Jaki niby mamy niezapłacony rachunek? Chyba się pani pomyliła, nie mamy żadnych kredytów… Tak, Wysoccy, tak, nasz adres, ale… Ile?! Nie, to niemożliwe. Na kogo niby ten kredyt jest wzięty? dziwiła się Justyna.
Na nazwisko Tomasza Wysockiego odpowiedziała kobieta po drugiej stronie.
To mój mąż, ale skąd, po co? Justyna robiła się coraz bardziej skołowana.
Przykro mi, ale przepisy są dla wszystkich takie same: termin minął, dziś przypomnienie, potem kolejne kroki.
Justyna nie pamiętała, jak znalazła się przed komputerem. Chyba szok zrobił swoje. Musiała najpierw sama zrozumieć, skąd ten dług. Nigdy nie widziała karty kredytowej u męża, więc pieniądze wzięte były nie na dom. O co tu chodzi? O pracy mogła już zapomnieć, w głowie kłębiły się jedynie setki pytań po tej absurdalnej rozmowie. Czekała jak na szpilkach, aż Tomasz wróci z pracy.
Dla kogo te pieniądze? Kto ci kazał brać kredyt?!
Wiedziałem, iż zadzwonią… burknął z nutą żalu. A potem, jakby ugryzł się w język, od razu się uniósł: No, czego się gapisz? Dla mamy. Prosiła o pomoc. Sama mieszka przecież…
A po co jej taka kwota? My żyjemy skromniej, chociaż pracujemy oboje!
Na wypoczynek, jasne?
Gdzie się wybiera, do Dubaju czy na Malediwy?
Mama mnie sama wychowała, należy jej się. Po tobie się tego nie spodziewałem…
Tomasz obrócił się na pięcie, trzaskając drzwiami od pokoju. Klapnął ciężko w fotel i odwrócił się do ściany, jakby tym dawał do zrozumienia, iż jest „biednym, niezrozumianym dzieckiem”. Do tej pory ta taktyka działała, ale teraz Justyna już nie miała ochoty brać udziału w tym teatrzyku.
Po prostu przestała z nim rozmawiać. Teściowej w ich życiu zawsze było za dużo. Halina Wysocka uwielbiała żądać i rościć sobie prawa, a zaczęło się to już na początku znajomości. Gdy zobaczyła kolczyki w uszach Justyny, zaraz zapytała z zachwytem, czy kamienie są prawdziwe czy sztuczne.
Kiedy dowiedziała się, iż Justyna nie nosi podróbek, od razu jęknęła:
I po co na takie głupoty wydawać tyle pieniędzy? Mogliście kupić coś pożytecznego do domu!
To prezent… Justyna robiła się czerwona ze zdziwienia.
A, no to w porządku uspokoiła się przyszła teściowa.
Po tygodniu Tomasz poprosił Justynę, by więcej nie zakładała tych kolczyków do mamy, bo Halinę aż serce ściska, iż nie stać jej na takie. Wtedy już Justyna czuła, iż coś jest nie tak, ale zakochana była i udawała, iż nie widzi. Potem była ślubna pompa Halina olśniewała strojem, prezent był super. Dopiero po miesiącu Justyna przypadkiem dowiedziała się, iż za wszystko zapłacił Tomasz bo inaczej mama choćby by nie przyszła na ślub syna.
A potem już się zaczęło: to telewizor, bo koleżanka taki kupiła, to suszarka do włosów jak Justyna, potem fryzjer i zabiegi. I wszystko na już, na zaraz. Jak nie, to Halina natychmiast wpadała w lament, narzekała na zdrowie, dramatyzowała, a Tomasz nie znosił tego i spełniał jej każde widzimisię.
To przecież mama… Jak możesz!
Problem w tym, iż teraz miał już swoją rodzinę i co gorsza, pieniędzy totalnie brakowało. Jak to możliwe, iż oboje pracują, nieźle zarabiają, a ciągle brakuje na wszystko? Tomasz tylko rozkładał ręce:
Wiesz, kochanie, może powinnaś popatrzeć jak moja mama gospodaruje budżetem…
Ale Justyna choćby nie chciała o tym słyszeć od początku z typem matki Tomasza wolała trzymać się z dala.
I co, doszło do tego, iż dla mamy trzeba spłacać długi za egzotyczne wakacje. Kwota, którą Tomasz wyciągnął z banku dla matki, ścięła Justynę z nóg. Za te pieniądze mogliby zrobić co najmniej trzy raty kredytu hipotecznego, kupić meble, sprzęty, a jeszcze by im wystarczyło na imprezkę w najlepszej restauracji w Warszawie.
Wygląda na to, iż Tomasz nie ma zamiaru nic zmieniać wszystko dla mamy, zawsze. Przełknęłaby to nawet, w końcu to matka, dla swojej też zrobiłaby wszystko. Ale bez słowa, po cichu wziąć kredyt? Gdyby coś się stało kto by został z długiem? Ona. A Halina znów umywa ręce.
To chyba najwyższy czas, żeby poważnie porozmawiać z mężem. Musi wybrać kto jest ważniejszy. Albo przynajmniej niech powie mamie, żeby trochę pohamowała apetyt. Niestety, rozmowa nie wyszła Tomasz tylko się wściekał:
Spłaciłem już ten dług, zapłacę wszystko, a ty mnie zamęczasz! Ile można! Tak, mama nie chce tanich sanatoriów, chce luksusu. I zasłużyła! Dała mi życie, poświęciła się dla mnie! Nie mogę zapewnić jej wypoczynku?!
Ale nas nie stać na te jej zachcianki. Może warto jej to wytłumaczyć?
To ja ci coś powiem mama to świętość!
Wtedy już wiedziała, iż on nic nie zmieni. Zresztą, to, iż Halina jest zazdrosna o syna, Justyna dobrze rozumiała. Dzwoniła codziennie, namawiała Tomka, żeby wpadł choć na minutę. Syn rzucał wszystko i jechał przez całe miasto, bo mama prosi. Po ostatniej kłótni wyszli do pracy dalej obrażeni. Justyna w południe źle się poczuła. Przestraszone koleżanki wysłały ją do lekarza, a tam niespodzianka ciąża.
Nie mogła się powstrzymać i zadzwoniła do Tomasza dobra, teraz mają powód, by przemyśleć domowe wydatki.
Ale cieszyła się za wcześnie. Tomasz był w szoku. Błagał, żeby jednak się wstrzymała, nalegał na usunięcie. Potem zaczęła dzwonić Halina. Tylko ona nie prosiła, a wręcz rozkazywała:
Nie życzę sobie być babcią! Co ty wymyśliłaś? Chcesz go dzieckiem do siebie przywiązać? Szkoda się starać Tomasz i tak odejdzie! Zresztą alimentów się nie doczekasz.
Świat Justyny dosłownie się zatrzymał, wszystko jej pociemniało przed oczami. Obudziła się dopiero w szpitalu.
O, Justynko, już lepiej? usłyszała znajomy głos. To była pani Teresa od sąsiadów teściowej, która pracowała jako pielęgniarka.
Pani Tereso… Nie wiedziałam, iż tu pani pracuje…
I dobrze by było, jakbyś nie musiała się o tym ponownie przekonać zaśmiała się. Coś ty takiego przeżyła, iż cię tu przywieźli?
Po wysłuchaniu całej historii, Teresa zmarszczyła brwi i rzekła:
Słuchaj, rzuć tę rodzinę. Tomka nie zmienisz, a jego mamusia wszystkich doprowadzi do szału. Ona ma pewność, iż wszystko zawdzięcza jej syn. Halina swojego męża wykończyła chciała coraz więcej, aż biedak wyzionął ducha od tej harówki. A syn, wykapany ojciec słowa matki są dla niego święte.
Ale on się ożenił
Powiem ci, iż nie rozumiem jak w ogóle się zdecydował. Wiesz ile dziewczyn wymiękło po pierwszym spotkaniu z Haliną? Zastanów się. A Tomasz? Co on myśli o ojcostwie?
Kiedy usłyszała odpowiedź, pielęgniarka rzuciła jeszcze coś pod nosem na temat maminsynka. I jakby rzuciła zaklęcie w głowie Justyny wszystko się poukładało. Da sobie radę. Wyboru Tomasz już dokonał.
Zaledwie wróciła do pracy, złożyła pozew o rozwód. Tomasz choćby się nie starał jej zatrzymać. O tym, iż dziecko się ostało, nie powiedziała mu ani słowa.
Od odzyskania wolności minął rok. Justyna z córeczką szły przez park w okolicach domu.
Proszę, kogo ja widzę usłyszała za sobą głos, którego nie dało się zapomnieć Czemu nie pozwalasz mi widywać wnuczki?
Bo to nie jest pańska wnuczka spokojnie odparła Justyna. Tamto dziecko… Tak jak pani i Tomasz chcieliście, nie pojawiło się na świecie. A to jest moja i tylko moja córeczka. I tak, ma już babcię.
Jak ty możesz
Stać mnie na to. Tak bardzo chce pani być babcią? To proszę, niech syn sobie jeszcze kogoś znajdzie.
Uśmiechając się, odeszła, nie słuchając już krzyków za plecami. Wiedziała, iż dobrze zrobiła, zostawiając za sobą Tomasza i jego matkę, która dawno przestała znać umiar. Żyło jej się spokojniej. I lepiej.








