Autobus stał prawie pusty.
Ja i tak czekałam przy drzwiach dobrą minutę.
Ten sam skurcz w żołądku co zawsze.
Mam sześćdziesiąt dwa lata i bałam się jechać sama.
Zadzwoniłam do Krystyny.
Znamy się dwadzieścia lat, jeszcze z przychodni.
Powiedziałam: jedźmy razem do Krynicy.
Będzie raźniej we dwie, pomyślałam.
W sanatorium zaczęło się od drobiazgów.
Trzęsły mi się ręce przy ankiecie.
Poprosiłam Krystynę, żeby wypełniła za mnie.
Nie dosłyszałam pielęgniarki.
Poprosiłam, żeby zapytała w moim imieniu.
Tak wygląda, kiedy człowiek się gubi w nowym miejscu.
Trzeciego dnia Krystyna powiedziała, iż idzie sama do parku.
Zgodziłam się bez wahania.
Potem zmierzyli mi ciśnienie.
Było podwyższone.
Naprawdę się przestraszyłam.
Mój mąż zmarł na zawał w tym wieku.
Zadzwoniłam do Krystyny z prośbą, żeby wróciła.
Wróciła bez słowa.
Odstawiła torebkę na krzesło z hukiem.
Kubek aż podskoczył na stoliku.
— Co się stało? — zapytałam.
— Nic — odpowiedziała krótko.
Siedziała odwrócona do okna.
— Krysiu, powiedz mi szczerze — poprosiłam.
— Chcesz szczerze? — spytała.
— Tak, proszę — powiedziałam.
— Dwadzieścia lat dzwonisz do mnie, kiedy się boisz — powiedziała.
— To nieprawda — odpowiedziałam cicho.
— Prawda — ucięła. — Zawsze ja biegnę.
— Bo jesteś silniejsza — tłumaczyłam.
— Nie jestem silniejsza, tylko posłuszna — odparła.
Zamurowało mnie.
— Posłuszna? — powtórzyłam.
— Od lat rezygnuję z własnych planów dla twojego strachu — powiedziała.
— Nie wiedziałam, iż tak to czujesz — szepnęłam.
— Bo nigdy nie pytałaś — odpowiedziała.
Milczałam długo.
Czy naprawdę tak było przez te lata?
Czy ja widziałam tylko siebie?
— Przyjechałam tu dla siebie, nie dla twojego ciśnienia — dodała.
— Rozumiem — powiedziałam cicho.
— Chcę chodzić do parku sama, bez telefonu co dziesięć minut — powiedziała.
— Nie zadzwonię więcej — obiecałam.
Spakowała się jeszcze tego wieczoru.
Rano wyjechała autobusem do domu.
Zostałam sama w pokoju.
Poszłam do parku pierwszy raz bez niej.
Serce biło spokojnie, mimo strachu.
Usiadłam na ławce i patrzyłam na drzewa.
Po raz pierwszy od lat słuchałam tylko siebie.
Zrozumiałam, iż przyjaźń nie znosi długu bez końca.
Wracam do domu inna niż przyjechałam.
Sama, ale prawdziwa.













