścia minut. Zapłacone. Najlepszego, Ela. Uważaj na nogę śmigasz aż miło, jak na kontuzjowaną.
Małgorzata wyszła, czując niezwykłą ulgę. Zamiast awantury była prawda. Sprawy pokazały się takimi, jakie były.
W domu Krzysztof czekał niepewny.
I co? Bardzo jej dokucza? Dzwoniłem, nie odbiera.
Małgorzata nalała sobie herbaty i spojrzała mężowi prosto w oczy.
Z nogą wszystko w porządku, Krzysztofie. Biegała po mieszkaniu. Karnisz montuje fachowiec. Zapłaciłam.
Fachowiec? Czemu? Sam bym zrobił…
Usiądź wskazała miejsce naprzeciwko. Powiedz mi szczerze, naprawdę nie domyślałeś się, o co chodzi? Świece, wino, szlafroczek, kolejne prośby akurat w nasze ważne dni?
Krzysztof poczerwieniał.
Może… Domyślałem się. Ale nie chciałem wierzyć. Przyjaźń i tyle. Głupio mi było odmawiać samotna, słaba…
Słaba roześmiała się gorzko Małgorzata. Ela manipulowała tobą jak nastolatkiem. Chcąc zrobić dobrze jej, robiłeś źle mi. Działałeś na jej próżność, niszcząc to, co nasze. Dziś to zobaczyłam. Wino, dwa kieliszki. Nie czekała na majstra. Czekała na ciebie.
Krzysztof milczał, wstydząc się. Przypomniały mu się wszystkie te ułamki sekund, kiedy Ela go dotykała albo patrzyła za długo, kiedy chwaliła jego, a przytykała Małgorzatę.
Przepraszam wyszeptał. Byłem głupi.
Trochę uśmiechnęła się Małgorzata. Ale dobry z ciebie głupiec. Kocham cię. Ale od dzisiaj, Krzysztofie, pomoc Eli się skończyła. Ma numer do Złotej Rączki. Jak coś zepsuje dzwoni tam. Jak się nudzi do innych koleżanek. Ty już nie jesteś jej pogotowiem, zgoda?
Zgoda przytaknął mocno. Dziękuję, iż pojechałaś dzisiaj. Gdybym zobaczył te jej świece… byłoby gorzej.
Ela już nie zadzwoniła. Ani tydzień, ani miesiąc później. Pewnie duma, cokolwiek z niej zostało, nie pozwoliła się znów ośmieszyć.
Pół roku później Małgorzata spotkała Elę w centrum handlowym. Ela spacerowała pod rękę z poważnym mężczyzną, dźwigała torby z ekskluzywnych sklepów i wyglądała, jakby życie ją rozpieszczało. Ich spojrzenia się spotkały; Ela podniosła głowę, prychnęła i minęła Małgorzatę, udając, iż się nie znają.
Małgorzata uśmiechnęła się tylko w duchu. Była zadowolona nareszcie Ela znalazła kogoś, kto może naprawiać jej krany i wieszać karnisze z prawdziwego zdarzenia. A w ich domu z Krzysztofem zapanował wreszcie spokój, którego już nie zakłócały dramatyczne telefony na ratunek.
Wieczorami pili teraz herbatę, planowali wakacje i mieli pewność, iż jeżeli obiecają sobie wyjazd na działkę to na pewno tam pojadą. Bo granic rodziny trzeba pilnować choćby wtedy, gdy narusza je ktoś, kto udaje najbardziej bezbronną osóbkę na świecie.
Jeśli spodobała ci się ta historia i również myślisz, iż przyjaźń swoją drogą, ale granice trzeba szanować będę wdzięczna za polubienie i subskrypcję. Napisz w komentarzu, jak zachował(a)byś się na miejscu Małgorzaty!












