Jaki przeterminowany rachunek? Chyba się pan pomylił, my przecież nie mamy żadnych kredytów… Tak, Jędryczkowie, to nasz adres, ale… Ile? To niemożliwe. A na czyje nazwisko ten kredyt jest? zdezorientowana Maria nie mogła pojąć sytuacji.
Na pana Tomasza Pawłowicza Jędryczka odpowiedział rozmówca.
To mój mąż, ale skąd ten kredyt? I po co? kobieta coraz bardziej się gubiła.
Współczuję, głos po drugiej stronie złagodniał, ale przepisy są równe dla wszystkich: terminy minęły, dziś upomnienie, potem podejmiemy dalsze kroki.
Maria nie pamiętała, jak przeszła do salonu i usiadła przy laptopie. Chyba zszokowana całą sytuacją, musiała sama dojść do tego, skąd ten dług. Nigdy nie widziała u męża karty kredytowej, więc te pieniądze nie były wydane na rodzinę. O co w ogóle chodzi? Praca tego dnia zeszła na dalszy plan myśli krążyły tylko wokół tej jednej sprawy. Maria czekała na powrót Tomasza do domu jak na szpilkach:
Dla kogo te pieniądze? Kto cię prosił o kredyt?!
Nie zdążyłem ci powiedzieć, już zadzwonili mruknął zły. Zorientował się, iż się wygadał i nagle zaatakował żonę: No i po co te pytania? Dla mamy pieniądze, dla mamy. Ona prosiła o pomoc, sama żyje
I na co jej taka suma? My żyjemy skromniej, choć dwoje pracujemy
Na wyjazd, zadowolona?
Gdzie jedzie, do Egiptu czy na Malediwy?
Mama sama mnie wychowywała, zasłużyła. A po tobie się tego nie spodziewałem…
Tomasz naburmuszony odszedł do pokoju, z rozmachem rzucił się w fotel i odwrócił tyłem do świata. Zawsze tak robił, próbując wywrzeć presję na żonę. Tym razem jednak jego spektakl nie wywarł większego wrażenia.
Maria już się choćby nie odzywała. Teściowa w ich życiu była, nie oszukujmy się, aż nadto widoczna. Wiesława Pawłowna kochała żądać. Zaczęła jeszcze, zanim Maria została żoną jej syna. Gdy tylko zobaczyła kolczyki w uszach dziewczyny, natychmiast z zachwytem zapytała, czy to prawdziwe kamienie, czy może tylko plastik.
Usłyszawszy, iż Maria nie nosi podróbek, wzdychnęła teatralnie:
I po co tyle forsy wydawać? Moglibyście coś pożytecznego do mieszkania kupić…
To prezent Maria była zdezorientowana taką reakcją.
A, to co innego natychmiast się uspokoiła przyszła teściowa.
Tydzień później Tomasz z zażenowaniem poprosił, żeby Maria nie zakładała tych kolczyków na spotkania u mamy. Bo ta potem bardzo się martwi, iż ona nie ma takich, a syn nie może jej kupić.
Już wtedy pojawiły się wątpliwości, ale zakochana Mariola odpychała od siebie myśli o tym dziwnym zachowaniu. Potem był ślub Wiesława olśniła wszystkich strojem i prezentem. Dopiero po miesiącu okazało się przez przypadek, iż wszystko fundował Tomasz inaczej mama nie przyszłaby na wesele.
Zaczęło się: raz telewizor, bo sąsiadka ma nowy, raz suszarka do włosów taka, jak ciotka, raz zabiegi kosmetyczne albo masaże. Wszystko natychmiast, w trybie pilnym. W przeciwnym razie Wiesława natychmiast zalewała się łzami i żaliła na zdrowie, gdy czuła, iż nie dostanie tego, czego pragnie. Tomasz nie wytrzymywał płaczu i spełniał każde żądanie.
Przecież to mama! Jak mogę inaczej?
Ale przecież miał już własną rodzinę, a na jej utrzymanie brakowało chronicznie pieniędzy. Maria nie rozumiała, jak to się dzieje, iż oboje tyle zarabiają, a nie starcza na proste potrzebne rzeczy. Na wszystkie jej pytania Tomasz odpowiadał tylko wzruszeniem ramion:
Musisz się jeszcze nauczyć prowadzić domowy budżet, Mariolko. U mojej mamy warto by się nauczyć ekonomii
Tylko iż Maria nie chciała się od teściowej uczyć niczego zraziła się już pierwszego dnia znajomości. Doskonale rozpoznawała ten typ matki przez duże M, która nigdy się nie odsunie. Unikała takich osób, jak ognia.
I wtedy padło kolejne żądanie: opłacić wczasy. Suma, jaką dla teściowej wziął syn, wstrząsnęła Marią. Za te pieniądze mogła spłacić trzy raty kredytu hipotecznego, urządzić mieszkanie, kupić sprzęt i starczyłoby na porządną kolację w najlepszej restauracji w Krakowie.
Wyglądało na to, iż Tomasz nie zamierza zmienić przyzwyczajeń: mama wiecznie na pierwszym miejscu. Maria jakoś to znosiła, ale gdy dowiedziała się o kredycie, który chciał ukryć, poczuła, iż to przekroczenie granicy. Bo gdyby coś się stało, to dług przeszedłby na nią a Wiesława znowu nie miałaby sobie nic do zarzucenia.
Maria wiedziała, iż nadszedł moment, by porozmawiać. Czas, by jasno określić granice. Ale rozmowa zamieniła się w kłótnię. Tomasz zarzucał żonie brak serca i wyrachowanie:
Już wszystko spłaciłem, zapłacę, przestań! Ile można? Tak, mama nie chce tanich sanatoriów, chce najlepszych hoteli! I ma rację! Dała mi życie, wszystko dla mnie robiła! A ja nie mogę zapewnić jej luksusu?!
A nie pomyślałeś, iż nas na to nie stać? Może czas jej to wytłumaczyć?
Lepiej to ja ci powiem: mama to świętość!
Maria pojęła, iż Tomasz nie zamierza nic zmienić. Wiedziała dobrze, iż Wiesława jest zazdrosna o syna i chce mieć go tylko dla siebie. Matka dzwoniła codziennie: I wiem I jużku, przyjedziesz? Tak bardzo się stęskniłam I Tomasz, jak zawsze, rzucał wszystko i jechał przez cały Kraków do mamy przecież prosi!
Po kolejnej awanturze Jędryczkowie rozeszli się do pracy bez pojednania. W południe Maria źle się poczuła.
Zmartwione jej wyglądem koleżanki niemal siłą zaprowadziły ją do lekarza. Tam dowiedziała się, iż jest w ciąży. Musiała podzielić się tą wiadomością z Tomaszem, licząc, iż nowy członek rodziny w końcu zmusi go, by inaczej poprowadził ich finansowe życie.
Ale euforia była przedwczesna. Tomasz zaczął lamentować, iż nie chciał dziecka, błagał o aborcję. Zaraz potem zadzwoniła teściowa. W przeciwieństwie do syna, Wiesława nie błagała, ale rozkazywała:
Nie chcę zostać babcią! Co ty kombinujesz? Chcesz zatrzymać przy sobie syna dzieckiem? I tak ci się nie uda Tomasz i tak odejdzie.
Dlaczego miałby odejść? Co pani sobie wyobraża?
Ja jestem matka, znam swojego syna. Już szuka, by uciec od kogoś takiego jak ty. Rób, jak mówi, bo alimentów się nie doczekasz.
Maria poczuła, jak wszystko jej się rozmywa. Ocknęła się w szpitalu.
Mariolko, w końcu! usłyszała znajomy głos pielęgniarki pani Wandy, sąsiadki swojej teściowej.
O, pani Wandziu, nie wiedziałam, iż tu pani pracuje…
I lepiej by było dalej nie wiedzieć uśmiechnęła się gorzko. Myśleliśmy, iż trzeba będzie wybierać: ty czy dziecko.
Co?
Spokojnie, wszystko dobrze. Ale powiedz, co cię tak zniszczyło?
Maria opowiedziała całą historię. Wanda pokręciła tylko głową i doradziła:
Rzuć tę rodzinkę, Tomasza nie zmienisz, a mamusia będzie zatruwać życie każdej jego dziewczynie. Ona od lat wszystko wyciskała z męża, aż chłopu w pracy serce pękło. A syn z charakteru identyczny nigdy matce słowa wbrew.
Przecież się ożenił…
Sama się dziwię, iż się odważył. Wiesz, ile dziewczyn uciekło już po pierwszej wizycie u Wiesławy? Decyduj, Mariolko. A o co Tomasz myśli o dziecku?
Maria, opowiadając, choćby nie zauważyła, jak Wanda burknęła pod nosem kilka ostrych słów na temat synka mamusi. I jakby to było zaklęcie po tej rozmowie Maria podjęła decyzję. Poradzi sobie. Tomasz swój wybór już dokonał, choćby jeżeli nie był tego świadomy.
Papierów rozwodowych Maria złożyła, jak tylko wróciła do pracy. Tomasz nie nalegał na ratowanie małżeństwa. Że dziecko udało się uratować o tym już mu nie powiedziała.
… Rok po rozwodzie, Maria z małą córeczką spacerowały po parku pod domem.
Ależ spotkanie! dobiegł znajomy głos. Czemu nie dajesz mi widywać wnuczki?
Bo to nie pani wnuczka spokojnie odpowiedziała Maria. Tamtego dziecka… Tak jak radziła pani z Tomkiem, nie urodziłam. A to moja, tylko moja córka. I babcię już ma.
Jak śmiesz…
Owszem, mam prawo. A jeżeli tak zależy pani na babciowaniu po prostu znajdźcie Tomaszkowi bardziej odpowiednią kandydatkę.
Maria odeszła z uśmiechem, nie słuchając już krzyków za sobą. Rozumiała, iż zrobiła wszystko dokładnie tak, jak powinna w samą porę zostawiła maminsynka i jego żądną wszystkiego matkę za sobą. I to była jej najlepsza decyzja.








