Przez pięć lat Helena była przekonana, iż tworzy idealne małżeństwo, ale dopiero później zrozumiała,…

polregion.pl 12 godzin temu

Minęło już wiele lat, odkąd tamte wydarzenia rozgrywały się w naszym życiu, a teraz, patrząc wstecz, widzę wszystko w zupełnie innym świetle.

Helena wychowała się w niewielkiej miejscowości na Kujawach. Właśnie tam rozkwitła jej pierwsza wielka miłość do Janka. Byli nierozłączni od liceum, a gdy skończyli szkołę, postanowili porzucić rodzinne strony i razem ruszyli do Warszawy, tłumacząc rodzicom, iż muszą zarobić na ślub. Rzeczywiście, ciężko pracowali, zbierając każdą zarobioną złotówkę, ale gwałtownie doszli do wniosku, iż zamiast urządzać huczne wesele, wolą przeznaczyć pieniądze na wkład własny do wymarzonego mieszkania.

Zrobili tak, jak od kilku lat było w modzie: wzięli ślub skromny, w trampkach i dżinsach. Prezenty tylko w kopertach, a po ślubie zamiast biesiady szwedzki stół w wynajętej salce. Wszystko po to, by gwałtownie spłacić pierwszą ratę kredytu hipotecznego. niedługo jednak, podczas jednej z wizyt w rodzinnych stronach, matki obojga nie wytrzymały i zorganizowały im poczęstunek dla najbliższych.

Od tego ślubu minęło już pięć lat. Helena z Jankiem postanowili dać sobie czas przed powiększeniem rodziny kredyt był duży, a pieniądze z prezentów weselnych nie wystarczyły na wszystkie potrzeby. Matka Heleny, pani Bożena, była kobietą silną i stanowczą. Samotnie wychowywała córkę i przy każdej rozmowie telefonicznej nie omieszkała dopytać, kiedy doczeka się wnuków. Jednak Helena jeszcze nie czuła się gotowa nie było presji czasu, więc oboje z Jankiem odkładali decyzję o dzieciach na później.

Wtedy zaczęło się coś zmieniać. Helena coraz częściej wytykała Jankowi rzeczy, na które wcześniej nie zwracała większej uwagi albo potrafiła im nie nadawać znaczenia. Pewnego razu zadzwoniła do mnie i zaczęła narzekać:

Janko potrafi godzinami rozmawiać przez telefon z kolegami, a ze mną tylko cześć, dobranoc i koniec
Może po powrocie z pracy znajdziecie więcej czasu w rozmowę? podsunęłam jej delikatnie.
Ale potem ja chcę obejrzeć jakąś romantyczną komedię, a on od razu włącza jakieś grozy żaliła się.
Ile macie telewizorów? Przecież każdy może obejrzeć to, na co ma ochotę, choćby na komputerze z słuchawkami. Chociaż prawdę mówiąc, to nie jest rodzinne życie, jeżeli siedzicie obok siebie, ale wasze głowy skierowane są w inne strony…

Helena przyznała mi rację:
Też tak myślę! Wydaje mi się, iż Janko kompletnie mnie nie rozumie!
Skąd taki wniosek?
Bo przy innych jest rozgadany, dowcipny, a ze mną taki zwyczajny. na urlopie czy z gośćmi jest zupełnie inny wtedy go podziwiam.

Nasza rozmowa trwała prawie całą godzinę. Helena wspominała czasy liceum, jak się poznali, ile jej koleżanki jej zazdrościły. Uświadomiłam sobie wtedy, iż w jej życiu brakowało jej czegoś bardzo kobiecego: ciągłej adoracji, możliwości popisywania się swoim szczęściem przed innymi. To była jedna z przyczyn jej niezadowolenia. Druga leżała głębiej

Heleno, jak według ciebie powinno wyglądać idealne małżeństwo?
Muszą być dzieci odparła bez namysłu.
To zwyczajowa odpowiedź, ale przecież dzieci nie zawsze scalają związek O co jeszcze chodzi?
Mąż powinien się interesować moim samopoczuciem, chwalić mnie, cenić każdy mój trud w pracy, w domu. Doceniać moje gotowanie, moje starania
A czy Janko tego nie robi?
Mówi, iż mu smakuje, ale dla mnie to za mało.
Wyobraź sobie sytuację: wraca do domu, stawiasz przed nim talerz ziemniaków z kotletem, a on zaczyna się cieszyć i pociera ręce
I co z tego? Helena była zrezygnowana.
Przecież to też wyraz uznania! Przecież nie chcesz, żeby odsuwał talerz i marudził

Helena zamilkła. Słyszałam jej niepewność po drugiej stronie słuchawki. Wciąż jednak miała żal do Janka, choć chyba choćby nie potrafiła do końca sama siebie zrozumieć. Zaczęłam dopytywać o jej relacje z mamą Bożeną.

Dowiedziałam się, iż matka była bardzo emocjonalna potrafiła męczyć ją pytaniami, komentować każdy drobiazg, ale przy problemach zawsze wspierała i powtarzała, iż wszystko się ułoży. Wielu ludzi mówi, iż wybieramy partnerów podobnych do rodziców, pragnąc bezwarunkowej miłości. Helena nigdy nie poznała ojca, więc nie wiedziała, iż nie każdy mężczyzna potrafi wyrażać uczucia tak otwarcie, jak matka.

Wtedy powiedziałam jej, iż jej oczekiwania wobec Janka bardziej przypominają oczekiwania wobec mamy to, czego domaga się od niego, to właśnie ta matczyna czułość, atencja, nieustanne wspieranie. Najpierw była zdziwiona, ale po chwili zastanowienia skinęła głową.

I co teraz powinnam zrobić? Jak rozwieść się z własną mamą? spytała z nutą humoru.
To proste, Heleno. Za każdym razem, gdy pojawiają się pretensje, wyobrażaj sobie, iż Janko nie ma z tym nic wspólnego, bo cały czas oczekujesz od niego matczynej troski, do której przywykłaś. On nie może z nią konkurować!
To jest właśnie to!
Tak, reszta sama się wyciszy.

Takie właśnie rzeczy się wtedy działy. Dziś, po latach, wiem, iż nasze szczęście nie polega na tym, by partner był wszystkim naraz. Czasem wystarczy zrozumieć swoje dzieciństwo, by być szczęśliwym tu i teraz.

Idź do oryginalnego materiału