17 listopada
Czasem myślę, iż niektóre historie są pisane tylko po to, by nauczyć nas odporności i wytrwałości. Gdy miałam siedemnaście lat, tata wyprowadził się z domu. Wtedy wydawało mi się, iż to najtrudniejsze, co mogło mi się przytrafić, ale prawdziwe kłopoty dopiero miały nadejść.
Mama pracowała w Warszawie na dwa etaty, często nocami w piekarni i rano w sklepie spożywczym. Nigdy nie miałyśmy dużo pieniędzy; każdy grosz liczył się podwójnie. Owoce i słodycze pojawiały się na naszym stole wyłącznie w Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Nigdy nie prosiłam mamy o nic, bo wiedziałam, ile wysiłku wkłada, byśmy miały dach nad głową. Moja młodsza siostra, Agnieszka, była wtedy jeszcze dzieckiem. Starałyśmy się wspólnie dbać o nią, żeby nie czuła się inna od rówieśników w szkole.
Później los znów nam dokopał. Mama dostała udaru i trafiła do szpitala. Lekarze w klinice na Bielanach nie dawali nadziei na pełną sprawność. Od tamtej pory nie mogła chodzić, dostała rentę, ale te kilkaset złotych miesięcznie starczało tylko na konieczne zakupy. Cała opieka nad domem i rodziną spoczęła na mnie. Wierzyłam jednak, iż kiedyś jeszcze się uśmiechniemy.
Musiałam przerwać studia na Uniwersytecie Warszawskim byłam jedyną osobą, która mogła zarobić na utrzymanie rodziny. Ciężko było godzić opiekę nad chorą mamą i siostrą z pracą w kawiarni. Czasem znajomi podpowiadali, by zatrudnić pielęgniarkę, ale zawsze odmawiałam. Mama, zanim zachorowała, była ciepłą osobą rozmowną i zawsze wspierającą. Po udarze stała się człowiekiem gorzkim.
Zaczęła narzekać na swoje życie, na mnie, na Agnieszkę. Uważała, iż źle gotujemy, nie sprzątamy porządnie, wydajemy za dużo pieniędzy, choć liczyłam każdy grosz.
Starałam się ignorować jej wyrzuty, bo wiedziałam, iż choroba zmienia ludzi. Bolało mnie jednak to, iż nie docenia mojej pracy. Znajomi namawiali mnie, żeby zatrudnić pielęgniarkę i poszukać pracy za lepsze pieniądze, tam, gdzie mogłabym zarobić więcej może w hotelu. Ale wtedy musiałabym zostawić mamę samą z obcą osobą. Nie wyobrażałam sobie tego.
Mama coraz częściej krytykowała każdą decyzję, choćby wyjście po chleb czy nabiał było niepotrzebnym wydatkiem. Milczałam, trzymałam się, ale pewnego dnia wszystko się zmieniło.
Zachorowałam. Gorączka, kaszel, ból głowy czułam się naprawdę źle. Nie spałam całą noc. Rano zamierzałam pójść do przychodni. Agnieszka, widząc mój stan, spakowała się do szkoły i poprosiła, żebym nie lekceważyła objawów. Mama jak zwykle powiedziała, iż nie potrzebuję lekarza sama wyzdrowieję, jestem młoda. „Masz mnie na utrzymaniu, powinnam mieć priorytet, a ty wydasz wszystkie pieniądze na swoje leczenie!” krzyczała, oskarżając mnie, iż nie dbam o nią i iż chcę, żeby odeszła.
Nie mogłam tego słuchać płakałam w milczeniu, kompletnie wyczerpana. Zrezygnowałam dla niej ze studiów, opiekuję się domem, pracuję, robię wszystko co mogę, a ona tego nie zauważa. Zmęczenie sprawiło, iż w końcu wybuchłam. Powiedziałam jej, co naprawdę o tym sądzę.
Okazało się, iż mam zapalenie płuc. Lekarz nalegał na pobyt w szpitalu, ale wiedziałam, iż nie mogę zostawić Agnieszki samej z mamą. Kupiłam leki i pojechałam do mojej przyjaciółki Moniki.
Monika przyjęła mnie do swojego mieszkania na Ursynowie, narzekała, iż powinnam odpoczywać, a nie biegać po mieście w takim stanie. Wygadałam jej się, wyjaśniłam całą sytuację. Poprosiłam o pomoc potrzebowałam pielęgniarki dla mamy i miejsca do mieszkania. Po prostu nie miałam siły wracać do domu.
Monika zaproponowała, żebym zamieszkała u niej i wróciła po swoje rzeczy. W domu mama zaczęła krzyczeć zaraz po wejściu ani słowa o moim zdrowiu, znowu tylko liczyła wydatki. Nakarmiłam ją, poszłam do swojego pokoju, podjęłam decyzję: już tu nie wrócę.
Monika gwałtownie zorganizowała pielęgniarkę Wiktorię i pozwoliła mi zostać u siebie. Znalazłam nową, lepiej płatną pracę w biurze przy Alejach Jerozolimskich. Przestałam odwiedzać mamę. Może brzmię okrutnie, ale zrobiłam dla niej wszystko. Nigdy nie usłyszałam słowa „dziękuję”. Czy było warto? Wciąż mam przed sobą przyszłość.
Co miesiąc przeznaczam część wypłaty ponad 1 000 zł na opiekę matki i wynagrodzenie pielęgniarki. choćby więcej niż potrzeba. Wiktoria mówi, iż mama coraz mniej nas pamięta nie składa życzeń na urodziny, choć my pamiętamy o niej. To nie jest już najważniejsze. Zmieniam pracę, niedługo wyprowadzam się od Moniki. Razem z Agnieszką planujemy wynająć mieszkanie na Mokotowie. Moja siostra wspiera mnie i mówi: Trzeba dbać o rodziców, ale nie wtedy, kiedy oni powoli odbierają ci życie.
Długo żyłam, próbując być dla matki wszystkim. Teraz zaczynam żyć dla siebie może pierwszy raz w życiu.












