Przez wiele lat milczałam i znosiłam zachowanie mojej mamy. Jednak pewne wydarzenie odwróciło bieg mojego życia

polregion.pl 12 godzin temu

Gdy miałam siedemnaście lat, mój tata zniknął z naszego życia. Mama harowała jak mrówka, w dwóch miejscach, a pensja była skromna jak resztki pierogów po Wigilii. Oszczędzaliśmy na wszystkim choćby papier toaletowy używaliśmy z respektem, a owoce i słodycze pojawiały się na stole tylko w okolicach Bożego Narodzenia. Nigdy nie miałam odwagi prosić mamę o nową bluzę czy choćby czekoladę zarobki same musiałam sobie organizować. Mam młodszą siostrę, i razem z mama kombinowałyśmy, jak nie dopuścić, żeby czuła się gorsza od koleżanek.
Myślałam, iż odejście ojca to koniec naszych problemów, ale los uznał, iż mamy za lekko. Mama wylądowała w szpitalu udar, i od tamtej pory jej nogi zapomniały, jak się chodzi. Dostała rentę inwalidzką, coś tam z ZUS-u, ale to raptem na kilkanaście paczek pierogów miesięcznie. Ciężko było, ale wciskałam sobie w głowę, iż kiedyś będzie lepiej.
Studia musiałam zawiesić, zostałam jedynym żywicielem rodziny. Opieka nad chorą mamą i siostrą była jak maraton na kręconych schodach. Pomoc oferowali mi znajomi, ale uparcie odmawiałam mama przed udarem była jak anioł, ale po udarze z anioła została tylko aureola. Narzekała na swój los, potem na mnie, potem na siostrę. Gotowałyśmy źle, sprzątałyśmy niedokładnie, a rachunek w Biedronce zawsze był za wysoki.
Starałam się ignorować jej jazdy. W końcu chora osoba, mogłam zrozumieć. Ale bolało jak rozlany barszcz na obrusie robiłam dla niej wszystko, a wdzięczność była mniej widoczna niż czyste okno po zimie. Znajomi namawiali mnie, żebym wynajęła pielęgniarkę, zmieniła robotę mogłam zarobić więcej, ale jak tu zostawić mamę pod opieką obcej pani z Krakowa? Mama ma dwie córki, nie mogłam się wycofać jak pospolite ruszenie.
Powoli narzekań było coraz więcej, potrafiła zganić nas za zakup jednego jogurtu chociaż oszczędzałyśmy jak skąpy szef kuchni.
Przez długi czas cicho znosiłam jej wyrzuty, aż pewnego dnia los zagrał mi na nosie. Złapałam solidną infekcję głowa bolała jak po zbyt intensywnym weselu, gorączka, kaszel, ogólnie dramat. Nie spałam całą noc, a rano uznałam, iż to czas na lekarza. Siostra zauważyła mój stan, przygotowała się do szkoły, przytuliła mnie i powiedziała: Nie przeciągaj wizyty u lekarza!. A mama? Oczywiście uznała, iż to fanaberie. Młody organizm sam się wykaraska, a ona ma gorzej, potrzebuje więcej pieniędzy wydam wszystko na badania i konsultacje, a potem wyjdzie, iż to zwykła grypa. Oskarżyła mnie, iż nie dbam o nią i chcę, żeby skończyła w grobie.
Słuchałam tych rewelacji, płakałam po cichu, nie miałam już siły. Dla niej porzuciłam studia, zapłaciłam za to zdrowiem i życiem towarzyskim. W końcu wybuchłam powiedziałam jej wszystko, co leżało mi na sercu.
Lekarz stwierdził zapalenie płuc opcja z hospitalizacją, ale nie dla mnie. Nie mogłam zostawić siostry z mamą w domu. Kupiłam antybiotyki i wylądowałam u mojej koleżanki Moniki.
Monika wpuściła mnie od razu, narzekała, iż zamiast pod kołdrą, szlajam się po okolicy. Gadaliśmy długo, opowiedziałam jej o mamie i poprosiłam o pomoc w szukaniu pielęgniarki. Potrzebowałam też dachu nad głową nie mogłam już tam wrócić.
Monika zaproponowała, abym zamieszkała u niej, a w międzyczasie wróciła po niezbędne rzeczy. W domu czekała mama otwieram drzwi, a ona jak pani na rynku: krzyki, pretensje, żadne pytania o moje zdrowie. Nakarmiłam ją, poszłam odpocząć do swojego pokoju. Wiedziałam, iż już tu nie wrócę.
Monika gwałtownie ogarnęła wszystko znalazła pielęgniarkę i przyjęła mnie do siebie. Zmieniłam pracę, i od tamtej pory matki już nie odwiedzam. Może wygląda to na bezduszność, ale naprawdę zrobiłam wszystko, co mogłam. Nigdy nie usłyszałam choćby dziękuję. Czy warto było się starać? Chyba wszystko przede mną.
Co miesiąc przeznaczam pieniądze na rentę mamy i opłacenie pielęgniarki. Daję choćby więcej niż trzeba. Wiktoria, która opiekuje się mamą, mówi, iż coraz mniej nas pamięta przestała składać życzenia urodzinowe, mimo iż my jej składamy. Ale to już nie najważniejsze. Zmieniłam pracę i niedługo przeprowadzę się z siostrą do własnego mieszkania. Siostra wspiera mnie we wszystkim i mówi: Trzeba dbać o rodziców, ale nie wtedy, kiedy robią ci z życia szopkę.

Idź do oryginalnego materiału