Przepowiednia od wróżki…

twojacena.pl 2 dni temu

Co mnie tak wciąga, cudzoziemco? rzuciła w moją stronę ostra, przenikliwa władczyni przytulnego domku, nie przestając rozkładać kart na stole.
Usiadłam przyklejona do krzesła ze strachu, skinęłam głową i ostrożnie spojrzałam w ciemne, jak noc, oczy staruszki.
Przypominasz mi naszą Halinę z niebieskimi niebiosami! westchnęła, krzyżując się palcami. Na jej ustach pojawił się ledwie zauważalny, nostalgiczy uśmiech. Twoja babcia była naprawdę widokowa! Wysoka, dostojna, szyja i klatka piersiowa jak u łabędzia. A jaką była bystrością! Szkoda, iż skończyła dopiero cztery klasy wojna przerwała, a gdyby nie to, poszła by daleko, uwierz mi
Wspominając coś własnego, babcia Zofia nagle zamilkła, po czym podniosła się i znów przemówiła:
A jaka była zadziorność tej dziewczyny! Kobiety jej się bały jak ogniem. Wszystko troszczyły się o swoich wiernych! zachichotała złośliwie. Nic dziwnego: Halina, choć już zamężna, gdy tylko spojrzała w czyjeś oczy, ten facet zniknął! A ona, łobuziaka, jeszcze i w twarz się uśmiechnie! Twój dziadek był jej pasją i była mu wierna. A spojrzenia na chłopaków czysta zabawa, uśmiechnęła się życzliwie Zofia.
Babciu Zosiu, a czy ty i moja babcia się przyjaźniłyście? nie wytrzymawszy, zapytałam ciekawość.
Och, kochanie, my byłyśmy jak szpilka i igła zawsze razem. A jakie wybryki miałyśmy w młodości! przymrużyła się staruszka, a w jej oczach rozbłysły złote iskierki. A zgadniesz, kto mnie nauczył wróżyć? spytała, przymrużając oczy.
Moje brwi uniosły się:
Czy to nie była babcia Halina?! westchnęłam z zachwytu.
Tak, ona! potwierdziła stanowczo.
Co tam w tych kolorowych kartach, na pierwszy rzut oka? przeciągnęła palcami po wachlarzu kart. A Halina tylko spojrzy na nie i wszystko jej od razu jasne! Powie, co było i co będzie z człowiekiem. Tak, wnuczko! dodała z dumą. Po cichu przejmowałam tę mądrą naukę od przyjaciółki.
Babciu, czy to naprawdę prawda? nie powstrzymawszy się od śmiechu, roześmiała się, patrząc na siwe kosmyki wystające spod chusty jak rogi.
Nie śmiej się, dziewczynko! obniżyła głos wróżka, przyklejając mnie spojrzeniem jak kolczastym gwoździem.
Za moim plecami przeszyła mnie przeczucie chłodu:
Babciu Zosiu, przepraszam, żartowałam! podniosłam niewinne oczy.
Ach, Feliksie niewierny! mruknęła już łagodniej.
Dobrze, wybaczam! Jesteś jeszcze mała, co mogę od ciebie wziąć? dodała pojednawczo. Ale zapamiętaj moje słowa: nie przejdziesz obok swego przyszłego męża i konia!
Babciu Zosiu, czy mam już narzeczonego? spojrzałam pytająco na wróżkę.
Ojej! Chcesz zajrzeć w przyszłość, piękna? uśmiechnęła się staruszka pełna zmarszczek. My, stare baśnie, potrafimy wszystko! mrugnęła zadowolona i wzięła nową talię kart. Może kiedyś mnie przypomnisz, starą, i nie będziesz już tak głupio się śmiać, rzekła Eugenia, rozkładając na obrusu królów, pełne wdzięki damy, wąsate panowie w beretach walcę.
Ach, Irenko, patrz, droga się rozpadła! I jeszcze daleko. Czy naprawdę wyjedziecie gdzieś razem? zdziwiła się staruszka. A zalotnicy już przyjdą. Nie wątpiałam! mruknęła pod nosem. Już teraz widać dwa talerzyki i małą buzię, ale to puste! Nie poruszą twojego serca ci kawalerowie. Ten czerwony król wskazała palcem. Zakochasz się! ale będzie niespokojny. Lepiej nie wchodź z nim w ząb, bo będziesz płakać gorzko! westchnęła i potrząsnęła głową. Czy naprawdę możesz powstrzymać zakochanych? machnęła beznadziejnie ręką.
Położywszy na stole kolejne dwie karty, rozpromieniła się:
Ten drugi, krzyżowy, będzie porządny! I z nim wszystko się ułoży, uwierz mi, babciu, rozpromieniła się. Tylko nie zaraz, oczy moja! pogłaskała moje rude loki i obie popłakały się ze śmiechu.
***
Często odwiedzałam babcię Zosię. Mojej własnej babci już nie spotkałam odeszła dawno temu, a Zofia mieszkała samotnie i kochała mnie, wnuczkę swej najlepszej przyjaciółki. Czułam to, choć czasem dusza drżała ze strachu, gdy była w złym humorze.
Babcia Zosia była sławna wróżka. Ludzie z całego okręgu przyjeżdżali do niej. Nie pobierała pieniędzy, ale nie gardziła gościem. Była gościnna, aż nie do poznania!
Wciąż piliśmy herbatę i pożylaliśmy po brzuchu placek z jajkami i koperkiem.
Babciu Zosiu, czy będę potrafiła przewidywać los? spytałam ostrożnie, wkładając kolejny kęs ciasta w usta.
Wyglądało, iż pytanie zaskoczyło staruszkę. Przestała żuć i spojrzała na mnie czarnymi, jak sadza, oczami. Z trudem wytrzymałam jej przerażający wzrok. Widać, to zadziałało Zofia lekko się rozluźniła.
Tak, może ci się uda mruknęła zamyślona. Do jutra przyjdź, jeżeli nie zmienisz zdania! dodała surowo. Będę cię uczyć.
***
Czas leciał niczym lekki ptak w nieznane. Wydawało się, iż dopiero wczoraj biegałam po kałużach z rówieśnikami, skakałam sznurem, puszczałam papierowego latawca, a dziś ja i przyjaciele skończyliśmy siódmy klasę, odbyliśmy praktykę i lato objęło nas gorącymi objęciami. Ach, to cudowne lato! Kąpimy się, opalamy!
Z dyplomem w ręku pędziłam do domu. Chciałam pochwalić się, iż prawie same piątki! Przejść progi, zobaczyłam matkę ze łzami, trzymając w rękach wydrukowaną kopertę. Aha, list od cioci Neli pomyślałam. Znów namarzy się do niej.
Tata był zdecydowanie przeciw.
Aniu, czy nam tu źle? Mamy dom, kury, gęsi, krowę Rzekę przy brzegu! mówił z goryczą.
Nasze dziewczynki nie widziały kwitnących jabłoni, nie jadły wiśni, nie zakopywały nosków w arbuzach szepnęła mama. Kolę, chcę wrócić do ojczyzny! poprosiły jej złocisto-brązowe oczy.
Tak, kobiece łzy to straszna siła! A może tata po prostu ją kocha, swoją Anię? Inaczej nie wytłumaczysz, iż nagle uciekliśmy z tego miejsca i ruszyliśmy w daleką, kwitnącą Ukrainę.
***
1 września całą szkołę przyciągał nasz wygląd. Na apelu stałyśmy w pięknych sukniach, koronkowych fartuszkach, z ogromnymi kokardami, wyróżniając się wśród skromnie ubranych koleżanek. Dla mnie to nie było ważne, liczyło się, jak przyjmą mnie rówieśnicy. Ledwie weszłam do klasy, podeszła do mnie dziewczynka.
Nazywam się Jadwiga przedstawiła się i uśmiechnęła szczerze. Irenko, nie bój się, chłopaki u nas mili!
Chcesz usiąść przy mnie? zapytała dużymi szarymi oczami. Skinęłam z wdzięcznością. Tak zaprzyjaźniłyśmy się z Jadwigą na całe życie.
Podczas dużej przerwy Vasyl wziął gitarę i zaczęła się piosenka. Blond, przystojny, lekko otyły chłopak śpiewał z taką tęsknotą, iż serce drgnęło jak morze. Wyglądał, jakby nie widział nikogo oprócz tej, której jego gitara łkała.
Czy nasz Wasilek nie zakochał się? szepnęła Jadwiga, spoglądając na zmianiony wygląd chłopaka.
Śpiewa dla ciebie odpowiedziała, smutna.
Żartujesz?! spytałam zdezorientowana.
Jadwiga westchnęła, odrzuciła głowę i cicho wyszeptała: Biedny Wasilek!.
Czemu w życiu tak jest marzymy o jednym, a oczy szukają innego? Ten drugi jest jak półka w środku, chętny do picia, a amorki krążą w głowie.
Jak słodko mówi się dałbyś z ust miodu!
Taki Don Juan był w naszej ósmej klasie, a moja dusza, nie pytając, ruszyła się ku niemu jak ptak ku niebu. Przerażało to! Zdecydowałam: Będę go unikać za wszelką cenę! Nie chciałam stać się kolejną ofiarą przystojnego chłopaka.
Z kolei Anatol, nowy obiekt zainteresowania, przyglądał się dziewczynie z warkoczami. Jego spojrzenie hipnotyzowało, nie dając wytchnienia.
Odpowiadanie przy tablicy było męką! Żartobliwy wzrok chłopaka sunął po moich nogach, wznosząc się coraz wyżej. Było to szaleństwo, ale trzymałam się i nie reagowałam. Ten chłód nie podobał się sercupożeraczowi, a na lekcji WFu Tomek zwrócił na siebie uwagę! 100metrów przebiegł szybciej niż wiatr, dysk rzucił tak daleko, iż nauczyciel aż piszczał.
Kiedy chłopcy grali w piłkę, nie było sobie równych! Wszystkie dziewczyny dopingowały gwiazdę futbolu. Jedna z nich zachowała nieprzenikliwe spojrzenie. Tomek zasmużył się, trochę schudł. Podobała mu się nieosiągalna dziewczyna, ale wszelkie próby rozmowy kończyły się klapą. To go zniechęcało i wkurzało. Nie podobam się? myślał nie, to nie to! po raz pierwszy jego serce protestowało.
***
Jesienią podkradła się podstępna zima. Szkoła ożyła, rozruszała się. Już niedługo Nowy Rok! Wszyscy przygotowywali bal maskowy: uczyli wiersze, piosenki, wymyślali dziwaczne kostiumy.
Z Tamarą wybrałyśmy postacie sióstr Lary, Tomka spodobała się beztroska, wesoła Olga, ja wolę zamyśloną, delikatną Tatianę.
Ciocia Nela uszyła nam piękne suknie sięgające podłogi. Nasze włosy zamieniły się w wodospad złotorudej fal.
Otwierając drzwi klubu, przeniosłyśmy się do bajkowego świata. Wokół tańczyły, skakały, śmiały się husarie, rozbójnicy, księżniczki, wróżki, małpy i krasnoludy. Wśród nich przemierzał Kasjer, a obok szalejąca, niesamowicie wesoła Baba Jaga.
Zobaczyłyśmy, jak przez tłum przedziera się Kopciuszek nasza Jadwiga:
Dziewczyny, wyglądacie bosko! rozpromieniła nas swoim uśmiechem i koroną.
Po występie w końcu zaczęły się tańce. Pierwszy, który podszedł i podał mi rękę, był Tomek! Jego niecodziennie poważne oczy patrzyły z błaganiem.
Irenko, zatańczysz ze mną? wypowiedział drżącym głosem.
Nie wytrzymałam! Każda komórka ciała podążyła ku niemu, a ręce same spoczęły na jego silnym ramieniu. Wirując w walcu, zapomnieliśmy o wszystkim, a piękna melodia wznosiła nas coraz wyżej! To uczucie nieziemskiego szczęścia i lotu pozostało ze mną na zawsze.
***
Jak wyjątkowe i czyste były nasze spotkania! Czy można zapomnieć pierwsze objęcia, pierwszy miodowosłodki pocałunek! Kąpałam się w jego bezdennych oczach, topiłam się niczym płatek śniegu w jego silnych, delikatnych ramionach. Jego słowa rozbrzmiały jak magiczna symfonia:
Kocham cię, Irenko! Kocham bardzo, bardzo!
Wieczorem nieświadomie sięgnęłam po karty.
Co przyniesie mi jutro dzień? zapytałam z drżeniem swoich milczących pomocników.
Bardzo chciałam, by przyniosły mi radość.
Na początku królowie i damy twierdziły, iż wszystko będzie dobrze z Tomkiem. Oczarowana wyobrażałam sobie wielki, królewski wóz ślubny ale nagle zW końcu, gdy gwiazdy rozświetliły nocne niebo, zrozumiałam, iż najważniejszy jest nie przyszłość, ale spokój serca, który zawsze prowadził mnie do domu.

Idź do oryginalnego materiału