Dziennik, Warszawa, 7 czerwca
Gdy miałem siedemnaście lat, mój ojciec odszedł na zawsze. Mama pracowała ponad siły chodziła do dwóch prac, a mimo to przynoszone do domu pieniądze ledwo wystarczały nam na życie. Oszczędzałem na każdym kroku. W naszej rodzinie owoce czy polskie słodycze pojawiały się wyłącznie w Boże Narodzenie lub Wielkanoc. Nigdy nie miałem śmiałości poprosić mamę o cokolwiek. Starałem się sam zarobić na swoje potrzeby, nie chcąc jej dodatkowo obciążać. Mam młodszą siostrę, Martę. Z mamą robiliśmy wszystko, by nie czuła się gorsza od rówieśników.
Śmierć ojca nie zakończyła naszych trosk. Jakiś czas później mama trafiła do szpitala z powodu udaru mózgu. Od tamtej pory nie była w stanie poruszać się samodzielnie. Otrzymała rentę inwalidzką, niestety te pieniądze choć wpadały co miesiąc na konto nie wystarczały na nasze potrzeby. Nie było łatwo, ale wmawiałem sobie, iż kiedyś wszystko się odmieni.
Musiałem przerwać studia na Uniwersytecie Warszawskim stałem się jedynym żywicielem naszej rodziny. Opieka nad chorą mamą i młodszą siostrą była niezwykle wyczerpująca. Wielu znajomych chciało mi pomagać, ale odwdzięczałem się uprzejmą, ale stanowczą odmową. Przed chorobą mama była serdeczna i szczera po udarze jej charakter się zmienił.
Z początku narzekała na swój los, potem zaczęły się pretensje do nas: do Marty, do mnie. To, iż źle gotujemy, za mało sprzątamy, lub iż wydajemy za dużo złotych na własne potrzeby. Próbowałem nie brać sobie do serca jej gorzkich słów wiem, iż choroba czyni człowieka rozgoryczonym. Mimo to bolało mnie takie traktowanie. Robiłem co mogłem, poświęcałem czas i siły, a ona nie potrafiła dostrzec starań. Znajomi sugerowali, abym zatrudnił pielęgniarkę dla mamy i zmienił pracę na lepiej płatną. Miałem okazję podjąć pracę w Krakowie, zarobić więcej, ale wyjazd oznaczałby zostawienie Marty i mamy bez opieki. Nie potrafiłem tego zrobić przecież mama ma syna, córkę, a miałaby być pod opieką obcej osoby?
Matka coraz częściej wytykała nam wydatki, krytykowała za każdą złotówkę wydaną na cokolwiek. Mimo oszczędności na wszystkim jej narzekania przybierały na sile.
Długo milczałem. Niemal święta cierpliwość i upór, by nie podnosić głosu. Ale pewnego dnia wszystko runęło. Zachorowałem ból głowy, gorączka, kaszel trzymały mnie całą noc. Rano postanowiłem pójść do lekarza. Marta zauważyła moją słabość, przytuliła mnie, poprosiła, bym nie zwlekał z wizytą u lekarza. Mama, jak zwykle, uznała, iż młody organizm sobie poradzi, leczenie to fanaberia, a ona jest w gorszej sytuacji i potrzebuje więcej pieniędzy. Powiedziała, iż wydam wszystkie złote na badania, zamiast zadbać o rodzinę. Zarzuciła mi, iż nie dbam o nią, iż życzy mi śmierci.
Słuchałem tego w ciszy, płakałem bezgłośnie. Byłem wyczerpany rzuciłem studia, pracowałem ponad siły dla mamy i Marty, choć mogłem żyć inaczej. W końcu wybuchłem powiedziałem wszystko, co leżało mi na sercu o jej zachowaniu.
Lekarz potwierdził zapalenie płuc. Zalecił hospitalizację, ale nie mogłem zostawić siostry i mamy same. Kupiłem leki za odkładane złote i pojechałem do mojej przyjaciółki, Moniki.
Monika przyjęła mnie do siebie. Zbeształa troskliwie, iż zamiast leżeć, chodzę po okolicy. Porozmawialiśmy długo. Opowiedziałem jej o mamie, poprosiłem o pomoc w znalezieniu pielęgniarki, a także o tym, iż potrzebuję nowego miejsca do życia. Monika zaproponowała, abym zamieszkał u niej, przynajmniej na czas choroby. Wręczyła mi klucze i kazała zabrać z domu najpotrzebniejsze rzeczy.
W domu czekała na mnie matka krzyczała już od wejścia. Nie zapytała jak się czuję, tylko sprawdzała wydatki. Nakarmiłem ją, schowałem leki i poszedłem odpocząć do swojego pokoju. Wiedziałem, iż to ostatnia noc w tym domu.
Monika gwałtownie spełniła obietnice znalazła pielęgniarkę, pozwoliła mi zostać u siebie. Przeprowadziłem się, zmieniłem pracę, przestałem odwiedzać matkę. Może wydaje się komuś, iż odciąłem się, ale naprawdę zrobiłem wszystko. Nigdy nie otrzymałem choćby prostego „dziękuję”. Czy było warto? Moje życie dopiero się zaczyna.
Co miesiąc przelewam pieniądze na potrzeby mamy i opłacam pielęgniarkę, Wiktorię choćby więcej niż muszę. Wiktoria mówi, iż mama coraz rzadziej nas pamięta, nie składa już życzeń urodzinowych. My z Martą zawsze pamiętamy o niej, choć dla niej nie jest to już ważne. Najważniejsze, iż mogłem wrócić do normalności niedługo wynajmę mieszkanie razem z Martą. Siostra wspiera mnie i powtarza: Rodziców trzeba szanować, ale nie wolno dać się zniszczyć.
Dziś wiem, iż trzeba dbać o siebie i własne granice, choćby jeżeli oznacza to trudne wybory wobec najbliższych.












