Deszcz wieczorny rozlewał się po brukowanych ulicach Warszawy, zmywając resztki szminki, które jeszcze przyklejały się do spoconych łez Zuzanny Janowskiej. Oparła się o kulę, trzymając podarte torby z materiałem i stos zgniecionych rysunków jedyne, co pozostało po tym, jak odprowadziła ją ze szwajcowej, okrutna macocha. Za nią rozbrzmiewał wściekły głos Wandy Brody: Wyrwij się stąd! […]