Przez pięć lat Helena myślała, iż układa jej się w małżeństwie, ale tak naprawdę oczekiwała od męża …

polregion.pl 3 dni temu

10 lutego

Czasem człowiek myśli, iż dobrze zna swoją żonę, a jednak po latach okazuje się, iż nie wszystko wygląda tak, jak się zdawało. Moja żona, Jagoda, pochodziła z niewielkiego miasteczka na Lubelszczyźnie, gdzie poznaliśmy się na wiejskiej zabawie. Oboje poczuliśmy, iż jesteśmy sobie przeznaczeni miłość od pierwszego wejrzenia. Chwilę potem postanowiliśmy rzucić wszystko i ruszyć razem do Warszawy, pod pretekstem odkładania na ślub.

Rodzicom powiedzieliśmy, iż musimy zarobić na wesele. I rzeczywiście coś tam udało się odłożyć, ale doszliśmy do wniosku, iż zrobimy wszystko po swojemu bez hucznej imprezy, tylko szybki ślub w urzędzie, w trampkach i dżinsach. Prezenty wyłącznie w gotówce każdy się dostosował i żadnego wesela, tylko skromny szwedzki stół przy wynajętym mieszkaniu. Cała uzbierana gotówka, zamiast na hulankę, poszła od razu na pokrycie rat kredytowych za nowe mieszkanie. Dla naszych mam zabrakło jednak takiej beztroski i kiedy tylko przyjechaliśmy do rodzinnych stron, zorganizowały nam mały rodzinny obiad przy pierogach i kompotach.

Od tego dnia minęło już pięć lat. Dzieci wciąż w planach, rata kredytu się nie zmniejsza, a z tych ślubnych prezentów nie wystarczyło na długo. Matka Jagody, Zofia, zadziorna i energiczna kobieta, wychowała ją samotnie. Zofia potrafiła dzwonić do nas choćby codziennie, za każdym razem przekonując Jagodę, iż wnuki są już niezbędne, ale Jagoda nie była jeszcze gotowa i nigdy nic jej nie poganiało.

Wszystko strosko się zaczęło komplikować, gdy Jagodzie zaczęło przeszkadzać to, co wcześniej była w stanie przemilczeć. Pewnej niedzieli zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka z czasów studiów, żeby się wygadać ale usłyszałem w słuchawce narastającą frustrację:

On ze mną rozmawia tak krótko, a potem godzinami plotkuje z kolegą przez telefon…
Może po pracy będziecie mieli chwilę na pogaduchę?
On po robocie tylko horrory na Netflixie, a ja chciałabym obejrzeć jakiś romans do herbaty
To ile macie telewizorów? Albo może tablet i słuchawki?
Przecież to nie jest wspólne życie, kiedy on patrzy w ekran, a ja w ścianę

No właśnie. Coś mi to zaczęło przypominać

Nasza rozmowa przeciągnęła się niemal do kolacji. Jagoda opowiadała mi, jak wszyscy jej zazdrościli, gdy się poznaliśmy, jakie czuła szczęście i dumę. Ale z tego co mówiła, wynikało, iż jej ukrytym problemem była potrzeba bycia podziwianą po prostu uwielbiała prezentować przy wszystkich swoje szczęście.

Zapytałem ją więc:
Jak wyobrażasz sobie idealne małżeństwo?
No oczywiście z dwójką dzieci, najlepiej chłop Paktofonikę, dziewczynka disco polo! żartowała. A na poważnie chciałabym, żeby mąż zawsze pytał o mój dzień, komplementował strój, zauważał co ugotowałam
Ale czy Łukasz tego nie robi?
No czasem powie, iż dobre, ale dla mnie to trochę za mało. Chciałabym, żeby umiał docenić każdą rzecz, a nie tylko mówił smaczne.

Zapytałem o ich codzienność. Jagoda milczała. W końcu wydukała, iż jak podaje mu kolację i stawia talerz z kotletami i ziemniakami przed nosem, to Łukasz szeroko się uśmiecha i z zadowoleniem mlaszcze.
No ale to rodzaj komplementu powiedziałem jej. Przecież gdyby odsunął ten talerz albo choćby nie spojrzał, byłoby gorzej.

Jagoda zamyśliła się, wyraźnie nie pojmując do końca sensu własnych żali.

Zaciekawiła mnie jeszcze relacja z matką. Okazało się, iż matka wszędzie doradzała, wszystko kontrolowała, a przy okazji, gdy coś nie szło po myśli, przytulała i zapewniała, iż wszystko się ułoży. Brak ojca sprawił, iż Jagoda nie nauczyła się, iż mężczyźni mogą mieć inny sposób okazywania uczuć niż mamy.

Powiedziałem jej, iż być może od pięciu lat jest żoną swojej mamy, a dopiero później Łukasza, bo cały czas czeka na matczyny styl czułości. Najpierw była zaskoczona, a potem zaczęła się śmiać i przyznała mi rację.

Na koniec spytała:
I jak tu rozwieść się z mamą?
Odpowiedziałem:
To proste. Za każdym razem, gdy poczujesz pretensję, wyobraź sobie, iż to nie Łukasz, tylko twoja troskliwa mama stoi obok ciebie. Bo on nie może z nią konkurować.

Po tej rozmowie poczułem, iż człowiek łatwo myli tęsknotę za bliskością z dzieciństwa z prawdziwą, dorosłą miłością. Teraz wiem, żeby nie oczekiwać od żony, iż zastąpi mi matkę i odwrotnie. Warto kochać ludzi za to, kim są, a nie za to, kogo przypominają.

Idź do oryginalnego materiału