Przeznaczenie na szpitalnym łóżku – „Dziewczyno, zajmij się nim, ja się boję podejść, a co dopiero k…

twojacena.pl 18 godzin temu

LOS NA SZPITALNYM ŁÓŻKU

Pani, proszę wziąć i zadbać o niego! Ja boję się do niego podejść, nie mówiąc już o karmieniu go z łyżeczki wykrzyknęła kobieta, rzucając siatkę z jedzeniem na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.

Proszę się tak nie martwić! Mąż pani wyzdrowieje. Teraz potrzebuje starannej opieki. Pomogę panu Mirkowi stanąć na nogi jako pielęgniarka próbowałam już nie pierwszy raz uspokoić żonę pacjenta chwalącego się gruźlicą.

Mirosława przywieziono w ciężkim stanie, ale rokowania były dobre. Pacjent bardzo chciał żyć a to już połowa sukcesu. Szkoda tylko, iż żona Mirosława, Alina, nie wierzyła w medycynę. Wydawało mi się, iż Alina już z góry przekreśliła męża.

Wyprzedzając fakty, dodam, iż syn Mirosława i Aliny, Janek, po wielu latach także zachorował na otwartą gruźlicę. I wtedy Alina od razu spisała syna na straty. Jednak Janek wyzdrowiał.

Mirosław, mimo ciężkiego rozpoznania, żartował, uśmiechał się, chciał jak najszybciej opuścić szpital gruźliczy. W tej wsi, w której Mirosław mieszkał z rodziną, nie było odpowiedniego szpitala, więc Alina rzadko do niego zaglądała. Szkoda mi było tego młodego mężczyzny. Był zaniedbany, opuszczony, w znoszonym ubraniu.

Mirek, nie obrazi się pan, jeżeli przyniosę panu trochę rzeczy? Widzę, iż nie ma pan choćby kapci, chodzi pan w butach. Może przyjmie pan paczkę ode mnie? próbowałam żartować z pacjentem.

Od pani, Wioletta, choćby truciznę bym za lek przyjął. Ale proszę, nie trzeba. Niech pani pozwoli mi dojść do siebie, a potem… Mirosław delikatnie ujął moją dłoń.

Ostrożnie wyswobodziłam rękę i wyszłam z sali.

Serce waliło mi z emocji. Wyrywało się z piersi. Czyżbym się zakochała? Nie chcę przecież rozbijać czyjejś rodziny. To grzech. Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Na cudzym nieszczęściu szczęścia się nie zbuduje… Ach, ale sercem nie rozkażesz, ono nie zna zakazów. Ot, rzucić się w wir…

Coraz częściej stawałam w drzwiach sali Mirka, rozmawiałam z nim godzinami. Nocne dyżury dłużyły się, a nasze rozmowy stawały się coraz głębsze i serdeczniejsze. Sami nie zauważyliśmy, kiedy przeszliśmy na „ty”.

Mirek miał pięcioletniego syna.

Mój Janek przypomina swoją piękną mamę. Wiesz, Wioletto, bardzo kochałem Alinę. Nosiłem ją na rękach, życie pod jej stopy kładłem. Alina była zmysłowa, porywająca kobieta, w łóżku huragan. Ale kocha tylko siebie. Na to nie poradzisz. Jej egoizm zżera mnie jak kwas. I patrz, teraz to obca osoba, ty, się mną opiekuje Mirek westchnął ciężko.

Ale Alina ma daleko, nie każdemu łatwo dojechać próbowałam tłumaczyć żonę Mirka.

Daj spokój, Wioletta! Jak to mówią: „kochała żona męża, miejsce mu w więzieniu załatwiła.” Do kochanka potrafi biec przez pół Polski. Słyszałem już to i owo… Mirkowi puszczały nerwy.

Dobranoc, Mirek. Nie rób nic pod wpływem emocji. Wszystko się ułoży zgasiłam światło i po cichu wyszłam z sali.

Nie da się ukryć, Mirek cierpiał. Był bezbronny, przykuty do łóżka szpitalnego, podczas gdy jego żona szukała rozrywek gdzie indziej. Nie jest to śmiertelne, ale wiadomo dla mrówki i rosa może być powodzią.

Po tygodniu usłyszałam hałas w sali Mirka. Wpadłam do środka.

Żebym więcej cię tu nie widział, dziwko! Wynocha! Mirek krzyczał na przerażoną Alinę.

Ta wyskoczyła z sali niczym burza.

Co tu się wydarzyło? zapytałam zaskoczona.

Mirek odwrócił się do ściany i zamilkł. Drżał cały pod kołdrą. Musiałam podać mu środek uspokajający.

…Minął miesiąc. Alina nie pojawiła się ani razu.

Mirek, może zadzwonić do twojej żony? zapytałam nieśmiało.

Dziękuję, Wioletta, nie trzeba. Rozwodzimy się z Aliną spokojnie wyznał Mirek.

Przez chorobę? To głupstwo, przecież już zdrowiejesz zdziwiłam się.

Pamiętasz, jak wyrzuciłem Alinę? Przyjechała tylko po to, żeby mi powiedzieć o swoim kochanku. Że niby może zamieszkać w naszym domu, bo ja to widmo, a ona potrzebuje męskich rąk. Dach przecieka… Mirek zamilkł.

Okropność! wykrztusiłam.

Na domiar złego, Alina niedługo przyjechała z jakimś mężczyzną. Mirek go nie widział, za to ja z okna miałam wszystko jak na dłoni. Obcy siedział na ławce pod domem, nerwowo palił, czekając na Alinę.

Po godzinie Alina wybiegła, ucałowała go w policzek, zażartowała i gwałtownie odeszli razem.

Mirek, wychodzisz ze szpitala oznajmiłam.

Wioletta, chciałem cię zapytać… A zresztą, nic Mirek jakby się zmieszał.

Mirek, zgadzam się. Przecież właśnie to miałeś na myśli, prawda? Nie pomyliłam się? zdobyłam się na odwagę.

Mirek się otworzył:

Wioletta, nie mam domu. Mogę z tobą zamieszkać? Z Aliną już wszystko jasne. Wychodzi za mąż.

Mirek, mam dziecko. jeżeli je przyjmiesz, będziemy dobrą rodziną musiałam odkryć wszystkie karty.

Dziecko to nie problem. Już je kocham spojrzał mi prosto w oczy i wtedy poczułam się jak śnieżynka topniejąca w wełnianej rękawicy.

…Od tego czasu minęło już wiele lat. Z Mirkem mamy dwójkę wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć ciepły dom. Janek, syn Mirka, często odwiedza nas ze swoją rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Choć prawdę mówiąc, żadnego ślubu nie było po prostu kiedyś, młoda i naiwna, zaufałam niewłaściwemu chłopakowi. Obarczał mnie obietnicami o wiecznej miłości i rozwodził się nad naszą przyszłością, ale piosenka nigdy nie zabrzmiała tak, jak bym chciała. Nie żałuję jednak niczego.

A co z Aliną? Wychodziła za mąż jeszcze parę razy i miała syna z jakimś pracownikiem delegowanym. Ten chłopak przez całe życie miał problemy psychiczne. Alina nigdy nie troszczyła się o niego, nie czuła do niego żadnej miłości, była zimna dla własnego dziecka. Wyrastał na odludziu, nie przeszkadzając matce. Gdy Alina odeszła z tego świata, chłopca oddano do domu opieki.

…My z Mirkem jesteśmy już starzy, ale kochamy się mocniej niż za młodu. Idziemy przez życie razem, ceniąc każdy dzień, każde spojrzenie, każdy oddech.

Idź do oryginalnego materiału