Helena pochodziła z małego polskiego miasteczka. To właśnie tam strzały Amora trafiły ją prosto w serce. Zakochała się w Aleksandrze, a on odwzajemnił jej uczucie. Postanowili więc, iż wyjadą ze swojej rodzinnej miejscowości. Rodzicom powiedzieli, iż jadą do Warszawy, żeby zarobić na wesele. Faktycznie pojechali tam do pracy, ale z czasem zdecydowali, iż nie wydadzą pieniędzy na tradycyjne ślubne uroczystości.
Mieli już dość warszawskiej młodzieży, która przychodzi na własne wesela w trampkach i dżinsach, jako prezent życzy sobie tylko pieniędzy, zamiast hucznego przyjęcia organizuje bufet, a czasem choćby ogranicza się do spotkania online, zaś zebrane pieniądze przeznacza potem na spłatę kredytu hipotecznego.
Tak zrobiła Helena i Aleksander. Jednak ich mamy, gdy wróciły do rodzinnych stron, zorganizowały im skromne przyjęcie. W Warszawie nie mieli prawie nikogo znajomego. Opowiadam o tym, żebyście mogli wyobrazić sobie charakter tej pary…
Od ślubu minęło już pięć lat. Zdecydowali, iż z dziećmi się wstrzymają, bo najpierw muszą razem spłacać kredyt hipoteczny, który wzięli na mieszkanie. Mama Heleny była bardzo energiczna, wychowywała córkę samotnie, i przy każdej rozmowie telefonicznej nie zapominała przypomnieć, iż jest całkowicie gotowa na wnuki. Helena jednak wiedziała, iż gdyby zamieszkali z jej mamą, bardzo gwałtownie by się rozeszli. Nie było żadnej presji, więc żyli spokojnie, nie śpieszno im było do dzieci.
Z czasem Helena zaczęła mieć pretensje do męża, które wcześniej potrafiła zignorować. Zadzwoniła do mnie:
On rozmawia przez telefon z innymi godzinami, a ze mną tylko „cześć” i „do widzenia”… Kiedy wraca z pracy, pogadacie dłużej. Ja po pracy chcę obejrzeć spokojny film o miłości, a on woli swoje horrory. Ile macie telewizorów? Przecież dzisiaj można film obejrzeć na komputerze ze słuchawkami. Ale przecież nie o to chodzi w rodzinie żeby siedzieć obok, a każdy myśli o czymś innym. Właśnie o tym mówię! Wydaje mi się, iż Aleksander mnie nie rozumie! To bardzo oryginalna pretensja. Dlaczego się śmiejesz? Dobrze, nie będę. Heleno, kiedy razem czujecie się szczęśliwi? na urlopie albo gdy mamy gości… wtedy jest taki troskliwy…
Rozmowa z Heleną trwała prawie godzinę. Opowiedziała mi, jak się poznali, jak zazdrościły jej inne dziewczyny. Zrozumiałem, iż problem w tym, iż Helena ma niespełnioną potrzebę pokazania się innym; a w Warszawie nie miała komu się chwalić. To był pierwszy problem, a drugi…
Helono, jak wyobrażasz sobie idealne małżeństwo? Oczywiście z dziećmi. O dzieciach zawsze się mówi, a jednak po ich pojawieniu się wiele małżeństw się rozpada… Mój mąż powinien się interesować moim nastrojem, pytać co u mnie w pracy… Powinien oceniać mój strój i chwalić moją kuchnię… Nie docenia tego w ogóle? Mówi, iż dobre, ale mnie to nie wystarcza. Powiedz dokładniej… Wraca do domu, podajesz mu obiad na przykład ziemniaki z kotletem i co? Zaczyna się uśmiechać i pociera ręce. Przecież to też jest komplement! Przypuszczam, iż byłoby ci gorzej, gdyby odsunął talerz i powiedział z niesmakiem, iż nie ma ochoty jeść…
Helena milczała mam wrażenie, iż nie do końca rozumiała istotę swoich pretensji. Wciąż jednak była rozżalona wobec męża. Wiedziałem już, skąd to się bierze. Aby potwierdzić przypuszczenia, zapytałem ją o relację z mamą.
Dowiedziałem się, iż jej mama była bardzo uczuciowa. Zawsze zasypywała Helenę pytaniami, wspierała ją, gdy było ciężko, zapewniając, iż wszystko się ułoży.
Często twierdzi się, iż wybieramy na partnerów osoby podobne do naszych rodziców, albo szukamy kogoś, kto da nam dużo ciepła. Helena nie miała ojca, przez co choćby nie podejrzewała, iż nie wszyscy potrafią tak emocjonalnie wyrażać uczucia.
Powiedziałem wtedy Helenie, iż przez pięć lat była w związku z własną mamą i oczekiwała od Aleksandra, iż będzie zachowywał się identycznie. Na początku była zdziwiona, ale po chwili przyznała mi rację.
To jak się „rozwodzę” z moją mamą? To proste. Za każdym razem, gdy poczujesz żal, wyobraź sobie, iż Aleksander nie ma z tym nic wspólnego; to twoja opiekuńcza mama jest obok, a on nie może jej przebić w okazywaniu uczuć! I to wszystko? Tylko tyle! Zobaczysz, iż żal zniknie sam…
W życiu często oczekujemy od bliskich, by byli kopią tych, którzy dali nam najwięcej czułości. Jednak prawdziwe szczęście pojawia się wtedy, gdy zaczynamy dostrzegać innych takimi, jacy naprawdę są, a nie jakimi chcielibyśmy ich widzieć. To właśnie wtedy nasze relacje stają się głębsze, a pretensje bez znaczenia.







