Strach, który towarzyszył jej od dzieciństwa
Aneta miała zaledwie 14 lat, kiedy straciła ojca. Mężczyzna zmarł w wieku 48 lat, pozostawiając nastoletnią córkę, która musiała nauczyć się żyć bez jednego z najważniejszych ludzi w swoim życiu. To doświadczenie na wiele lat wpłynęło na sposób, w jaki myślała o własnej przyszłości. Chociaż marzyła o macierzyństwie, towarzyszył jej lęk, iż pewnego dnia jej dziecko mogłoby przeżyć podobną tragedię. Nie chciała, aby ktoś, kogo pokocha najbardziej na świecie, musiał tak wcześnie zmierzyć się ze śmiercią rodzica. Kiedy miała 37 lat, pojawiło się podejrzenie raka skóry. Nie oznaczało to jeszcze potwierdzonej diagnozy nowotworu, ale samo zagrożenie wystarczyło, aby powróciły wspomnienia z dzieciństwa. Aneta zaczęła zastanawiać się, co stałoby się z jej dzieckiem, gdyby poważnie zachorowała i nie mogła być przy nim podczas dorastania. Wiedziała, jak bolesne jest przedwczesne pożegnanie z ojcem, dlatego obawiała się powtórzenia tej historii. Pragnienie zostania matką nie zniknęło, jednak przez długi czas trudno było jej uwolnić się od tych myśli.
- To był strach przed pozostawieniem kogoś, kogo kocham, z taką samą stratą, jakiej sama doświadczyłam - opowiada Aneta.
Z biegiem lat jej życie zaczęło się stabilizować. Wraz z mężem zajmowali się domem, spłacali kredyt i mierzyli z codziennymi obowiązkami. Aneta coraz częściej myślała o tym, iż nie chce dłużej odkładać decyzji o dziecku. Miała świadomość, iż z każdym kolejnym rokiem może być jej trudniej zajść w ciążę. W końcu, w wieku 38 lat, postanowiła rozpocząć starania. Wierzyła, iż niedługo ona i mąż będą mogli cieszyć się z narodzin upragnionego dziecka.
Diagnoza, która odebrała jej nadzieję
Mijały kolejne miesiące, ale Aneta nie zachodziła w ciążę. Początkowo starała się zachować spokój i nie zakładać najgorszego. Z czasem jednak oczekiwanie stawało się coraz trudniejsze. Każda następna nieudana próba oznaczała kolejne rozczarowanie, a pytania dotyczące przyczyn problemów pozostawały bez odpowiedzi. Po kilku latach bezskutecznych starań małżonkowie zostali skierowani do kliniki leczenia niepłodności, gdzie rozpoczęto diagnostykę. Wyniki nie przyniosły wiadomości, na którą czekali. Lekarze stwierdzili, iż jajniki Aneta nie pracują prawidłowo i rozpoznali u niej niepłodność. Podczas konsultacji usłyszała, iż jej szanse na zajście w ciążę mogą być bardzo niewielkie. Rozmawiano również o możliwości skorzystania z zapłodnienia pozaustrojowego, jednak kobieta dowiedziała się, iż choćby w przypadku uzyskania ciąży istnieje ryzyko jej utraty. Dla Anety, która przez kilka lat wyobrażała sobie moment narodzin dziecka, były to wyjątkowo trudne informacje.
- To było potwornie bolesne. Nie tylko dlatego, iż nie mogłam zajść w ciążę, ale też dlatego, iż odebrano mi nadzieję na coś, co było dla mnie bardzo ważne - wspomina.
Po wizycie w klinice przez kilka dni płakała. Nie potrafiła pogodzić się z tym, iż jej marzenia mogą nigdy się nie spełnić. Miała poczucie, iż zrobiła już wiele, aby zostać matką, ale jej organizm nie współpracuje z nią tak, jakby tego chciała. W końcu zdecydowała, iż przestanie podejmować kolejne próby. Dziś przypuszcza, iż była to przede wszystkim forma ochrony przed następnymi bolesnymi rozczarowaniami. Niedługo później pojawiły się kolejne problemy zdrowotne. Aneta zaczęła doświadczać znacznych zaburzeń miesiączkowania, naprzemiennych uderzeń gorąca i zimnych potów, bólów głowy, duszności oraz wahań nastroju. Po konsultacjach lekarskich zdiagnozowano u niej perimenopauzę, czyli okres poprzedzający menopauzę, w którym czynność jajników stopniowo się zmienia, a cykle miesiączkowe stają się nieregularne. Kobieta otrzymała leczenie łagodzące dolegliwości. Objawy i wcześniejsze rozpoznanie niepłodności jeszcze bardziej utwierdzały ją w przekonaniu, iż macierzyństwo może pozostać niespełnionym marzeniem. Przez około rok przyjmowała przepisane leki. Powoli próbowała przyzwyczaić się do myśli o przyszłości bez dziecka, choć przez cały czas nie potrafiła całkowicie pogodzić się z takim scenariuszem. Nie miała jednak świadomości, iż perimenopauza nie oznacza jeszcze całkowitego ustania owulacji i nie wyklucza naturalnego zajścia w ciążę. W jej przypadku nie było również pewności, czy wcześniejsza diagnoza oznacza trwałą niemożność poczęcia. Aneta zapamiętała przede wszystkim słowa lekarzy dotyczące bardzo małych szans na zostanie matką.
Rozmowa w Watykanie
Po szczególnie trudnym okresie Aneta i jej mąż zdecydowali się wyjechać na prywatną pielgrzymkę do Rzymu. Podróż miała dla nich znaczenie duchowe, ale była również okazją do oderwania się od codziennych problemów i wieloletnich niepowodzeń. Kobieta od dawna jest osobą wierzącą. W Watykanie spotkali polskiego księdza, z którym zaczęła rozmawiać o swoim pragnieniu posiadania dziecka. Duchowny opowiedział jej o wierze we wstawiennictwo nieżyjącego już papieża Jana Pawła II w sprawach związanych z macierzyństwem, o potrzebie modlitwy w tej kwestii i prośbę o cud. Dla Anety rozmowa stała się szczególnym wspomnieniem, do którego później wielokrotnie wracała. Małżonkowie wrócili z pielgrzymki do codziennych obowiązków. Aneta przez cały czas pozostawała pod opieką lekarza z powodu dolegliwości związanych z perimenopauzą. Nie prowadziła już intensywnych starań o dziecko i nie spodziewała się, iż w najbliższym czasie cokolwiek zmieni się w jej sytuacji. Około dwóch lat po podróży do Rzymu umówiła się na kolejną wizytę lekarską, ponieważ dotychczasowe leki nie przynosiły oczekiwanej ulgi. Miała wtedy 43 lata.
Dwie kreski, których zupełnie się nie spodziewała
Podczas wizyty Aneta powiedziała lekarce, iż od pewnego czasu jest wyjątkowo senna i zmęczona. Dolegliwości utrudniały jej codzienne funkcjonowanie, dlatego liczyła na zmianę dotychczasowych leków. Lekarka, zanim zdecydowała się przepisać silniejsze preparaty, zaproponowała wykonanie testu ciążowego. Chciała wykluczyć możliwość ciąży, która mogłaby tłumaczyć zgłaszane objawy. Aneta zgodziła się, chociaż choćby przez chwilę nie przypuszczała, jaki wynik za moment zobaczy. Kiedy lekarka pokazała jej test, widniały na nim dwie kreski. Aneta patrzyła na nie z niedowierzaniem. Po wszystkich wcześniejszych doświadczeniach nie potrafiła uwierzyć, iż rzeczywiście może spodziewać się dziecka. Jej pierwszą reakcją było przekonanie, iż doszło do pomyłki. Nie spodziewała się, iż zwykła wizyta, podczas której zamierzała jedynie porozmawiać o nasilających się dolegliwościach, przyniesie wiadomość, na którą kiedyś tak długo czekała.
- Moja pierwsza reakcja? Byłam pewna, iż to pomyłka. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Pamiętam, iż obie z panią doktor zaczęłyśmy płakać. To był moment pełen niedowierzania, wzruszenia i emocji, których nie potrafię opisać słowami. Nigdy nie zapomnę tego uczucia - opowiada Aneta.
Dodatni wynik testu wymagał jednak potwierdzenia. Lekarka wykonała badanie ultrasonograficzne, podczas którego okazało się, iż pacjentka jest już w trzecim miesiącu ciąży. Ta wiadomość była dla Anety kolejnym zaskoczeniem. Nie tylko spodziewała się dziecka, ale od wielu tygodni żyła zupełnie nieświadoma zmian zachodzących w jej organizmie. Wcześniejsze zmęczenie i senność, które przypisywała problemom hormonalnym, mogły być związane właśnie z ciążą. Ze względu na nieregularne miesiączki nie zauważyła również wyraźnego sygnału, który skłoniłby ją do wcześniejszego wykonania testu. Dopiero po badaniu zaczęła oswajać się z tym, co usłyszała. Wiedziała, iż w jej wieku zajście w ciążę jest trudniejsze niż u młodszych kobiet, a wcześniejsze problemy z funkcjonowaniem jajników dodatkowo zmniejszały jej szanse. Nie oznaczały jednak całkowitego wykluczenia owulacji. W okresie perimenopauzy może ona przez cały czas występować, choćby jeżeli miesiączki stają się bardzo nieregularne. Właśnie dlatego naturalne poczęcie pozostaje możliwe, choć nie zdarza się tak często jak we wcześniejszych latach życia. Dla Anety najważniejsze nie były jednak medyczne wyjaśnienia, ale świadomość, iż marzenie o dziecku zaczyna się spełniać. Wspominała rozmowy z lekarzami, wszystkie nieudane próby i moment, w którym postanowiła przestać się starać. Teraz musiała przygotować się na rzeczywistość, której od dawna nie brała już pod uwagę. Zamiast zastanawiać się nad kolejną zmianą leków, mogła zacząć myśleć o tym, jak będzie wyglądało jej życie jako matki. Wiadomość o ciąży przywołała również wspomnienie rozmowy z polskim księdzem. Aneta i jej mąż, dla których wiara odgrywała istotną rolę, odebrali narodziny nowej nadziei jako wydarzenie o szczególnym znaczeniu duchowym.
Od momentu potwierdzenia ciąży Aneta pozostawała pod stałą opieką lekarzy. Ze względu na wiek była objęta szczególną kontrolą, jednak kolejne miesiące mijały spokojnie. Nie pojawiły się poważne komplikacje, których tak bardzo mogła się obawiać po wcześniejszych doświadczeniach z leczeniem niepłodności. Kobieta czuła się dobrze i mogła przygotowywać się do narodzin upragnionego dziecka. Po raz pierwszy od dawna zamiast kolejnych rozczarowań przeżywała euforia z oczekiwania na nowego członka rodziny.
- Sama ciąża przebiegała bardzo dobrze. Mogłam spokojnie przeżywać ten wyjątkowy czas - opowiada Aneta.
Dziecko przyszło na świat w wyznaczonym terminie. Poród przebiegł prawidłowo, a Aneta mogła wreszcie przytulić synka, na którego narodziny czekała przez tyle lat. Chłopiec otrzymał imię Nathan, mające dla rodziców szczególne znaczenie. Wywodzi się ono z języka hebrajskiego i nawiązuje do daru otrzymanego od Boga. Małżonkowie uznali, iż trudno byłoby znaleźć imię lepiej oddające to, co czuli po jego narodzinach. Aneta przyznaje, iż wcześniej wyobrażała sobie, iż zostanie mamą dziewczynki. Miała choćby wybrane dla niej imię Roma, które miało przypominać o Rzymie i ważnej dla małżonków podróży. Kiedy dowiedzieli się, iż spodziewają się chłopca, zaczęli szukać innego imienia, równie bliskiego ich wierze.
Pierwsze "mama", na które czekała latami
Nathan ma w tej chwili niespełna dziewięć miesięcy. Aneta opowiada, iż macierzyństwo całkowicie odmieniło jej codzienność. Każdy dzień wypełniają obowiązki związane z opieką nad niemowlęciem, ale także doświadczenia, których jeszcze niedawno nie spodziewała się przeżyć. Obserwuje rozwój synka, jego kolejne umiejętności i chwile, które dla wielu rodziców są naturalną częścią wychowywania dziecka. Dla niej mają szczególną wartość. W przeddzień przekazania swojej historii Aneta usłyszała od chłopca pierwsze "mama". Nie kryje wzruszenia, gdy opowiada o tej chwili. Po latach nieudanych starań i zwątpienia mogła usłyszeć słowo, o którym wcześniej jedynie marzyła. Zapamiętała ten moment jako jedno z najważniejszych wydarzeń od narodzin syna.
Rodzice planują w tej chwili chrzest Nathana w Watykanie. Chcą powrócić do miejsca, z którym wiążą tak ważne wspomnienia, tym razem już razem z dzieckiem. Dla Anety ceremonia ma być wyrazem wdzięczności za narodziny syna, które ona i jej mąż postrzegają jako cud.




.jpg)



