Przez lata znosiłam i milczałam wobec zachowania mojej matki, aż pewnego dnia jedno wydarzenie wywróciło moje życie do góry nogami

newskey24.com 22 godzin temu

Miałem siedemnaście lat, kiedy mój ojciec odszedł z naszego życia. Mama pracowała wtedy na dwa etaty, ledwo zarabiając tyle, byśmy mogli przeżyć. Oszczędzaliśmy dosłownie na wszystkim, często wybieraliśmy tańsze produkty, rezygnowaliśmy z wielu rzeczy. Owoce i słodycze pojawiały się w domu tylko podczas świąt. Nigdy nie miałem odwagi prosić mamę o coś ekstra, wiedząc, ile kosztuje ją codzienność. Postanowiłem sam zarobić na swoje potrzeby, żeby nie obciążać jej jeszcze bardziej. Mam młodszą siostrę. Razem z mamą bardzo staraliśmy się, by nie czuła się gorsza od innych dzieci.
Niestety, śmierć ojca nie była końcem naszych problemów. Pewnego dnia mama trafiła do szpitala w Krakowie z udarem mózgu. Po tym wypadku nie była już w stanie chodzić. Otrzymała rentę inwalidzką, ale to ledwie wystarczało na podstawowe rzeczy. Nie było łatwo, ale próbowałem wierzyć, iż sytuacja kiedyś się poprawi.
Musiałem rzucić studia stałem się jedynym żywicielem rodziny. Ciężko było pogodzić pracę z opieką nad chorą mamą i siostrą. Wiele osób proponowało pomoc, ale konsekwentnie odmawiałem. Mama przed chorobą była bardzo ciepłą i szczerą osobą, ale po udarze zmieniła się drastycznie.
Najpierw narzekała na swój los, później krytykowała mnie i siostrę. Twierdziła, iż źle gotujemy, niewystarczająco sprzątamy albo wydajemy za dużo pieniędzy, mimo iż staraliśmy się oszczędzać jak to tylko możliwe.
Osobiście starałem się ignorować te słowa w końcu była ciężko chora, rozumiałem jej frustrację. Jednak jej zachowanie bolało mnie coraz bardziej. Dawałem z siebie wszystko, a ona nigdy nie doceniała moich wysiłków. Znajomi wielokrotnie namawiali mnie, by wynająć opiekunkę do mamy i znaleźć lepiej płatną pracę. Miałem możliwości, by zarabiać więcej, ale wiedziałem, iż nie mógłbym wtedy opiekować się mamą. Nie wyobrażałem sobie sytuacji, w której obca osoba zajmuje się mamą, skoro ma dwóch synów. Po prostu nie mogłem tego zrobić.
Z czasem skarg ze strony mamy przybywało. Wytykała nam każde zakupy, choćby gdy ograniczaliśmy się do minimum.
Przez długi czas milczałem i starałem się być cierpliwy. Ale pewne zdarzenie diametralnie zmieniło moje podejście do mamy.
Zachorowałem. Od kilku dni głowa bolała mnie niemiłosiernie, gorączka rosła, kaszel nie dawał spać. Całą noc przekręcałem się z boku na bok, a rano postanowiłem iść do lekarza. Moja siostra, Zuzanna, zauważyła w jakim stanie jestem. Przygotowała się do szkoły, przytuliła mnie i poprosiła, żebym nie zwlekał z wizytą u lekarza. Mama jednak, jak zwykle, powiedziała, iż młody organizm poradzi sobie z chorobą. Jej zdaniem, to ona ma poważniejsze problemy i potrzebuje więcej pieniędzy. Stwierdziła, iż wydam wszystkie oszczędności na badania i konsultacje, które pewnie zakończą się diagnozą zwykłej grypy. Zarzuciła mi bez skrupułów, iż nie dbam o nią i życzę jej śmierci.
Słuchałem tego w milczeniu i płakałem cicho. Naprawdę nie miałem już siły. Dla dobra mamy rzuciłem studia, podjąłem pracę, choć miałem inne możliwości. Byłem tak zmęczony, iż w końcu wybuchłem. Nakrzyczałem na mamę, powiedziałem jej wszystko, co czułem.
W badaniach wyszło zapalenie płuc. Lekarz bardzo nalegał, żebym został w szpitalu, ale wiedziałem, iż nie mogę zostawić mamy i siostry same. Kupiłem leki i pojechałem do domu mojej przyjaciółki.
Monika przyjęła mnie z otwartymi ramionami, skarciła, iż włóczę się po okolicy zamiast odpoczywać pod kołdrą. Długo rozmawialiśmy. Opowiedziałem jej o problemach z mamą, poprosiłem o pomoc przy poszukiwaniu pielęgniarki i miejsca do mieszkania. Nie mogłem już dłużej żyć w tym domu.
Monika zaproponowała, bym zamieszkał u niej i w tym czasie wrócił po niezbędne rzeczy.
W domu czekała na mnie mama, która zaczęła krzyczeć, gdy tylko przekroczyłem próg. Nie zapytała o moje zdrowie, tylko po raz kolejny obliczała wydatki. Nakarmiłem ją, a potem poszedłem odpocząć do swojego pokoju. Wiedziałem już, iż to ostatnia noc w tym domu.
Monika gwałtownie znalazła pielęgniarkę Wiktorię i pozwoliła mi zamieszkać u siebie. Zmieniłem pracę, przestałem odwiedzać mamę. Może wydaje się to okrutne, ale dałem z siebie wszystko. Nigdy nie usłyszałem żadnego dziękuję. Czy warto było się starać? Moje życie dopiero się zaczyna.
Co miesiąc wysyłam mamie środki na opłacenie pielęgniarki i na jej potrzeby choćby więcej niż potrzeba. Wiktoria mówi, iż z każdym dniem mama coraz mniej nas pamięta. Nie składa nam życzeń z okazji urodzin, chociaż my jej zawsze składamy. Ale to już nie jest najważniejsze. Udało mi się zmienić pracę, niedługo wyprowadzam się z mieszkania Moniki. Zuzanna wspiera mnie, razem zamierzamy wynająć własne mieszkanie. Powiedziała do mnie ostatnio: Rodziców trzeba szanować, ale nie wtedy, gdy oni powoli niszczą nasze życie.
Zrozumiałem, iż warto dbać o bliskich, ale trzeba też zadbać o siebie. I to dla mnie najważniejsza lekcja.

Idź do oryginalnego materiału