Dziś znowu dużo myślałam o swoim małżeństwie. Czasami aż trudno uwierzyć, iż to już pięć lat, odkąd razem z Pawłem opuściliśmy nasze rodzinne Puławy i wyruszyliśmy do Warszawy. Wtedy byłam tak zakochana Zresztą Pawła pokochałam od pierwszego wejrzenia, a on mnie też. Tak bardzo chcieliśmy się wyrwać z tego naszego miasteczka, iż rodzicom powiedzieliśmy, iż jedziemy do stolicy zarobić pieniądze na ślub. I rzeczywiście, na początku każdy grosz odkładaliśmy. Ale potem, kiedy nadszedł czas decyzji, uznaliśmy, iż szkoda wydawać tysiące złotych na wystawne wesele.
Zrobiliśmy wszystko tak, jak teraz robią młodzi skromny ślub w trampekach i dżinsach, zamiast tradycyjnego wesela bufet, a w ramach prezentów tylko koperty z pieniędzmi. Wszystko, co dostaliśmy, od razu poszło na spłatę kredytu mieszkaniowego. Oczywiście nasze mamy i tak nie odpuściły gdy przyjechaliśmy później do Puław, zrobiły nam małe przyjęcie rodzinne, choćby trochę w starym stylu.
Od ślubu minęło pięć lat. Żadnych dzieci obiecałam sobie, iż zaczekam, aż poczuję się gotowa. Kredyt hipoteczny ciągle do spłaty, więc rozum mówi stop, serce czasem coś innego podpowiada. Moja mama zawsze była twarda sama mnie wychowywała po tym, jak tata odszedł. Przed każdą rozmową przez telefon przypomina mi, iż marzy o wnukach. Ja jednak wciąż nie chcę się spieszyć.
Ostatnio zauważyłam, iż coraz częściej mam do Pawła pretensje o drobiazgi, na które dawniej choćby nie zwracałam uwagi. Może to przez to, iż mama wciąż naciska na dzieci, albo przez monotonię życia w Warszawie Zadzwoniłam ostatnio do swojej przyjaciółki, Anity, i opowiedziałam jej o wszystkim. Powiedziałam, iż Paweł mnóstwo czasu spędza na rozmowach z kolegami, a ze mną wymienia tylko krótkie „cześć” i „na razie”. Zamiast obejrzeć ze mną wieczorem jakiś film o miłości, woli kolejny thriller. No i ten komputer każdy z nas przed własnym ekranem Czy to w ogóle można nazwać wspólnym życiem?
Anita starała się mnie pocieszyć: „Jak on wraca z pracy, na pewno możecie jeszcze pogadać, znaleźć czas dla siebie”. Tylko iż ja po pracy marzę o czymś lekkim i wspólnym, a on wybiera rzeczy, które mnie nie interesują. Podobno dziś można oglądać filmy w słuchawkach, na własnym laptopie, ale przecież nie o to chodzi
Wiesz, Helenko powiedziała Anita kiedy najlepiej się z Pawłem dogadujecie?
Zastanowiłam się chwilę i odrzekłam: „Na wakacjach albo gdy mamy gości. Wtedy Paweł jest cudowny, taki czuły, spełnia moje prośby, chętnie wszystko razem organizuje”
Rozmawiałyśmy ponad godzinę opowiedziałam jej jeszcze raz, jak się poznaliśmy, jak koleżanki mi zazdrościły, jakie miałam wtedy poczucie szczęścia. I dopiero wtedy Anita zauważyła, iż chyba mam w sobie nieodpartą potrzebę pochwalenia się swoim szczęściem. Może coś w tym jest. No i pozostało coś Sama nie wiem co.
Anita spytała:
Helenka, jak według ciebie wygląda idealne małżeństwo?
Oczywiście z dziećmi odpowiedziałam.
Ale przecież nie każdy związek trwa, gdy pojawią się dzieci Co jest dla Ciebie najważniejsze?
Chciałabym, żeby mąż troszczył się o mnie, pytał, jak było w pracy, interesował się moim nastrojem. Żeby mówił o moim gotowaniu, komplementował nową sukienkę
A Paweł tego nie robi?
Czasem powie, iż smaczne. Ale to nie to samo
Opowiedz dokładniej poprosiła Anita. Przykład?
Przygotuję mu kolację schabowego z ziemniakami, jego ulubione a on się tylko uśmiechnie, pokiwa głową, może powie, iż smakuje. Dla mnie to za mało.
Helenko, on się cieszy! Może to nie są wielkie słowa, ale okazuje tym szacunek do twojej pracy. No wyobraź sobie, gdyby coś skrzywił się i odsunął talerz bolałoby!
Zamilkłam. Faktycznie, kiedy tak myślę Moje pretensje nie mają chyba do końca sensu. Od czego ja tak naprawdę oczekuję więcej? Anita wtedy delikatnie spytała o moją mamę.
Wspominałam jej, iż mama zawsze była bardzo emocjonalna; lubiła kontrolować, pytać, czasem narzekać, ale kiedy coś szło nie tak od razu wspierała, pocieszała, dodawała otuchy.
Podobno często wybieramy na partnera kogoś podobnego do rodzica, no i szukamy miłości, która przypomina tę matczyną. Nigdy nie miałam ojca, więc nie wiem, jak to jest, gdy mężczyzna okazuje uczucia po swojemu. Może wymagam od Pawła, żeby był taki jak mama: czuły, wszechobecny, zatroskany
Anita nagle powiedziała: „Helenko, Ty chyba od pięciu lat próbujesz być żoną swojej mamy” Najpierw się oburzyłam, ale po chwili coś zaskoczyło. Może rzeczywiście tego próbuję i dlatego jestem rozczarowana?
Zapytałam: „No dobrze, to jak rozwieść się z własną mamą?” Roześmiałyśmy się obie.
Anita poradziła: „Za każdym razem, gdy poczujesz, iż narzekasz na Pawła, pomyśl, iż to nie do niego tylko znów oczekujesz, iż zachowa się jak kochająca mama. On taki nie będzie i nikt taki nie będzie!”
Jest w tym prawda. Może jeżeli pozwolę Pawłowi być sobą, ta dziwna frustracja zniknie. Spróbuję!






