Przecież ty mnie nigdy nie kochałaś. Wyszłaś za mnie bez miłości. Teraz, jak zachorowałem na pewno mnie zostawisz
Nie zostawię! powiedziała z przekonaniem Brygida i mocno przytuliła Igora. Jesteś najlepszym mężczyzną na świecie! Nigdy cię nie zostawię
Igor z niedowierzaniem słuchał tych słów. Jego humor od dłuższego czasu był fatalny
Brygida była mężatką przez dwadzieścia pięć lat i zawsze podobała się mężczyznom. Już jako dziewczyna na podwórku była tą, o której wszyscy chłopcy marzyli.
Nie tylko jako młoda choćby w podstawówce chłopcy ustawiali się do niej w kolejce. A wcale klasyczną pięknością nie była.
Nigdy się nie rozwiodła ze swoim mężem, choć Andrzej był człowiekiem trudnym i niełatwym w pożyciu.
Ale Brygida wytrwała przy Andrzeju aż do samego końca. Wychowali razem córkę, wyprawili jej wesele. Mąż córki wyjechał z Martą do Mediolanu, teraz wysyłali piękne zdjęcia i zapraszali na urlop. Ale z Andrzejem nigdy się tam nie wybrali Może jeszcze pojedzie. Ale Andrzeja już nie ma.
Andrzej zginął w wypadku samochodowym. Tak głupio Później powiedzieli Brygidzie, iż to pewnie serce. Stracił przytomność za kierownicą, zjechał z drogi.
Może zasłabł? powiedziała Brygida.
Teraz już niczego się nie dowiemy westchnęła jej przyjaciółka, lekarka, Krystyna. Uszkodzenia były liczne, nie do pogodzenia z życiem.
Brygida była w szoku. Krystyna pomogła jej wszystko zorganizować.
To ona dowiedziała się o wszystkim gwałtownie kanałami szpitalnymi. Andrzeja pochowali, a Brygida została sama w wielkim domu, który razem budowali przez lata.
Ten dom niby był na dwoje, a gdy przyjechali goście, choćby się tak wielki nie wydawał. Ale dla jednej kobiety ogromny, i przytłaczający.
Dom to dom. Tu potrzebna jest męska ręka
Marta przyjechała pożegnać się z ojcem. Porozmawiała z matką o sprzedaży domu, kupnie mieszkania, o tym, iż Brygida mogłaby przeprowadzić się do nich.
O nie! zawołała Brygida. Nie po to całe życie budowałam ten dom, żeby oddać komuś obcemu. I do tej twojej Italii nie jadę. Co się tam najlepszego widziło
Mamo
Oj, Martek uśmiechnęła się Brygida przez łzy. Żartuję przecież.
No skoro żartujesz, to chyba nie jest aż tak źle.
Wszystko było niejasne. Tak samo, jak niejednoznaczny był sam zmarły. Z jednej strony, Andrzej był troskliwym i kochającym mężem.
Z drugiej był, jak to się mówi, humorzasty. Bywało, iż swoimi nastrojami doprowadzał Brygidę do łez. Potem przepraszał, a Brygida miała lekkie podejście nie rozpamiętywała złych chwili. I tak jakoś żyli, dwadzieścia pięć lat! Mało kto by wytrzymał
Marta odjechała, bo jej mąż dużo pracuje, a ona musiała wracać, by dbać o swój dom. Brygida została sama.
Ale znała siebie wiedziała, iż długo sama nie będzie.
I nie myliła się. Pół roku się smuciła, a gdy otarła łzy, już kręciła się wokół niej gromadka adoratorów.
Nawet jej matka kiedyś dziwiła się takiemu zainteresowaniu córką.
Cóż one w tobie widzą? Ci faceci dosłownie padają ci do stóp! Nie jesteś najładniejsza, a jednak Czy ja czegoś nie rozumiem?
Jesteś dobra, mamo. odpowiadała Brygida, malując usta. Uroda nic nie znaczy. Liczy się charyzma i wdzięk. Trzeba mieć to coś.
Idź już, kobieto, bo ci narzeczony ucieknie, a ty gadasz!
Jak nie ten, to inny przyjdzie wzruszała ramionami Brygida.
Minęło prawie trzydzieści lat od tej rozmowy. Kobiety wciąż narzekały, iż po czterdziestce nie sposób znaleźć faceta. Brygida tej klątwy nie rozumiała. Miała w wieku czterdziestu sześciu lat dwóch narzeczonych naraz, i obaj nie byle jacy.
Serce Brygidy wyrywało się do Krzysztofa. Był przystojny, inteligentny, z nim zawsze było o czym porozmawiać, i pokazać się w towarzystwie nie było wstydu.
Ale Krzysztof był księciem słów Brygida pokochała go uszami, ale wiedziała: ten typ nie nadaje się do życia. Nie do jej domu.
Drugi kandydat, Igor, był prostym, solidnym facetem. Twardy, złota rączka, wszystko zrobił, naprawił, choćby po kieliszku wesołek. Prawdziwy mężczyzna z krwi i kości, łagodny, wytrwały, a kiedy trzeba, wszystko dla kobiety zechce zrobić.
Lecz to Krzysztof bardziej się Brygidzie podobał kobieca logika Igor do mówienia nie był. Trzeźwy, raczej milczał, ale po kieliszku potrafił być duszą towarzystwa.
Pijać Igor umiał, ale nazajutrz już był na nogach zimny prysznic i znów, do pracy.
I jego wybrała Brygida.
Krzysztof się obraził, iż na nic jego słowa, i odszedł.
Brygida wyszła za Igora on był szczęśliwy nie do poznania. Na weselu wypił trochę za dużo, śpiewał i tańczył do upadłego.
Ty to masz! uśmiała się Krystyna. Roczny żałoby po Andrzeju ledwo minął, a ty już zamężna. Nic się nie zmieniło każda kobieta szuka mężczyzny, a u ciebie wystarczy z domu wyjść
Tylko nie mów: Co oni w tobie widzą? Przecież nie jesteś pięknością!
Nie, tego nie powiem Ale przyznaj, zawsze byłaś podejrzanie oblegana, to fakt.
Nie wiem, Krystyno, co oni we mnie widzą. Spytaj mojej mamy.
Brygida mrugnęła do przyjaciółki i pobiegła tańczyć z mężem, który właśnie do niej przyszedł. Tańcząc, wyrzucała z głowy ostatnie wątpliwości.
Prosty, ale ile siły i ciepła. Robi wszystko, co jej potrzeba. A iż małomówny? Może to choćby lepiej.
Krzysztof byłby tylko od słów a od słów jeszcze nikt się nie najadł.
Po kilku miesiącach Igor przemienił ogród Brygidy w bajkowy zakątek. Wykarczował pnie, wyrównał ziemię, założył kwietniki, postawił altanę. W domu też wszystko błyszczało męską ręką.
No i Igor zarabiał, starał się dogadzać Brygidzie prezentami.
Porównując te kilka krótkich lat z dwudziestoma pięcioma latami pierwszego małżeństwa, Brygida żałowała tylko tego, iż nie spotkała Igora wcześniej. Złoty człowiek!
Latem robili grilla na ogrodzie, wieczorami szli do altany, siadali przy stole i ławach, które sam zbudował Igor.
Brygida najedzona szaszłykiem, uśmiechała się błogo jak kot. Igor patrzył na nią z dumą.
O co chodzi, Igorze?
Nic, cieszę się
Jego pierwsza żona była marudna. Już nie wierzył, iż spotka jeszcze kogoś takiego jak Brygida.
Ich szczęście trwało cztery lata. Nagle Igor zaczął słabnąć zawsze zmęczony, chudł bez powodu. Po kieliszku a lubił czasem wypić robiło mu się bardzo źle.
Igorze, musisz iść do lekarza! alarmowała Brygida. Co ty czekasz?! To ewidentnie coś poważnego.
Daj spokój, Brygido, samo przejdzie!
Przestań, to nie średniowiecze! A jak nie przejdzie? Boisz się lekarzy, jak większość facetów?
Nie.
Igor nie chciał powiedzieć, czego się boi. Bawiła go jedna myśl jeżeli naprawdę jest chory, Brygida go zostawi. Nie będzie chciała żyć z chorym człowiekiem.
Nie był głupi wiedział, iż Brygida wyszła za niego raczej z rozsądku niż z gorącej miłości. Ale on ją pokochał. I to na przekór wszystkiemu.
Zobaczył ją pierwszy raz w sklepie kobieta rozkojarzona, nie mogła znaleźć portfela w torebce. I od razu się zakochał. Ta nieporadność była tak ujmująca.
Swoja mama, Zofia, później mówiła tajemniczo:
Żyć ci, synku. Ale co ty w niej widzisz, nie pojmuję. Nie młoda, nie klasyczna piękność. Każda młoda dziewczyna by cię chciała!
Ale Igor nikogo nie potrzebował liczyła się tylko Brygida. A teraz, jeżeli jest chory, czy będzie jeszcze Brygidzie potrzebny?
Nie namówiła go na wizytę u lekarza. Była sobota, przyszli Krystyna i jej mąż, Marek. Igor z Markiem pili piwo i smażyli karkówkę. W kuchni, gdzie z Krystyną kroiły sałatkę, Brygida zapytała:
Krystyno, czy Igor nie jest poważnie chory?
No wygląda gorzej. Wychudzony. I skóra jakby żółtawa.
Jezus Maria! Krystyno, namów go! Ty jesteś lekarzem, może ciebie posłucha
Krystyna spojrzała na nią uważnie.
Brygido ty go kochasz? Wiesz, pamiętam twoje wahania
Brygida zacisnęła zęby. Nie odpowiedziała.
Krystyna choćby nie zdążyła go przekonać Igor zasłabł w trakcie kolacji. Wezwano karetkę, Brygida pojechała z nim do szpitala. Całą drogę trzymała Igora za rękę i modliła się.
Prawie natychmiast trafił na stół operacyjny.
Guz wątroby
Rak?! przestraszyła się Brygida.
Czekamy na wyniki histopatologii.
Okazało się guz był łagodny, ale już bardzo duży, gdy Igor trafił do szpitala.
Lekarze zabronili mu prawie wszystkiego, uprzedzili, iż rekonwalescencja długo potrwa. Może nie wrócić do pełni sił. Lata przecież lecą.
Igor się załamał. Jego mama przyszła do szpitala.
Brygida była wtedy w pracy. Mama przyniosła jedzenie, które Igor mógł jeść lista dozwolonych produktów była krótka.
Syna, nie poznaję cię! powiedziała Zofia. No co ty? Żyjesz, raka nie masz, powinniśmy się cieszyć, a ty tu gderasz. Zjedz chociaż te pulpety na parze.
Nie chcę jeść
A musisz! Co jest? Brygida w ogóle przychodzi?
Przychodzi jak narazie. szepnął Igor.
O co chodzi? Boisz się, iż cię zostawi? Głupia by była!
Po co jej taki, co sam już nic nie zrobi? Mam dopiero pięćdziesiątkę, a jak kaleka Komu potrzebny taki kaleka?
Co się tu dzieje? zapytała Brygida, wchodząc w tym momencie. Słychać was na całe piętro. Dzień dobry pani Zofio!
Ja już idę, cześć, Brygido.
Co się stało?
Matka Igora machnęła ręką i wyszła. Brygida umyła ręce i podeszła do łóżka, przy którym leżał jej przygnębiony mąż.
No co ty, kaleko? Ręce masz, nogi masz, co z ciebie za kaleka? Wszystko się zagoi. Wiesz, co czytałam o wątrobie?
Co?
To organ, który się sam odbudowuje! jeżeli zostaje pięćdziesiąt jeden procent wątroby cała się odnawia. A tobie zostało sześćdziesiąt. Daj sobie czas i tyle!
A czy ja mam ten czas?
Co? nie zrozumiała Brygida.
Czas.
Igorze! Chyba nie zataili przede mną jakiejś prawdy? Ty poprosiłeś lekarza, by mi czegoś nie mówił?
Nie o to mi chodzi
Igora wypisali do domu. Zaczął się najtrudniejszy czas jego życia. Ledwo coś zrobił fizycznie był wykończony. To bolało go najbardziej.
A zbliżały się jego pięćdziesiąte urodziny. Myślał o tym ze smutkiem. Nie mógł już jeść prawie niczego, nie pił. Ot, wesołe życie!
Brygida nie zwracała uwagi, iż Igor tak gwałtownie się męczy, i z takim samym zapałem jadła razem z nim dietetyczne potrawy.
Brygido zebrał się w końcu na odwagę. Powiedz co teraz będzie z nami?
W jakim sensie? zapytała.
No ja tak powoli dochodzę do siebie. Odejdziesz ode mnie, prawda? Lepiej powiedz od razu.
Dlaczego miałabym cię zostawić? Jest mi z tobą bardzo dobrze.
Bo wtedy wszystkimi domowymi sprawami zajmowałem się ja. Teraz? choćby sobie jestem niedogodny.
Oj, głupstwa gadasz. Weź się w garść!
Staram się! Ale to wstyd Dwa razy uderzę młotkiem i czuję się wyczerpany.
Brygida objęła go od tyłu, oparła policzek na jego karku.
Kocham cię. I nigdy cię nie zostawię. Powoli się regeneruj, nie śpiesz się z niczym.
Naprawdę kochasz? Serio?
Serio, serio.
Brygida nie zostawia Igora. On powoli nabiera sił.
Urodziny zorganizowała mu bez alkoholu żeby nie czuł się źle, gdy inni piją.
Przyszło paru przyjaciół, posiedzieli w altanie, grali w planszówki.
Szczęściarz z ciebie, Igorze powiedzieli koledzy, odchodząc.
Teraz pewnie napijecie się za moje zdrowie? rzucił Igor z przekąsem.
Pośmiali się. Rozeszli. Wieczorem Igor i Brygida siedzieli na ganku i patrzyli w gwiazdy. Byli szczęśliwi. Tego wieczoru Igor po raz pierwszy poczuł się lepiej.
Uwierzł, iż dochodzi do siebie. I iż jego żona go nie zostawi. Przytulił Brygidę mocniej.
O co chodzi, Igorze?
Wszystko dobrze powiedział.
No, nareszcie uśmiechnęła się Brygida, całując go w policzek.
Byli szczęśliwi.














