W ŻYCIU CUDZEGO NIE BRAŁAM
Pamiętam dobrze, jak za młodych czasów w szkole gardziłam Ewą i zarazem jej zazdrościłam. Gardziłam, bo rodzice Ewy byli niepoprawnymi pijakami. Żyli od pierwszego do pierwszego, ledwo wiążąc koniec z końcem. Ewa chodziła zawsze głodna, w zniszczonym ubraniu, przygaszona, nieobecna. Ojciec ją bił bez powodu za to, iż za mało wypił, za to, iż przesadził, a najczęściej po prostu za nic.
Matka nie stawała w jej obronie sama bała się ciężkiej ręki męża. Dla Ewy jedyną iskrą światła była kochająca babcia. Co miesiąc ze swojej skromnej emerytury dawała wnuczce parę złotych w nagrodę za wzorowe zachowanie. Ewa wiedziała, iż choćby jeżeli coś przeskrobie, babcia udawała, iż nie zauważyła, i i tak dawała jej pieniążki. Pięć złotych! To był dla niej najpiękniejszy dzień! Leciała wtedy do sklepu po lody dla siebie i babci trochę chałwy i landrynek.
Za każdym razem Ewa próbowała rozciągnąć słodką przyjemność na cały miesiąc, ale już po dwóch dniach wszystko było zjedzone. Wtedy babcia wyciągała z zamrażarki swoje lody i mówiła:
Weź, kochanie, zjedz, mnie dziś coś gardło pobolewa.
Dziwne myślała Ewa babci zawsze gardło zaczyna boleć dokładnie wtedy, kiedy kończą się słodycze…
W głębi duszy zawsze jednak liczyła na lodową porcję babci.
Moja rodzina była zupełnie inna. Dom pełen dostatku, rodzice porządnie zarabiali, dbali o każdy mój szczegół. Zawsze miałam modne ubranie, eleganckie buty. Koleżanki pożyczały ode mnie ubrania. Byłam najedzona, zadbana niczego mi nie brakowało.
Zazdrościłam Ewie urzekającej urody, ciepła bijącego z jej duszy, naturalnej łatwości zjednywania sobie ludzi. Ale uważałam poniżej swej godności zamienić z nią choćby słowo. Kiedy mijałam ją na korytarzu, patrzyłam na Ewę tak lodowato, iż aż się kurczyła w sobie. Raz choćby publicznie ją upokorzyłam:
Ty biedaczko!
Ewa w płaczu pobiegła do domu, wszystko opowiedziała babci. Babcia posadziła ją obok siebie i pogłaskała po głowie:
Nie płacz, Ewuniu. Jutro powiedz jej: Masz rację u Boga jestem bogata!
I od razu zrobiło się jej lżej.
Byłam ładną dziewczyną, ale chłód i wyniosłość przebijały przez moją urodę. Ulubieńcem klasowym był Piotr urwis, ale pogodny, dowcipny chłopak. Na oceny nie zważał, a nauczyciele, choć sypali mu pałami i karali za psoty, szanowali go za serdeczność i dobry humor.
W starszych klasach Piotr zaczął odprowadzać mnie Martę ze szkoły do domu. Rano cierpliwie czekał pod wejściem, żebyśmy razem weszli na lekcje, a koledzy podśmiewali się:
O, pan młody i panna młoda!
Nawet nauczyciele wiedzieli, iż rodzi się między nami uczucie.
Zabrzmiał ostatni dzwonek, minął bal maturalny. Młodzież rozproszyła się w świat. Z Piotrem pobraliśmy się szybko, bo ślady miłości już były widoczne. choćby najpiękniejsza suknia ślubna tego nie ukryła. Po pięciu miesiącach urodziła się nasza córka, Zosia.
Ewa, kiedy skończyła szkołę, nie miała wyboru musiała iść do pracy. Babcia odeszła, rodzice oczekiwali od Ewy finansowego wsparcia. Chętnych na jej rękę nie brakowało, ale wielkiego uczucia nie poczuła zawsze coś było nie tak. Wstydziła się też pijących rodziców.
Minęło dziesięć lat.
Pod gabinetem poradni odwykowej stanęły dwie pary: Ewa z matką i Piotr ze mną. Ewa od razu poznała Piotra. Był teraz dojrzałym, atrakcyjnym mężczyzną. Na mnie patrzeć się nie dało bez łez. Wychudzona, z drżącymi rękami, zgaszonym wzrokiem wyglądałam jak przedwcześnie postarzała kobieta. Tylko 28 lat, a jak stara baba!
Piotr spojrzał na Ewę przepraszająco:
Witaj, koleżanko z klasy było widać, jak bardzo nie chciał, by to właśnie Ewa była świadkiem jego rodzinnej tragedii.
Cześć, Piotrze. Widzę, masz kłopot. To już długo trwa? gwałtownie oceniła Ewa.
Od lat odpowiedział natychmiast, zawstydzony.
Pijąca kobieta to katastrofa. Wiem po mojej mamie. A tata dosłownie spalił się przez wódkę współczuła Ewa i sobie, i jemu.
Po wizycie Piotr i Ewa wymienili się numerami tak na wszelki wypadek. Razem łatwiej znosić niedolę. I zaczął Piotr przychodzić do Ewy, radzić się o sprawy związane z chorobą żony, prosić o wskazówki. Ewa chętnie dzieliła się swoim doświadczeniem, tłumaczyła, jak postępować z uzależnionymi, jakie metody próbować, czego unikać. Wiedziała, iż więcej mężczyzn topi się w kieliszku niż w morzu…
Potem okazało się, iż Piotr i jego córka Zosia od dawna mieszkają sami, a ja Marta u rodziców. Piotr chronił córkę przed nieobliczalną matką. Kroplą była scena, gdy po powrocie z pracy znalazł mnie Martę pijaną na podłodze, a trzyletnia Zosia stała na parapecie okna, gotowa runąć z piątego piętra!
Wystraczyło tego z Martą w cudzej duszy nie woda w kubku, nie przejrzysz od razu… Najważniejsze, iż Marta nie chciała się leczyć. Twierdziła, iż wszystko kontroluje i może przestać w każdej chwili. Ciągnęło ją jednak coraz mocniej na dno… Małżeństwo rozpadło się.
Któregoś dnia Piotr zaprosił Ewę do restauracji. Tam wyznał, iż już w szkole był w niej zakochany. Bał się odrzucenia, potem Marta zaszła w ciążę… Wszystko potoczyło się samo. I teraz spotkanie w poradni uważa za zrządzenie losu. Rozmawiał z Ewą, jakby napił się miodu.
Zaproponował jej małżeństwo. Otworzył jej serce, Ewa była gotowa na nowe szczęście. Piotr zawsze się jej podobał, ale nie przyszłoby jej do głowy odbić mężczyznę koleżance. Ale teraz wszystko się zmieniło Piotr był wolny i zakochany. Przeszkód już nie było. Oto znalazły się ręce, które przyjmą jej miłość.
Ślub wzięli cicho i skromnie. Ewa wprowadziła się do nich. Zosia na początku patrzyła nieufnie na nową panią w domu. Bała się, iż tata teraz podzieli miłość, ale Ewie udało się otoczyć dziewczynkę troską i ciepłem tak wielkim, iż Zosia sama zapragnęła nazywać ją mamą. Po kilku latach Zosia miała już siostrzyczkę, Marysię.
Pewnego dnia w ich domu zadzwonił dzwonek. Ewa otworzyła drzwi. Na progu stała… ja Marta. Ledwie ją poznała po głosie. Biło ode mnie alkoholem, wyglądałam jak żywa przestroga przed nałogiem.
Ty, żmijo, ukradłaś mi męża i córkę! Całe życie cię nienawidziłam! wysyczałam.
Ewa nie drgnęła choćby jednym mięśniem. Stała pewna siebie, zadbana, piękna.
W życiu cudzych rzeczy nie brałam. Sama zrezygnowałaś z rodziny, do niczego nie dochodząc. Nigdy nie powiedziałam o tobie złego słowa. Szczerze ci współczuję, Marto…
I Ewa z rozmachem zamknęła drzwi przed nosem nieproszonej gościni…








